Solaris na obierkach: jak bogaci Szwedzi stali się jeszcze...

Solaris na obierkach: jak bogaci Szwedzi stali się jeszcze bogatsi

Zbigniew Bartuś

Aktualizacja:

Dziennik Polski 24

Józef Neterowicz  (z lewej) od lat przekonuje polskie władze do naśladowania Szwecji. Tu wraz z następczynią szwedzkiego tronu, Wiktorią Bernadotte,
1/2

Przejdź do
galerii zdjęć

- Gdyby Polska poszła śladem Skandynawów, mogłaby się prawie całkiem uniezależnić od importu surowców energetycznych - przekonuje JÓZEF NETEROWICZ, absolwent krakowskiej Akademii Górniczo-Hutniczej, który od 42 lat współtworzy szwedzką rewolucję energetyczną.
- W kultowym filmie „Powrót do przyszłości” doktor-wizjoner przemienia sportowe auto DeLorean w wehikuł czasu napędzany energią atomową. Ale już w drugim odcinku jako paliwo w tym pojeździe służą skórki od banana, obierki z ziemniaków itp.

- W Szwecji jest całkiem podobnie.

- Po ulicach jeżdżą wehikuły czasu napędzane resztkami jedzenia?!

- Prawie! [śmiech]. Wehikułów czasu na razie nie ma, są za to autobusy, a wśród nich bardzo popularne w Szwecji polskie Solarisy…

- Napędzane obierkami?

- Tak! A ściślej - biogazem wyprodukowanym z obierków i innych odpadów żywnościowych. Każdy Szwed segreguje swoje odpady, przede wszystkim na mokre i pozostałe. Mokre to są właśnie odpady biologiczne, wszelkie pozostałości z obiadu, śniadania i kolacji, niedojedzone kanapki itp.

- Oni to wszystko zbierają?

- Do specjalnych torebek. Na torebce jest dokładnie napisane, co można do niej włożyć. Szwed wkłada tam resztki, a jak torebka zapełni się w siedmiu ósmych - zamyka ją, by nie ulatniał się cenny metan.

- To są duże torebki?

- 20 na 30 cm.

- I to się opłaca?

- Pan wie, ile może przejechać wypełniony pasażerami Solaris na jednej takiej torebce? Trzy kilometry! To proszę sobie to przeliczyć na gaz, który w przeciwnym razie trzeba by importować - bo Szwecja nie ma własnych surowców energetycznych. To są gigantyczne kwoty.

- Szwecja nie importuje gazu?

- Prawie nie. Przytłaczającą większość zapotrzebowania zaspokajają właśnie biogazownie, „jadące” na dostarczanych przez obywateli, rolników i przedsiębiorców odpadach biologicznych. Szwedzi tylko minimalnie sprowadzają gaz z Norwegii czy Danii, są natomiast całkowicie niezależni od Rosji. Gdybyśmy w Polsce robili podobnie, też moglibyśmy w dużym stopniu uniezależnić się od importu rosyjskiego gazu. To byłaby rewolucyjna zmiana w wielu aspektach, od ekonomii, przez geopolitykę po ekologię. Proszę zobaczyć, ile zawartości opisanych przeze mnie torebek codziennie marnuje się nad Wisłą, gnije, powodując rozprzestrzenianie się bakterii, szczurów, a przede wszystkim emituje bezcenny z punktu energetycznego metan, który niewykorzystany, niestety, potęguje efekt cieplarniany.


- Mam wrażenie, że Szwed w ogóle inaczej niż krakus patrzy na swój kubeł ze śmieciami.

- Polak widzi - śmieci. A Szwed - bogactwo.

- W śmietniku?!

- Opowiem anegdotę: pojechałem kiedyś na takie gratowisko, gdzie Szwedzi zawożą odpady wielkogabarytowe, żeby wyrzucić jakiś niepotrzebny sprzęt. Nieopatrznie nachyliłem się nad kontenerem i wpadł mi do niego portfel, ot, wysunął mi się z kieszeni. Wszedłem więc do kontenera, żeby ten portfel wyjąć. Momentalnie usłyszałem wrzask pracownika składowiska: „Wszystko, co wpadło do tego kontenera, jest własnością gminy!”. Oto jak cenne są szwedzkie odpady…

- I co z tego wynika?

- Można czarno na białym udowodnić, że takie spojrzenie na odpady doprowadziło Szwedów do miejsca, w którym obecnie są, czyli niezależności energetycznej opartej w ponad 50 procentach na odnawialnych źródłach energii, przy zachowaniu najbardziej wyśrubowanych w Europie norm ochrony środowiska i ludzkiego zdrowia.

- Oni zawsze tak patrzyli na swoje kubły i śmietniki?

- Nie. Jeszcze w latach 70. minionego stulecia mieli podejście podobne, jak Polacy. Ale wtedy dopadł ich światowy kryzys energetyczny. Szwecja, nie posiadając własnych surowców, była uzależniona od importu paliw kopalnych - dlatego kryzys dotknął ją wyjątkowo mocno. Ceny paliw wzrosły wielokrotnie, to przekładało się na ceny prądu. Swoje zrobił surowy klimat: większość kotłów w prywatnych budynkach i blokach mieszkalnych zasilana była importowanym olejem opałowym. Szwedzi oczekiwali przy tym wysokiego komfortu cieplnego, mieli przecież najwyższą stopę życiową na świecie.

- Czyli sytuacja zmusiła ich do poszukiwania innych, najlepiej własnych, źródeł energii.

- Tak. Przy powszechnej zgodzie Szwedzi zmienili wtedy definicję paliwa, rozszerzając ją o niekojarzone wcześniej z tym pojęciem produkty i substancje. Jednocześnie zbudowali system zdalnego rozprowadzania ciepła w aglomeracjach miejskich. Podstawowym paliwem stały się odpady komunalne, bioodpady z lasów i rolnictwa, do tego ciepło odpadowe z przemysłu oraz wspomniany biogaz powstający przez beztlenową fermentację odpadów biodegradowalnych. Szwedzi postawili także na zwiększenie efektywności energetycznej, w tym odzysk, wytwarzanie energii w skojarzeniu oraz produkcję energii ze spalin…

- Ze spalin?

- Tradycyjnie ciepło spalin traktuje się jako straty kominowe, grzejące atmosferę. Szwedzi, dzięki technologii skraplania spalin odzyskują mnóstwo energii. W najsprawniejszych istniejących instalacjach potrafią odzyskać nawet połowę tego, co normalnie uciekłoby do otoczenia. Zwiększa to sprawność takich systemów nawet o 30 procent! W procesie skraplania powstaje też oczyszczona woda, niezbędna do pracy kotłów i instalacji. Normalnie wytwarza się ją z wody pitnej, dodając chemikalia (żeby kamień nie niszczył kotłów i instalacji) i marnując energię. Tutaj mamy ją „przy okazji”…

- Jak szybko zwraca się taka inwestycja z odzyskiem energii ze spalin?

- Maksymalnie w cztery lata. Czyli korzyści są wielorakie, bardzo duże i szybkie.

- Wracając do kubła: co Szwed w nim widzi, prócz obierek i innych bioodpadów, o których już mówiliśmy?

- Przede wszystkim to, co da się powtórnie wykorzystać i przerobić. Takie rzeczy mają największą wartość. Np. do wytworzenia aluminium z boksytów potrzeba gigantycznej ilości energii, co kosztuje. Tymczasem aluminium identycznej jakości można uzyskać ze złomu, zwłaszcza popularnych puszek. Więc puszki funkcjonują w systemie kaucyjnym: możesz je sprzedać w wielu miejscach, nie potrzeba do tego paragonu.

- Kupujesz piwo w jednym mieście, a puszki sprzedajesz w innym?

- Bez problemu. Dokładnie tak samo jest ze szklanymi butelkami.

- A butelki z tworzywa, popularne PET-y?

- Identycznie. W normalnych warunkach one się rozkładają bardzo długo, setki lat. Czyli wywiezienie ich na wysypisko nie wchodzi w grę. Z kolei ich spalanie w warunkach domowych, co jest w Polsce normą, w Szwecji nie przejdzie, bo wytwarzają się przy tym gigantyczne ilości rakotwórczych dioksyn. Szwedzi uznali, że jedynym sposobem jest zbieranie wszystkich PET-ów i ich przetwarzanie lub spalanie w bardzo wysokiej temperaturze, która chroni przed powstawaniem dioksyn, w profesjonalnych instalacjach zaopatrzonych w odpowiednie filtry.

- Władza zmusza do segregowania odpadów?

- Zachęca. Od podstaw cały szwedzki system wykorzystania odpadów zbudowany jest na zachętach. Skoro plastikowa butelka kosztuje, to po prostu opłaca się zawieźć ją do automatu pod marketem czy stacją benzynową. Nakłada się na to powszechna świadomość proekologiczna.

- Na końcu zostają Szwedowi w kuble odpady nienadające się już do niczego. Co on z nimi robi?

- Normalnie wyrzuca.

- I to wszystko, jak w Polsce, trafia na wysypisko? Pod Sztokholmem musi być gigantyczna fura śmieci, skoro przeciętny Szwed wytwarza ponad dwa razy więcej odpadów niż krakus...

- W Polsce na wysypiska trafia przytłaczająca większość odpadów. Proszę zgadnąć, ile to jest w Szwecji.

- 20 procent?

- Mocno pan przestrzelił. To jest 1 procent! Do tego ok. 1 proc. odpadów niebezpiecznych, wymagających specjalnego zagospodarowania.

- To co się dzieje z resztą? Szwedzi eksportują śmieci do innych krajów?


- Przeciwnie: importują je!

- Ale po co?


- By wykorzystać jako paliwo w spalarniach, wytwarzających energię elektryczną i ciepło do ogrzewania domów. Jak już wspomniałem, w efekcie kryzysu paliwowego lat 70. Szwedzi zmienili definicję paliw, zaliczając do nich m.in. odpady komunalne. Co więcej, jest to jedyne paliwo z ceną ujemną.

- ???

- To dostawca płaci za dostawę.

- Bo chce się pozbyć śmieci?

- Właśnie. W związku z tym mamy paliwo nawet nie za darmo, ale z dopłatą. To samo dotyczy wspomnianych odpadów organicznych do produkcji biogazu.

- Takie odpady komunalne, jako paliwo, jak się mają do węgla czy gazu?

- Jeśli porównamy kaloryczność, to okaże się, że dwie tony odpadów zmieszanych odpowiadają tonie dobrej jakości węgla. Efektywność spalarni odpadów podnosi wspomniana wcześniej technologia odzyskiwania energii ze spalin w kominie.

- No, właśnie, powiedział pan: komin. To było w ostatnich tygodniach jedno z głównych haseł w Polsce. Krakowianie patrzyli na dymiące kominy domów swoich i sąsiadów, czasem wręcz nie mogli ich dojrzeć, bo smog był zbyt gęsty...

- Można powiedzieć, że Szwedzi patrzą na swoje kubły z odpadami z perspektywy komina. Obowiązuje bowiem prosta zasada: im więcej brudzisz, tym więcej płacisz. Węgiel brudzi, więc opłaty doliczane przy jego zakupie powodują, iż jego spalanie jest droższe niż np. spalanie biogazu czy odpadów komunalnych w gminnych instalacjach.

- Szok. Przeciętny Polak wyobraża sobie, że spalarnia śmieci musi brudzić niemiłosiernie!

- Ależ właśnie jest odwrotnie: spalarni nie wolno brudzić prawie wcale. Normy ochrony środowiska dla spalarni odpadów są dziesięciokrotnie bardziej rygorystyczne niż dla zawodowych elektrowni węglowych. Największa europejska spalarnia, działająca w Sztokholmie…

- W parku narodowym!

- Właśnie: w parku narodowym, no więc ona nie może emitować więcej niż 10 mg pyłów na metr sześc., gdy np. elektrociepłownia w krakowskim Łęgu ma normę 50 mg. Więcej, opracowana przez moją firmę technologia pozwala uzyskać poniżej 0,5 mg, czyli sto razy mniej niż w Łęgu… Ja tego w ogóle nie chcę porównywać z tym, co emitują kominy domów jednorodzinnych w Krakowie - dominujące w nich kotły nie spełniają żadnych norm, węgiel nie spełnia żadnych norm…

- Z tego banalnego powodu, że norm dla węgla po prostu nigdy w Polsce nie było i nie ma…

- Właśnie! I na kominach domów nie ma żadnych filtrów. To katastrofa. Niewyobrażalne marnotrawstwo cennego węgla z jednej strony oraz niewyobrażalne zatruwanie środowiska i siebie nawzajem, skutkujące rocznie 45 tysiącami przedwczesnych zgonów. W Szwecji nie do pomyślenia.

- W szwedzkich spalarniach spaliny są oczyszczane najpierw w filtrze elektromagnetycznym, później chemicznym.

- Tak. Rtęć i dioksyny są wychwytywane w filtrach workowych, pokrytych węglem aktywnym. W kominie zamontowane są urządzenia monitorujące. W Sztokholmie emisja dioksyn wynosi 0,001-0,04 nanograma na metr sześc. przy normie 0,1 nanograma na metr sześc., która jest i tak niezwykle wyśrubowana.

- Szwedzi mają w sumie 34 spalarnie odpadów.

- Tak, stale je modernizują, podnosząc sprawność i minimalizując ich wpływ na środowisko. Co ciekawe, większość rusztowych kotłów do spalarni w Szwecji dostarczyły polskie firmy, jak Rafako czy Sefako. Mało tego: większość inwestycji realizują polscy wykonawcy.

- Szwedzi popodłączali swoje domy i osiedla do sieci ciepłowniczej zasilanej ciepłem ze spalarni, ale przecież nie wszędzie da się to zrobić, nie wszędzie się opłaca… Np. w rozproszonej zabudowie, w wioskach, w górach…

- Szwedzi poza terenem gęsto zabudowanym powszechnie grzeją domy pompami ciepła zasilanymi prądem wytwarzanym np. w elektrowniach wodnych lub atomowych. Efektywność nowoczesnych pomp ciepła jest ogromna, więc ogrzewanie domu w ten sposób wychodzi bardzo tanio. Zdecydowanie taniej niż węglem, gazem itp. Stosując w takich domach system ogrzewania podłogowego, z jednej jednostki energii elektrycznej otrzymujemy aż pięć jednostek energii cieplnej!

- W Polsce silny jest mit, że wytwarzanie energii ze źródeł odnawialnych - czyli w skrócie OZE - jest bardzo drogie, więc nie warto sobie zawracać głowy „głupimi nowinkami”.

- To nie tyle mit, co zwykłe kłamstwo. W Szwecji, gdzie źródłem energii są elektrownie wodne, spalarnie odpadów komunalnych, biogazownie, farmy wiatrowe i biomasa oraz w coraz mniejszej części elektrownie atomowe, energia elektryczna na giełdzie energii jest dwa razy tańsza niż w opartej na węglu Polsce. Korzysta z tego m.in. silnie rozwinięty szwedzki przemysł, który potrzebuje mnóstwo energii. Ale też północna Polska… Jeżeli dodalibyśmy do ceny „czarnej energii” elektrycznej produkowanej w Polsce wartość zielonego certyfikatu to proporcje będą jak 1 do 3.

- Importujemy prąd ze Szwecji?

- Tak! Już w latach 90. poprzedniego stulecia wybudowano bezpośredni kabel łączący południową Szwecję z północną Polską. Natomiast kiedy powstał most energetyczny łączący Polskę z Litwą, a jednocześnie Litwę ze Szwecją, ten import zaczął rosnąć. Nic dziwnego: polski „czarny” prąd na północy kraju można kupić po 160 zł za MWh, do tego dochodzi konieczność wykupienia tzw. zielonego certyfikatu, co winduje cenę do 300 zł na MWh. A tymczasem w Malmoe, gdzie prąd jest najdroższy, cena MWh to… 84 zł. Ponieważ to jest prąd z OZE, nie wymaga wykupienia zielonego certyfikatu, czyli cena ostateczna to 84 zł. Na północy Szwecji mamy nawet 60 zł.

- Co by się stało, gdyby cała Europa zastosowała energooszczędne rozwiązania Szwedów?

- Produkowałaby cztery razy więcej energii niż sama potrzebuje! Kraje unijne mogłyby się całkowicie uniezależnić od importu surowców energetycznych.

- A stojąca węglem Polska?

- Jako pierwsza powinna skorzystać z doświadczeń i wzorów Szwecji. Mamy zbliżony klimat i podobną sieć ciepłowniczą w większości miast. Można ją zasilać ciepłem ze spalarni odpadów. Proporcjonalnie do wielkości kraju powinno ich powstać 130. Natomiast optymalna liczba to ok. 60, czyli po jednej w każdym byłym mieście wojewódzkim z ery Gierka, a w dużych aglomeracjach typu Śląsk, Trójmiasto czy stolica dodatkowo kilka. Mówi się obecnie o 10, bo ponoć ma zbraknąć odpadów.

- Nie zabraknie?

- Nie, ponieważ przeciętny Europejczyk, z biedniejszymi od nas Rumunami, Bułgarami i naszymi sąsiadami Słowakami włącznie, wytwarza pół tony odpadów rocznie. A Polak - oficjalnie - 280 kg. To jest po prostu niemożliwe.

- Też produkujemy te 500 kg na głowę?

- Jestem tego pewien.

- To co się dzieje z tymi tajemniczo zaginionymi 220 kg?

- Spalamy je, przede wszystkim w domowych piecach, że tak powiem - nieoficjalnie. Szkodząc sobie nawzajem. I marnując energię, którą - jak pokazuje przykład szwedzki - można by wykorzystać o wiele efektywniej. Te odpady z nawiązką wystarczyłyby do zasilenia owych 60 spalarni. Powstaje ich zapewne ok. 16 mln ton rocznie. Spalarniom wystarczyłaby jedna trzecia tego. Dodatkowo w licznych lokalnych biogazowniach moglibyśmy produkować gaz z odpadów z rolnictwa oraz frakcji biologicznej odpadów z gospodarstw domowych.

- Czyli mamy gromadzić obierki oraz palić odpadami zamiast węglem?

- Węgiel jest cennym surowcem, potrzebnym w wielu branżach, od medycznej po hutnictwo. Szkoda nim palić, zwłaszcza w tak nieefektywnych instalacjach, jak w Polsce, a już palenie nim w domowych kotłach to po prostu absurd. O zanieczyszczeniu środowiska nawet nie wspominam. Spójrz-my na koszty, na cały system, z czysto ekonomicznego punktu widzenia…

- Musimy inaczej patrzeć na swoje kubły?

- Przede wszystkim powinniśmy zapobiegać powstawaniu odpadów, np. przekazując starą odzież, następnie przygotować odpady do ponownego użycia np. przez system kaucyjny, odpady zielone - kompostować, segregować - papier, szkło, metal, plastik, w dalszej kolejności poddawać recyklingowi, a na końcu dopiero spalać unikając składowania.

- Co to zmieni?

- To zmieni wszystko.

- Będziemy spalać 99 proc. niepotrzebnych odpadów i jeździć na skórkach na obierkach z ziemniaków?

- Byłoby to bardzo mądre. I dało wielki impuls do rozwoju Polski, tworząc grubo ponad milion, a może nawet dwa miliony nowych miejsc pracy.

***

Józef Neterowicz - absolwent wydziału budowy maszyn AGH w Krakowie. Od 1975 mieszka i pracuje w Szwecji w przemyśle energetycznym i ochrony środowiska, był zaangażowany w tworzenie nowej szwedzkiej strategii niezależności energetycznej opartej w ponad 50 procentach na odnawialnych źródłach energii, przy zachowaniu najbardziej wyśrubowanych w Europie norm zdrowotnych i ochrony środowiska, budował szwedzkie elektrownie atomowe.

Na początku lat 90. wrócił do Polski i pracował m.in. jako konsultant Banku Światowego, prezes Cetethermu (należącego do potężnego koncernu Tetra Pak), prezes Birka Energy / Fortum - trzeciego największego producenta energii w Skandynawii, prezes Radscan Intervex - lidera w technologiach ochrony powietrza i efektywnego odzyskiwania energii, członek Samorządowej Grupy Eks-pertów przy Parlamentarnym Zespole ds. Energetyki, ekspert Związku Powiatów Polskich. Przez ostatnie trzy lata był radcą handlowym Ambasady Szwecji w Warszawie, po czym wrócił do Radscan Intervex. Wykłada na kilku uczelniach.

Komentarze

Dodajesz komentarz jako: Gość

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Liczba znaków do wpisania:

zaloguj się

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

Polecamy

Wideo