Ślady dumnej przeszłości

Redakcja
Kiedyś Tylicz był czymś - a Krynica... No, może nie niczym, ale na pewno nie tym, co dziś. Teraz role się odwróciły: o Krynicy wie każdy, Krynica jest miastem - Tylicz zaś... Z pewnością nie byle czym, ale też z pewnością nie żadną konkurencją dla zdrojowiska.

Kontredans - między Tyliczem a Krynicą

   W takich sytuacjach, przy porównaniach tego rodzaju, wzrusza się zazwyczaj ramionami do wtóru smętnej konstatacji: że ten mały, ten mniej ważny przegapił swoją szansę. W przypadku Tylicza trudno mówić, że coś zmarnował, bo jest dokładnie przeciwnie. Tylicz zawsze do cna wykorzystywał okazje, a że przyszedł czas, kiedy dawne przewagi straciły znaczenie? Na to już ani jego zarządcy, ani mieszkańcy nie mieli wpływu...
   Tylicką ważność zniszczyły wojny - nie te z zamierzchłych czasów, znane jedynie z zapisków i relacji, ale te największe, światowe, których doświadczenia wciąż tkwią w świadomości ludzkiej - oraz... globalizacja. Wprawdzie wtedy, w ostatniej kwarcie XIX stulecia, nikt tego zjawiska tak nie nazywał, ale przecież, stosując dzisiejszą terminologię, śmiało można je tak określić: rozwój transportu kolejowego, niepomiernie skracającego odległości, był przecież niczym innym, jak wstępem do globalizacji. Odwieczne szlaki handlowe traciły w mgnieniu oka znaczenie, doliny rzek przestawały być uczęszczanymi gościńcami, okolice przełęczy - miejscami handlu; kontakty gospodarcze między miejscowościami odległymi o setki kilometrów stawały się czymś naturalnym.
   I wtedy właśnie - w 1876 r., kiedy uruchomiono Kolej Tarnowsko-Leluchowską - zaczął się upadek Tylicza, założonego najpewniej w XIII stuleciu, a już w 1363 r. obdarzonego przez króla Kazimierza Wielkiego prawami miejskimi. Miasta, które przez wiele lat uzależniało swój byt i status od woli właścicieli - biskupów krakowskich.
   Podstawą tylickiej gospodarki było od zarania rolnictwo, rzemiosło i handel - może nawet ze wskazaniem na tę ostatnią dziedzinę, rozwijaną w oparciu o położenie w pobliżu przełęczy, ułatwiającej przejazd przez grzbiet Karpat, a tym samym - kontakty transgraniczne. Czerpanie zysków z wymiany towarowej umożliwiał także przepis - ściśle przestrzegany - wedle którego kupcy, podróżujący szlakiem prowadzącym przez przełęcz Tylicką, mieli obowiązek stawać z towarami na rynku w Tyliczu.
   Niestety, jak to zresztą często bywa, taka lokalizacja była też powodem strat: buszujące (najczęściej bezkarnie) po pograniczu opryszki różnej konduity, członkowie rozmaitych oddziałów zbrojnych, pustoszyli miasto nieraz. Pod koniec XV wieku na skutek takich aktów agresji zbójników i wojsk węgierskich Tylicz - zwany wówczas Miastkiem lub Nowym Miasteczkiem, a pierwotnie Ornawą - stracił niemal wszystkie swe zasoby i na długie lata spadł do rangi wsi. Utracone prawa miejskie przywrócił mu dopiero w 1612 r. biskup krakowski Piotr Tylicki, na cześć którego miasto (obdarzone przez purpurata nowym kościołem) przyjęło do dziś obowiązującą nazwę i odbudowało swoją pozycję handlowo-wytwórczą.
   Pamiętać trzeba też o istotnej roli, jaką w rozbudzeniu tylickiej gospodarki odegrali Żydzi, osiedlający się tam od 1781 r., czyli od likwidacji tzw. państwa muszyńskiego, w którym obowiązywał narzucony przez biskupów zakaz przyjmowania na stały pobyt Izraelitów.
   Ale nawet Żydzi, nawet potomkowie starych i zasiedziałych rodów kupieckich nie byli w stanie powstrzymać niedobrej tendencji, wywołanej budową linii kolejowej, która zburzyła wielowiekowy porządek, zmarginalizowała odwieczne szlaki handlowe. To był pierwszy gwóźdź do "trumny" Tylicza - kolejne pojawiły się wcale szybko. Spadek znaczenia gospodarczego przełożył się na utratę praw miejskich, granice zaś, wytyczone po I wojnie światowej, pozbawiły miejscowość kontaktów ze wsiami na Słowacji. Widoków na odzyskanie pozycji nie było - a jeśli jacyś fantaści mieli jeszcze nadzieje, że coś może się zmienić na lepsze, musieli je definitywnie porzucić po II wojnie. Organizujące porządek etniczny - według swoich praw, ustalonych do spółki z radzieckim "wielkim bratem" - władze państwowe przeprowadziły wtedy masowe wysiedlenia ludności autochtonicznej. Nastąpiły one w dwóch turach: część tylickich Łemków wywieziono w 1945 r. w głąb ZSRR, pozostałych natomiast usunięto w latach 1947-1948 na Ziemie Odzyskane. Jaką skalę miały te rugi, obrazują dane sprzed wojny: zgodnie z nimi, w 1938 r. Tylicz zamieszkiwało blisko 1200 Łemków, około 370 Polaków i ponad 200 Żydów (tych ostatnich wymordowali Niemcy...).
   Niegdysiejsze miasto nigdy już nie odbudowało swojego znaczenia. Przez kilka lat po wojnie było wprawdzie stolicą gminy, stało się nią też w 1973 - ale już po dwóch latach tę jednostkę administracyjną zlikwidowano i włączono do gminy Krynica, w skład której wchodzi do dziś. Fiaskiem zakończyły się też wizje stworzenia konkurencyjnego dla możnej sąsiadki uzdrowiska, bazującego na wcale bogatych źródłach wód mineralnych, o składzie zbliżonym do krynickich. Tyle tylko dobrego, że powstała firma, wytwarzająca wody stołowe...

   Na szczęście, Tylicz nie pogrążył się w rozpamiętywaniu pecha i beznadziei: jest miejscowością letniskową, która choć nie ma szans w konfrontacji z Krynicą (powstałą - jako wieś - dopiero w XVI stuleciu, kiedy Tylicz od 200 lat cieszył się miejskością!), nie narzeka na brak wiernych gości. Chwalą oni sobie bazę noclegową i gastronomiczną, mnogość atrakcyjnych szlaków pieszych, zimą zaś - możliwość uprawiania narciarstwa zjazdowego.
   Przez cały rok w Tyliczu można oglądać wyraźne ślady dumnej przeszłości. Najwymowniejszym jest rozległy, prostokątny rynek, pośrodku którego - zamiast ratusza - wyrasta przypominający architekturą lata wczesnosocjalistyczne gmach wiejskiego ośrodka kultury. Wschodnią pierzeję głównego placu flankują drewniane domy, zwrócone szczytami do płyty. Ich charakterystyczną cechą są dwuspadowe dachy z wydatnymi okapami. Na rynku wznosi się też murowana kapliczka z 1808 r.
   Inny symbol miejskości widać na parawanowej dzwonnicy o czterech filarach, stojącej przy drewnianym kościele św.św. Piotra i Pawła, fundowanym przez bp. Tylickiego: umieszczono tam herb Tylicza. Sama świątynia, drewniana, konstrukcji zrębowej, o ścianach szalowanych, dachach zaś pobitych blachą, skrywa pośrodku rokokowego ołtarza głównego XVI-wieczny wizerunek Matki Boskiej Pocieszenia, pochodzący - według tradycji - z Czech.
   Oprócz kościoła, w Tyliczu istnieje jeszcze dawna cerkiew greckokatolicka św.św. Kosmy i Damiana. Budowla ta, pochodząca z 1743 r., jest dziś kościołem cmentarnym. Wyróżnia się skromną bryłą i nieproporcjonalnie wielkim barokowym hełmem; w jej wnętrzu można zobaczyć dwa curiosa, nieczęsto spotykane w tego rodzaju obiektach: ambonę oraz pomieszczenia dla śpiewaków zwane kriłosami, zlokalizowane w sąsiedztwie ikonostasu.
(WALD)
Zdjęcia: Waldemar Bałda

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie