Śledztwo trwa nadal

Redakcja
Przesłuchano ponad 20 świadków, przeprowadzono wizję lokalną oraz wykonano badania georadarem wskazanych przez świadków miejsc, w których - ich zdaniem - zostali pochowani zabici jeńcy. Koszty poszukiwań pokryła niemiecka fundacja "Pamięć".

(INF. WŁ.) Śledztwo w sprawie zamordowania w Kryspinowie niemieckich jeńców wojennych, rozpoczęte w październiku 2002 r. przez prok. Krzysztofa Urbaniaka, prowadzi obecnie prok. Piotr Grądzki. Zostało ono wszczęte na podstawie informacji uzyskanych od świadka tamtych wydarzeń, Stanisława Kruka, wówczas 14-letniego mieszkańca Kryspinowa. "Dziennik Polski" jako pierwszy przedstawił jego relację i opisał całą sprawę.
   Do mordu doszło 17 lub 18 stycznia 1945 roku w Kryspinowie. Zbrodni dopuścili się żołnierze sowieccy. Tyle wiadomo na pewno. Na podstawie relacji świadków można stwierdzić, że był wtedy bardzo mroźny poranek. Po wysypanej białym tłuczniem drodze z Kryspinowa do Balic Rosjanie prowadzili grupę jeńców wojennych. W pewnym momencie kazali im się zatrzymać i otworzyli ogień. 17 stycznia 1945 r. do Kryspinowa wkroczyli jako pierwsi żołnierze z 13. Brygady Pancernej, która wchodziła w skład 59. Armii 1. Frontu Ukraińskiego, dowodzonej przez marszałka Iwana Koniewa. Niemcy nie stawiali oporu. Ich główne siły znajdowały się wówczas w okolicach Tyńca. W Kryspinowie i w najbliższej okolicy pozostali prawdopodobnie jedynie żołnierze z armii niemieckiej, których zadaniem była przede wszystkim ochrona lotniska. Widząc prące szybko naprzód oddziały sowieckie, żołnierze niemieccy poddali się. Do dzisiaj historycy nie wiedzą, jak liczna była to grupa jeńców.
   W dzienniku 59. Armii 1. Frontu Ukraińskiego pod datą 17 stycznia 1945 r. jest lakoniczna notatka mówiąca o "unicestwieniu 200 więźniów". Zdaniem prof. Andrzeja Ajnenkiela, wieloletniego dyrektora Wojskowego Instytutu Historycznego, nie sposób jej tłumaczyć inaczej jak świadectwo zabicia 200 jeńców. Profesor twierdzi, że w ówczesnym czasie zapis o unicestwieniu 200 więźniów nie był niczym nadzwyczajnym, a raczej czymś rutynowym.
   Jeszcze jesienią 2002 r. IPN zwrócił się o pomoc do dwóch rosyjskich archiwów. - Niestety, trafiliśmy na blokadę informacji - mówi prok. Robert Parys. - Rosjanie twierdzą, że było to zwykłe zabójstwo, które już dawno uległo przedawnieniu.
   Świadkowie podawali bardzo różne liczby zabitych jeńców. Zgodni byli natomiast w tym, że zostali oni zamordowani bez przeprowadzenia jakiegokolwiek procesu. Z zeznań świadków wynika, że marszowi jeńców towarzyszyła muzyka wojskowa. Wcześniej poddani zostali ośmieszającej musztrze, do której musieli się rozebrać do bielizny i stać na bosaka, a panował wówczas kilkunastostopniowy mróz. Każdemu z nich wręczono bochenek chleba. I każdy trzymał go kurczowo. Nawet wtedy, gdy na dźwięk trąbki padły karabinowe salwy. Można przypuszczać, że obdarowanie jeńców chlebem miało uśpić ich czujność, dawać nadzieję na przeżycie, ograniczyć wolę ucieczki.
    (K.W.)

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie