Spis z natury

Redakcja
Służby prezydenta Nowego Sącza i starosty powiatowego oraz urzędnicy w gminach zbierają ekspertyzy, raporty ze szacowania szkód, zdjęcia, rachunki z usuwania skutków powodzi. Wszystko po to by nie dać się wyprzedzić w kolejce po obiecywane środki, a nawet po te, których jeszcze nikt nie obiecał, ale być może da. Choć są pewne standardy pisania takich programów, dziś mało kto ich przestrzega. Trzeba pisać dużo i szybko.

REGION. Nie wiadomo, ile pieniędzy dostanie Sądecczyzna na usuwanie skutków powodzi. Rząd, urzędnicy europejscy i finansjera światowa zachęca do opracowywania programów ratunkowych

 W ostatnich dniach Nowy Sącz odwiedziło kilka ważnych delegacji. Zaczęło się od wicepremiera Janusza Steinhoffa, który jako pierwszy i na razie ostatni tej rangi urzędnik państwowy stanął na osuwiskach w Siennej i Falkowej. Przywiózł wieść o 800 milionach zł "z państwowych rezerw i innych źródeł" dla powodzian. Po paru dniach powtórzył tę samą kwotę podczas pośpiesznej wizyty premier Jerzy Buzek. Na osuwiskach nie był, natomiast zachęcał do pisania projektów i programów, gdyż jak stwierdził pieniędzy jest dużo. Ujawnił przy okazji, że z owych 800 milionów mogą uszczknąć niebagatelną sumę stale niedoinwestowane zakłady melioracyjne i dyrekcje gospodarki wodnej, faktycznie gospodarze rzek i cieków wodnych. Na temat pracy tych instytucji w Nowym Sączu jest opinia jak najgorsza.
 - Przez cztery lata urzędnicy brali pensje i nie robili nic. Od ubiegłej powodzi tłumaczyli się stale, że będą zabezpieczać brzegi, jak dostaną środki. Skutki tego zobaczyliśmy w pamiętne dni powodzi na ulicy Nadbrzeżnej - to wypowiedź prezydenta Nowego Sącza Andrzeja Czerwińskiego zaczęta na sesji Rady Miejskiej a skończona w obecności premiera. Szefowi rządu właśnie prezydent zasugerował, że miasto chętnie przejmie pieniądze na umacnianie wałów i samo wykona roboty, których przez lata nie zrobili ci, którzy powinni. Premier, co ciekawe, wyraził zgodę, pod warunkiem, że miasto napisze odpowiedni program.
 Wczoraj Alina Marek, dyrektorka Wydziału Rozwoju Miasta i Rynku Pracy Urzędu Miejskiego, zamknięta na cztery spusty i niedostępna dla nikogo, ślęczała nad dokumentami montując na godz. 15 na posiedzenie Zarządu Miasta wstępne programy ratunkowe i ich kosztorysy. Oczywiście z nadzieją na pieniądze.
 O dziwo, najmniej tej nadziei na kasę zostawili w Nowym Sączu przedstawiciele Banku Światowego. Jego polski przedstawiciel był raczej powściągliwy. Konkretniej wyraził się przywieziony helikopterem rządowym na lądowisko pod szpitalem, ambasador Unii Europejskiej i szef przedstawicielstwa Komisji Europejskich w Polsce Bruno Dethomas. Rzucił kwotą 55 mln zł przeliczoną z euro, na pokrycie części szkód w kraju. Ile z tego dotrze nad Kamienicę, Dunajec Poprad i do gmin zrujnowanych potoków?
 Dyrektor Powiatowego Zarządu Dróg Adam Czerwiński nie ma czasu zastanawiać się nad tym. Zbiera na gwałt całą dokumentację i ze swoimi pracownikami stara się napisać wniosek o pomoc. Liczy się każdy metr zniszczonego asfaltu, każdy mostek. Po zdewastowanych wsiach krążą urzędnicy. Spisują relacje ludzi, nadal szacują szkody, spisują pamiętnik rozszalałej natury. Wszyscy zadają sobie pytanie, czy aby na pisaniu się nie skończy. Wojciech Chmura

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie