Skutki uboczne

Redakcja
Zanim do tego dojdzie, mieszkańcy naszego globu będą borykać się z problemami, które sami tworzą, aby wzajemnie się dręczyć, zabijać i poniżać. Zanim do tego dojdzie, z głodu, nędzy i wskutek plemiennych nienawiści umrą miliony niewinnych ludzi. Ludzi, którzy nie skorzystali z dobrodziejstw globalizacji, bo ich państwa nie potrafią produkować dóbr konsumpcyjnych, a rządzący nie zamierzają oddać władzy demokratycznie wybranym przedstawicielom ludu. Nieprzerwanym strumieniem płyną do krajów bogatych i demokratycznych uchodźcy z krajów biednych i zniewolonych. Wszystkimi sposobami i wszystkimi możliwymi środkami transportu uchodźcy starają się dotrzeć do Europy - do Ziemi Obiecanej. Europa zaś broni się jak może przy pomocy przepisów, które, choć zgodne z zasadami politycznej poprawności, pełne są hipokryzji i zakłamania.

Europa i reszta świata

Globalizacja jest dziś na ustach wszystkich, także tych, którzy rzucając w Pradze brukowcami w chroniącą finansjerę światową policję nie pojmują istoty tego zjawiska. Ziemia kurczy się czy to nazwiemy globalizacją, czy po prostu konsolidowaniem się świata u progu nowego tysiąclecia, nieuchronnym przekształceniem się państw i narodów w jeden organizm wielonarodowy o jednolitym systemie gospodarczym, który będzie się nazywał po prostu Ziemia. Nadejdzie czas, kiedy tak jak w powieściach science fiction minister spraw zagranicznych Federacji Ziemskiej będzie przyjmował nowo mianowanego ambasadora Republiki Marsjańskiej. Aż żal, że my, dzisiejsi obywatele Ziemi, tego nie dożyjemy.
 W latach 80. byliśmy, my, Polacy, takimi uchodźcami. Głodni i pozbawieni nadziei na lepsze jutro, emigrowaliśmy do Niemiec, Austrii, Francji, Włoch i gdzie się jeszcze dało. Część była emigrantami politycznymi, większość ekonomicznymi. Polak, żeby móc otrzymać prawo pobytu, musiał udowodnić, że był w PRL-u politycznie prześladowany. Zaroiło się więc na Zachodzie od działaczy "Solidarności", w Niemczech przybyło w ogromnym tempie przesiedleńców z niemieckim rodowodem. Bez krępacji i wstydu ludzie fałszowali swoją genealogię, każda przeszłość była dobra, byle niemiecka. Można się wstydzić takich postaw rodaków, ale nie wolno ich potępiać. Dziś Polacy nie muszą się już wygłupiać, żeby wyjechać na Zachód, mieliśmy szczęście, możemy cieszyć się wolnością i rosnącym dobrobytem.
 Nie mają tego szczęścia mieszkańcy Afryki, Bliskiego Wschodu, wielu krajów Azji, a także, niestety, części postkomunistycznych krajów Europy Wschodniej. Za zaoszczędzone pieniądze opłacają przemytników, którzy przerzucają ich na Zachód. Droga wielu prowadzi przez Polskę, a także do Polski, która dla Pakistańczyków i Wietnamczyków zaczyna już być czymś porównywalnym z rajem. Napływ uchodźców z Trzeciego Świata ma dla krajów Europy Zachodniej złe, ale i dobre strony. Nic zatem dziwnego, że z jednej strony walczą one o ograniczenie obcego cywilizacyjnie i kulturowo żywiołu, z drugiej strony nie bardzo mogą się bez niego obyć.
 W Szwajcarii w ubiegłą niedzielę odbyło się referendum ludowe w sprawie ograniczenia liczby cudzoziemców do 18 procent. Szwajcarzy powiedzieli jednak "nie" dla ograniczeń, co może być dziwne, jako że na co dzień narzekają na cudzoziemców i mają im wiele za złe. Przeciwko byli zwykli obywatele, politycy i przedstawiciele gospodarki. Czy tylko z obawy o utratę twarzy za granicą? Także, ale nie tylko.
 Krajom o tak wysokim standardzie życia, jak: Szwajcaria, Niemcy czy Austria, potrzeba siły roboczej o niskich kwalifikacjach. Chodzi nie tylko o wywóz śmieci, kopanie rowów czy prowadzenie taksówek, brak jest rąk do pracy w usługach i gastronomii, rąk, które nie będą się wstydzić zmywania garnków i sprzątania pokojów hotelowych. Przeciwnie - dla wielu cudzoziemców taka praca to szansa na lepsze, godniejsze życie. Szwajcarzy czy Niemcy nie chcą wykonywać tej roboty, gdyż jest poniżej ich godności i wykształcenia.
 Jak pokazują statystyki, cudzoziemcy stanowią największy procent ludności w Luksemburgu - 34,1, na drugim miejscu plasuje się Szwajcaria - 19,3 procent, na trzecim, czwartym i piątym Austria, Belgia i RFN - po 9 procent. Najmniejszy procent cudzoziemców notuje się we Włoszech - 1,8.
 W Luksemburgu, Szwajcarii i Austrii ludzie są świadomi pożytków z cudzoziemskiej siły roboczej, w tych krajach nie słychać o nagonkach neonazistów na azylantów. W Niemczech natomiast, nie wiedzieć dlaczego, tej świadomości brak. Brak do tego stopnia, że rząd i partie polityczne muszą organizować akcje uświadamiające wśród społeczeństwa i uciekać się do delegalizacji ugrupowań skrajnej prawicy. Fakt, że konieczne stało się sprowadzenie do Niemiec kilkudziesięciu tysięcy nie zwykłych robotników, ale wysoko wykwalifikowanych informatyków, nie rozświetlił horyzontów. Ofiarami pobić są w równym stopniu azylanci z Afryki, jak i inżynierowie z Indii.
 I to jest również uboczny skutek globalizacji - strach przed wyparciem Niemców przez egzotycznych przybyszów i przed wzrostem przestępczości kryminalnej. Ale na strachu nie da się budować lepszego świata, w którym będzie miejsce dla wszystkich i dla każdego.

(KG)

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie