Słowa nieodpowiednie

Redakcja
Bruno Miecugow

JAWNIE SZANOWNY
PANIE REDAKTORZE!

   Wiem, że język zmienia się z biegiem czasu, jedne słowa ulegają zapomnieniu, inne pojawiają się, niektóre zmieniają swoje znaczenie i na te przeobrażenia nic nie można poradzić. Wprawdzie nadal zżymam się, gdy telewizyjni dziennikarze nagminnie mylą powód z pretekstem (powiadając np., że "pretekstem do urządzenia wystawy było 50-lecie śmierci malarza"), ale nie zdziwię się, gdy powód zostanie w końcu całkowicie wyparty przez pretekst i będziemy słyszeli zdania w rodzaju: "Zmarł pod pretekstem choroby nowotworowej". Niemniej zawsze gotów jestem powtarzać za Norwidem:
   Ponad wszystkie wasze uroki
   Ty! Poezjo, i ty wymowo
   Jeden - wiecznie będzie wysoki:
   Odpowiednie dać rzeczy - słowo!
   Tymczasem co krok spotykamy się ze stosowaniem słów, które absolutnie nie są odpowiednie do rzeczy, o jakiej mówimy. Weźmy choćby tak często używany przez posłów zwrot "Wysoka Izbo!". Ktokolwiek wychodzi na sejmową mównicę od tych słów zaczyna swoje gadanie, a jest to - moim zdaniem - zupełnie nieuzasadnione. Powszechnie wiadomo, bo mówi się o tym i pisze raz po raz, że uchwalane przez Sejm ustawy i uchwały są nader często na bardzo niskim poziomie merytorycznym i prawnym. Poziom wykształcenia (o inteligencji nie wspominając) wielu posłów też bywa niezbyt wysoki, a niejeden reprezentuje - co gorsza - niski poziom moralny i w swoim postępowaniu kieruje się często niskimi pobudkami.
   Czy w tej sytuacji wypada zwracać się do tego gremium per Wysoka Izbo? Nie proponuję - rzecz jasna - by zmienić formułkę na Niska Izbo, bo byłoby to dla niektórych posłów mimo wszystko krzywdzące, ale czy nie lepiej by było mówić np. "Izbo taka, jaka jesteś", albo po prostu: "Izbo - bez żadnych przymiotników"?
   Nie opuszczając gmachu Sejmu trafić można na inny jeszcze element, którego nazwę trudno uznać za słowo odpowiednie do rzeczy. Jest to mianowicie komórka zwana Tajną Kancelarią Sejmu. To bez wątpienia kancelaria i na pewno należy do Sejmu, ale przymiotnik tajna jest po prostu kpiną w żywe oczy. Dokumenty opatrzone klauzulą tajności różnego stopnia, które tu trafiają, prędzej czy później (raczej prędzej) ukazują się na łamach pracy in exstenso lub w obszernych fragmentach. Nie wiadomo, po co tylko niektórym posłom wydaje się certyfikaty uprawniające do wglądu w tajne dokumenty. Jak pokazuje praktyka, taki certyfikat dostać może i ten, kto każdą tajność gotów jest upublicznić w mediach, jeśli uzna to za korzystne dla swojej partii lub dla siebie osobiście.
   A skoro już o mediach mowa, to także mamy ciekawy przykład sprzeczności pomiędzy słowem a rzeczywistością. Wychodzi w Polsce poważna gazeta, która ma w tytule słowo będące zarazem nazwą naszego państwa. Ta zbieżność mogłaby sugerować - w sposób całkiem naturalny - iż "Rzeczpospolita", jeśli nie jest oficjalnym organem rządu, to przynajmniej prezentuje na swoich łamach informacje i poglądy zgodne z aktualną polityką państwa i racją stanu. Tymczasem "Rzeczpospolita" od lat wielu nie pomija żadnej, najmniejszej nawet okazji, by władze Rzeczypospolitej atakować, a czasami nawet, jeśli takiej okazji nie ma, potrafi stwarzać odpowiedni "fakt medialny". Mógłby tu ktoś zaproponować, by w ogóle w tytułach gazet umieszczać jakieś słowa korespondujące z nazwami tych partii politycznych, z którymi redakcje sympatyzują, których poglądy podzielają. Czy jednak byłoby to sensowne?
   O nazwach partii działających na polskiej arenie politycznej często trudno powiedzieć, iż spełniają Norwidowską zasadę, by słowo odpowiadało rzeczy. Mieliśmy kiedyś partię o nazwie Porozumienie Centrum, gdzie aż iskrzyło od wewnętrznych nieporozumień. Pewna partia mająca w nazwie "Zjednoczenie" była absolutnie podzielona i skłócona, a pewna Konfederacja okazała się faktycznie Dezintegracją. Obecnie bywa podobnie. Przecież słowo "sojusz" jest synonimem mocno zjednoczonej wspólnoty, czego o SLD raczej powiedzieć się dziś nie da, a "Samoobrona" wbrew nazwie jest formacją bynajmniej nie obronną, ale napastliwą. A po co Liga Rodzin zaznacza w nazwie swoją polskość? Przecież jesteśmy krajem narodowościowo bardzo jednolitym i rodziny niepolskie stanowią nieznaczny ułamek społeczeństwa.
   Tak więc widzimy, iż słów nieodpowiednich do rzeczy mamy w obecnie używanym języku całe mnóstwo.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie