Spokój w Bartoszycach

Spokój w Bartoszycach

Zdjęcie autora materiału

Dziennik Polski 24

W sumie rannych zostało 83 policjantów. Do bartoszyckich lekarzy zgłosiło się też z urazami kilkudziesięciu cywili. Nie jest jeszcze znana dokładna liczba osób, którym udzielono pomocy.

Po nocnych starciach policji z rolnikami

     Po nocnych starciach policji z rolnikami w Bartoszycach panuje spokój. Z ulic uprzątnięto już szkło i kamienie. W szpitalu w Lidzbarku Warmińskim jest 11 policjantów poszkodowanych w nocnych starciach. Jeden z nich, Marek M., jest w stanie ciężkim - lekarze stwierdzili uraz kręgosłupa. 6 rannych policjantów przebywa w olsztyńskiej poliklinice.
     Zamieszki w Bartoszycach wybuchły w czwartek po godz.
20. Policja zaczęła usuwać rolniczą blokadę na drodze, używając pałek, tarcz i gazów łzawiących. Na policjantów posypały się jednak kamienie, płyty chodnikowe i drewniane kołki. Funkcjonariusze zaczęli strzelać gumowymi kulami.
     Uliczne walki trwały około dwóch godzin. Uszkodzonych zostało ponad 20 radiowozów. By uspokoić sytuację w mieście, oddziały policji w nocy wycofały się.

\*



     Podczas czwartkowych zamieszek w Bartoszycach policja działała zgodnie z prawem - twierdzi rzecznik Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji Paweł Ciach. - Widząc skutki zajść w Bartoszycach nie ulega wątpliwości, że policja używając nawet strzelb na gumowe pociski działała w ramach prawa, odpierając ataki chuliganów - powiedział wczoraj Ciach.
     Według niego, osoby atakujące policjantów trudno nazwać inaczej niż chuliganami. - Te ataki na funkcjonariuszy nie miały nic wspólnego z walką o dobro jakiejkolwiek grupy społecznej. Przerażająca jest samowola chuliganów wobec stróżów prawa - powiedział Ciach.
     Przewodniczący "Samoobrony" Andrzej Lepper stwierdził natomiast, że to nie chuligani, a mieszkańcy Bartoszyc wsparli rolniczy protest w tym mieście. - W Bartoszycach z pomocą wsi, która jest w najtrudniejszym od końca wojny kryzysie, ruszyło miasto. To nie chuligani, jak chciałby nazywać ich rząd, tylko młodzież, która widzi, co się w Polsce dzieje, wsparła rolników przeciw akcji policji - powiedział wczoraj Lepper, komentując czwartkowe zamieszki w Bartoszycach.
     Według Leppera, brak działań rządu i prezydenta w rozwiązywaniu problemów wsi i wszystkich ludzi, którym źle się żyje w Polsce, doprowadziły do wyjścia ludzi na ulicę.
     Natychmiastowego spotkania przedstawicieli trzech związków rolniczych z premierem Buzkiem domagał się wczoraj rano Władysław Serafin, prezes związku kółek rolniczych.
     Rzecznik rządu Krzysztof Luft stwierdził, iż dziwi się, że przywódcy rolniczych związków zawodowych uznają "awantury wszczęte przez młodych ludzi w Bartoszycach za mieszczące się w standardach demokratycznego państwa". - Dziwię się, że awantury te są określane jako fragment protestów inicjowanych przez związki. To by oznaczało, że chodzi o inicjowanie działań niezgodnych ze standardami demokracji i z prawem - mówił Luft.
     Kto inny w kraju odpowiada za bezpieczeństwo. Ja zajmuję się rynkiem rolnym - tak minister rolnictwa Artur Balazs skomentował czwartkowe zajścia w Bartoszycach. - Odpowiadam za sprawy rolnictwa, od spraw związanych z zapewnieniem bezpieczeństwa są odpowiednio do tego powołane organa - powiedział wczoraj minister.
     Aleksander Hall, wiceszef klubu AWS, uważa, że sytuacja, do jakiej doszło w Bartoszycach wynika z tego, że "od dłuższego czasu tolerowane są absolutnie awanturnicze działania ËSamoobronyÇ". - "Samoobrona" organizuje akcję polityczną, która ma doprowadzić do destabilizacji sytuacji w kraju. Pan Lepper zresztą tego nie ukrywa - powiedział wczoraj Hall.
     Poseł AWS-SKL przyznaje, że "Samoobrona" "trafia na sprzyjający grunt społeczny", bo na wsi rzeczywiście panuje frustracja. - W niczym to jednak nie usprawiedliwia tego typu metod, jak blokowanie dróg i atakowanie funkcjonariuszy państwowych. To jest normalne chuligaństwo - podkreśla.
     Ze strony SLD nie znajdzie się ani jedno słowo poparcia dla "ulicznych awantur" - powiedział wczoraj rzecznik Sojuszu Andrzej Urbańczyk, oceniając wydarzenia w Bartoszycach.
     Z kolei rzecznik PSL Jacek Soska uważa, że do zamieszek ulicznych w Bartoszycach nie doszłoby, gdyby policja nie użyła siły przeciwko rolnikom. Jego zdaniem, ze względu na trudną sytuację w kraju, rząd powinien podać się do dymisji. - Gdyby policja nie użyła siły, nikt ze zgromadzonych nie byłby przerażony sytuacją. Na każdą akcję jest reakcja - powiedział Soska. W jego opinii, protest, do jakiego doszło w Bartoszycach to dopiero początek dużej fali protestów społecznych, jakie rozpoczną się po wakacjach.
     Szef klubu UW Jerzy Wierchowicz uważa, że liderom rolniczych związków - Andrzejowi Lepperowi i Władysławowi Serafinowi "chodzi wyłącznie o wywołanie niepokoju społecznego, a ich działalność jest szkodliwa dla państwa". - Czas najwyższy, żeby wobec Leppera, który organizuje protesty, wyciągnąć konsekwencje natury prawnej. Moim zdaniem, naruszył on prawo wielokrotnie i dziwne jest, że żaden z sądów dotąd nie uznał go winnym - powiedział wczoraj Wierchowicz.
     Zboże było skupowane wczoraj do godz. 19.00. Firma, do której należy elewator otrzymała kredyt na dalszy skup interwencyjny. W przyszłym tygodniu nadal będzie prowadzić skup zboża od rolników.

\*



     Kilkanaście minut po godz. 12 około 100 rolników zablokowało skrzyżowanie na drodze E-7 w Nowym Dworze Gdańskim. "Dość strzelania do polskiego rolnika", "Policjanci chodźcie z nami" - z takimi transparentami weszli na drogę rolnicy. Protestujący chcą blokować trasę przez 2-3 godziny, choć nie wykluczają przedłużenia protestu. - Solidaryzujemy się z protestującymi w Bartoszycach. Będziemy protestować tak długo, aż przestaną strzelać do rolników - powiedziała szefowa pomorskiej "Samoobrony" Danuta Hojarska.

Komentarze

Dodajesz komentarz jako: Gość

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Liczba znaków do wpisania:

zaloguj się

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

Polecamy

Wideo