Sposoby i gusta

Redakcja
Udostępnij:
Grzegorz Tusiewicz

Cały ten jazz

Grzegorz Tusiewicz

Cały ten jazz

Prawem artysty, szczególnie na wiosnę, jest bycie raz radosnym jak rosnąca rzeżucha, a to posępnym jak spleśniały niedokiszony barszcz. Jedyną ich powinnością jest przekonać widownię o swojej autentyczności. Dobrzy są najczęściej przekonywający. Z kiepskimi bywa różnie, choć stosują różne sposoby. Czasami autoironizują, kokietują żartami, aby pokryć braki, a może nieśmiałość.
W poniedziałek, oczywiście w klubie "Harris", kolejna otwarta próba zespołu New Bone. Tym razem z "młodymi tygrysami" próbował Wojtek Groborz, który słynie z rozległej wiedzy na temat kuchni tworzenia muzyki. Pomimo że liczne zobowiązania nie pozwalają im na stałą współpracę, grali tylko dla siebie i muzyki.
Przypadkowo poznany w klubie dziennikarz z Hamburga powiedział mi, że chyba tylko w Krakowie jest możliwe posłuchać za darmo (bo na poniedziałkowe grania wstęp jest wolny) lepszej muzyki niż w Niemczech, za co najmniej 30 marek. Coś w tym jest.
Z kolei piątkowy wieczór wprowadził mnie w rozterkę. Grał Janusz Witko na saksofonie i klarnecie z Andrzejem Nowakiem na fortepianie, Grzegorzem Piętakiem na kontrabasie i Alkiem Glondysem na perkusji. Program składający się ze standardów przypominał raczej ofertę pokazującą szeroki repertuar i możliwości stylistycznej adaptacji niż spójny koncert, w którym muzycy kierują nastrojem sali. Pokazał on zapewne uniwersalność i zawodowe kompetencje, szczególnie saksofonisty i pianisty, ale nie przekonał mnie, czy wszystko, co robią, czynią z potrzeby serca lub że ich zamiarem jest odbycie z publicznością "muzycznej podróży". Za dużo powierzchowności przykrytej kamienną maską profesjonalnej retoryki, za mało artystycznej szczerości. Kompozycja całego koncertu i dobór repertuaru z cudzych tematów również ukazują gusta autorów. Wszystko w tym występie było przewidywalne.
Zupełnie inaczej było w sobotni wieczór. Jarek Śmietana miał o tyle łatwiejsze zadanie, że prezentował Karen Edwards - czarnoskórą pianistkę i wokalistkę, która nie musiała się specjalnie starać, aby przekonać publiczność do swojej autentyczności. Śpiewała normalnie, a ponadto wrażliwie SWOJE AMERYKAŃSKIE PIOSENKI z All American Song Book, co zupełnie wystarczyło. Improwizowała bez efekciarstwa i wielkiego zadęcia, ale z fantazją i muzykalnością. Zachwyt z obcowania z ORYGINAŁEM był powszechny, a "Harris" był wypełniony do ostatniego miejsca, wolnych nie było nawet stojących. Jarek, w roli dyskretnego akompaniatora jak Herb Ellis, a w solówkach w skórze przypominającej zapomnianego Kenny Burrella, nigdy nie zawodzi. To muzyk dużego kalibru. Może zagrać albo dobrze, albo znakomicie. Tu nie ma czaru nazwiska ani odcinania kuponów z przeszłego dorobku. Jest twórcza aktywność i nieustanna praca. Właśnie Jarek Śmietana przygotowuje kilka nowych płyt. Pierwsza została nagrana z gitarzystą Johnem Abercrombie, druga z Tomaszem Szukalskim, a trzecia ma powstać właśnie z Karen Edwards. Gdyby nie horrendalne ceny kompaktów w Polsce, byłaby to dobra wiadomość dla miłośników jego talentu. A tak, niestety, trzeba będzie wybrać, kierując się własnym gustem.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Dziennik Polski
Dodaj ogłoszenie