Skromna

Redakcja
Justine Henin-Hardenne, jedną z największych gwiazd światowego tenisa, odmieniła poważna choroba

Skromna

Skromna

i bogata

Justine Henin-Hardenne, jedną z największych gwiazd

światowego tenisa, odmieniła poważna choroba

   Justine Henin-Hardenne zaprzecza wizerunkowi współczesnej gwiazdy tenisa. Nie przyciąga kibiców wyzywającą urodą albo wymyślnymi strojami, nie ciągnie za sobą tłumów paparazzich i nie wywołuje skandali. Jest skromna, zamknięta w sobie, oszczędna w słowach. Refleksyjna i pragmatyczna zarazem. Bardzo bogata! Jej pieniądze, a także pełne przykrych zdarzeń i nieoczekiwanych zwrotów życie przykuwają uwagę nie tylko tych, którzy interesują się sportem.

Belgijka w Warszawie

   Pod koniec kwietnia przyjechała do Warszawy - na turniej J&S Cup, ściągający od kilku lat zawodniczki z pierwszej dziesiątki światowego rankingu. Były już w stolicy Polski i wygrały Francuzka Amelie Mauresmo i Amerykanka Venus Williams, przemknęła Rosjanka Anna Kurnikowa. Teraz przyszła kolej na Belgijki - Justine Henin-Hardenne i Kim Clijsters. Znawcy tenisa doskonale wiedzą, że to postaci wybitne, które już przeszły do historii tej dyscypliny sportu.
   Kto wie, czy zdecydowałyby się zawitać na korty Warszawianki, gdyby wcześniej nie musiały - przez kilka miesięcy - walczyć z chorobami i kontuzjami. Za jakiś czas jednak nikt już nie będzie o tym pamiętał. A organizatorzy będą się chwalić - słusznie zresztą - że w 2005 roku zwyciężyła Henin-Hardenne.

Szybkość i inteligencja

   Zamiast do Paryża, wystarczyło wybrać się na ulicę Merliniego w Warszawie, aby przekonać się na własne oczy, jak można pięknie i skutecznie grać w tenisa. Justine, w odróżnieniu od wielu rywalek, nie dysponuje ogromną siłą. Jest szczupła, niewysoka, bardzo niepozorna. Ma za to cechy, które właśnie w tenisie odgrywają niebagatelną rolę - szybkość, technikę i inteligencję.
   Fachowcy zachwycają się jej timingiem i backhandem. Wojciech Fibak dla podkreślenia talentu i umiejętności Belgijki przyrównuje jej popisy do gry Toma Okkera, Ilie Nastase i Johna McEnroe. Legendy krążą o pracowitości Justine. I chyba w tym tkwi źródło ogromnych sukcesów.

Niebezpieczny wirus

   Jesienią ubiegłego roku nad pięknie rozwijającą się karierą zawisły czarne chmury. Tajemniczy wirus zaczął pustoszyć organizm zawodniczki. Pojawiły się problemy z krwią. A przecież na białaczkę zmarła matka tenisistki, którą tak pięknie wspominała po zwycięstwie przed dwoma laty na kortach Rolanda Garrosa w Paryżu. Dla uczczenia pamięci najbliższej i ukochanej osoby założyła na początku 2004 roku fundację "20 serc Justine", która niesie pomoc dzieciom dotkniętym chorobami nowotworowymi.
   Z ulgą przyjęli wszyscy powrót Henin-Hardenne na korty. Sama nie chce już wracać pamięcią do tych bardzo trudnych chwil, twierdzi, że coraz lepsza gra pozwala jej zapomnieć o niedawnych kłopotach.
   Szybko weszła znów w turniejowy rytm. W tym roku stoczyła już 21 pojedynków, tylko raz przegrała - z Rosjanką Marią Szarapową - w ćwierćfinale NASDAQ 100 Open w Miami.
   - Uważam, że wirus, który mnie zaatakował, to nie efekt zbyt dużego wysiłku, a raczej zwykły pech - twierdzi Justine. - Chociaż muszę przyznać, że przez ostatnie dwa lata bardzo ciężko pracowałam na swój sukces, czułam się jak maszyna i__przydałby mi się wtedy odpoczynek. Być może udałoby się uniknąć późniejszych problemów zdrowotnych, ale niczego nie żałuję - dzięki tej przerwie nauczyłam się słuchać mojego ciała, teraz już wiem, kiedy powiedzieć trenerowi, że trzeba troszkę przystopować. Justine, którą będziecie oglądać w tym sezonie, to nie ta sama zawodniczka, która wygrała Roland Garros. Jeszcze nie wiem, czy lepsza, czy gorsza, ale na pewno inaczej podchodząca do swojej pracy.

Wsparcie męża

   Henin-Hardenne jest wyjątkowa także z innego powodu: to jedna z niewielu mężatek w WTA Tour. - Małżeństwo to poważna sprawa. Ja zdecydowałam się wyjść za Pierre'a-Ivesa z miłości. I życzę każdemu, aby czuł to, co ja teraz czuję. Wprawdzie mąż nie może mi towarzyszyć na każdym turnieju, ale to właśnie dzięki niemu odniosłam największe sukcesy, a kiedy jesteśmy daleko od siebie, myśl o nim daje mi siłę na następny mecz. Pobrali się 16 listopada 2002 roku.

Przyjaciel Carlos

   Tenis Justine został ukształtowany przez jednego trenera - już prawie dziesięć lat jest nim Carlos Rodriguez, którego w sprawach zawodowych darzy absolutnym zaufaniem. Przyjaźni się też z żoną Carlosa - Elke. Rodriguezowie z synkiem Manuelem byli najważniejszymi gośćmi na uroczystości ślubnej w zamku Laveau-Sainte-Anne. Zaczęli współpracę akurat wtedy, gdy Justine straciła matkę - Francoise, z którą - jeszcze jako dziecko - wyjeżdżała do Paryża, aby obejrzeć French Open i w najśmielszych marzeniach nie przypuszczała nawet, że w 2003 roku właśnie zdobędzie główną nagrodę.

Prawie 8 milionów dolarów

   W ciągu zaledwie sześciu lat profesjonalnej gry Henin-Hardenne zarobiła na tenisie blisko 8 milionów dolarów. Z Warszawy wyjechała bogatsza o 93 tysiące dolarów. Dziennikarze próbowali się dowiedzieć, co z nimi zrobi, na co je wyda, co sobie za nie kupi. - Wierzcie lub nie, ale na korcie nikt nie myśli o pieniądzach. One nie zmienią mojego życia. I nieprędko je wydam.
   Ma chyba rację, bo z Warszawy pojechała od razu do Berlina i tam również zgarnęła najwięcej. Stamtąd udała się natomiast do Monaco, nie do kasyna bynajmniej, ale po to, aby przez kilka dni odpocząć, a potem w ciszy i w spokoju, z dala od medialnego szumu, przygotowywać się do French Open, w którym znów chciałaby odegrać wiodącą rolę. Trener Carlos Rodriguez przystał na propozycję podopiecznej, aby skupić się obecnie na doskonaleniu techniki, mniej uwagi poświęcać ćwiczeniom fizycznym.
   Henin-Hardenne lubi grać w Paryżu, podobnie jak większość tenisistów z Belgii. Tam czuje się jak u siebie w domu. Przed rokiem była więc mocno rozczarowana, gdy odpadła już w drugiej rundzie. Teraz powinno być znacznie lepiej, w tym roku nie przegrała jeszcze na kortach ziemnych, a przecież w Charleston, Warszawie i Berlinie spotkała się z kilkoma zawodniczkami ze ścisłej światowej czołówki. - Jestem przygotowana na 100 procent - zapewnia Justine.
JERZY SASORSKI

Justine Henin-Hardenne

Urodziła się 1 czerwca 1982 roku w Liege, mieszka w Marloie, 167 cm, 57 kg, mąż Pierre-Yves, ojciec Jose, starsi bracia David i Thomas, młodsza siostra Sarah. Zawodowo gra w tenisa od 1 stycznia 1999 roku. Wygrała 22 turnieje WTA w singlu, w tym trzy wielkoszlemowe: French Open '03, US Open '03, Australian Open '04 i 2 w deblu. Odniosła 340 zwycięstw, poniosła 87 porażek. Zdobyła w Atenach złoty medal olimpijski. Podziwia Steffi Graf za dokonania i elegancję gry. Chętnie odwiedza Montreal. Lubi piosenki Celine Dion.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie