Sprawdzają, czy twoja druga połowa może zrobić skok w bok

RedakcjaZaktualizowano 
Testerzy wierności działają niczym agenci, sprawdzają, czy partnerzy są skorzy do zdrady
OBYCZAJE. Być może nie masz nic na sumieniu. Być może wydaje ci się, że żyjesz w szczęśliwym związku. Jednak jeśli twój partner myśli inaczej, czeka cię spotkanie z testerem wierności.

Testerzy wierności działają niczym agenci, sprawdzają, czy partnerzy są skorzy do zdrady

Na co dzień Milena studiuje i ma stałą pracę. Od kilku miesięcy jest także testerką wierności. Do każdego zadania zmienia tożsamość i numer telefonu.

- Niczego nie prowokuję - zapewnia Milena. - Po prostu spotykam się z klientem i sprawdzam, czy jest mną zainteresowany. Nigdy nie dochodzi też do faktycznej zdrady. Nie dopuszczam nawet do pocałunków. Wycofuję się, kiedy otrzymam ewidentną propozycję - dodaje.

Milena jest ładną blondynką. Ma na swoim koncie ponad trzydzieści spraw. Wszystkie są zakończone sukcesem, czyli potwierdzeniem niewierności testowanej osoby.

- Trudno, żeby było mi szkoda tych panów, skoro chcą zdradzić swoje żony - mówi kobieta. I kontynuuje: - Nie zauważyłam, żeby osoby zdradzające w związku miały jakiś uniwersalny profil. Zazwyczaj żonaci panowie zarzekają się, że są samotni, bo jeszcze nie spotkali nikogo wyjątkowego. Nigdy nie poznałam też żadnego zleceniodawcy. Z firmy dostaję dane dotyczące osoby, którą mam "przetestować". Planujemy, jak i gdzie zaaranżować pierwsze spotkanie. Jego późniejszy przebieg to już w większości improwizacja.

Pożyczka bez zdolności... kredytowej

Jeden z testowanych przez Milenę panów pracuje w banku. - Najbardziej naturalnym scenariuszem było ubieganie się u niego o kredyt - opowiada testerka. - W ciągu kilkunastominutowej rozmowy dostałam zaproszenie na kawę. Mieliśmy na spokojnie omówić szczegóły ewentualnego kredytu - opowiada.

Na trzecim spotkaniu bankowiec powiedział już bez ogródek, że przyznanie kredytu może być przyspieszone, jeśli dziewczyna spotka się z nim w hotelu.

- Ja niczego nie wymuszam, po prostu tam jestem. Gdybym to nie była ja, to mogłaby być inna kobieta, która naprawdę potrzebowałaby pożyczki, a dostałaby podobną propozycję - przekonuje Milena.

Jednak tym razem niemoralna propozycja została nagrana ukrytą kamerą.

- Żona tego bankowca już od dawna podejrzewała go o zdradę. Podobnie jest z większością naszych klientów. Nie wynajmuje się nas przecież ot, tak, po prostu - uważa testerka.

Robert Bugajski, szef i twórca poznańskiej Agencji Testerów Wierności FaceGoogle.pl, zatrudniającej kilkanaście testerek i dwóch testerów, jest trochę innego zdania.

- Zapewniamy usługi dla zamożnych osób, które na to stać. Nie pytam, dlaczego ktoś sprawdza swojego partnera ani co się dalej z tym związkiem dzieje. Nawet jeśli to jest tylko kaprys bogatego człowieka, to naprawdę nic mi do tego - mówi Robert Bugajski.

Poznańska agencja powstała ponad pół roku temu i ma do tej pory przeszło 50 zamkniętych spraw. Niemal wszystkie zakończone podobnie: sprawdzana osoba jest gotowa zdradzić swojego partnera.

Szef agencji przyznaje, że przeciętny Kowalski nie może sobie pozwolić na ich usługi. Koszt zatrudnienia takiej firmy zaczyna się od trzech tysięcy złotych!

Do tego należy dodać koszty przeprowadzonej akcji. Zazwyczaj wiąże się to z wynajęciem samochodu albo z rachunkiem z restauracji. Jednak czasami nakładów wymaga także uwiarygodnienie tożsamości testera.

Wyjątkowa okazja wyłącznie dla wyjątkowej pani

Do jednej z testowanych pań zadzwoniła osoba podająca się za pracownika ekskluzywnej drogerii i powiedziała, że w związku z wyjątkową promocją dla wyjątkowych klientów pani może wybrać dowolny prezent z asortymentu sklepu. Kobieta zdecydowała się na flakonik perfum, które do jej domu dostarczył tester. Za perfumy zapłacił mąż kobiety. Wkrótce potem zobaczył nagranie, na którym jego partnerka proponuje intymne spotkanie testerowi.

- Nie zawsze nawiązanie kontaktu jest łatwe. Często potrzeba trochę wyobraźni, bo wszystko musi wyglądać naturalnie. Jedna z testowanych pań pracowała w firmie, do której trudno było się dostać z ulicy. Dlatego po naradzie z klientem upozorowaliśmy spotkanie na basenie - opowiada Robert Bugajski.

- Rola klienta kończy się na przekazaniu nam danych, zainteresowań i upodobań partnera. Nikt postronny nie może uczestniczyć z nami w akcji. Chronimy prywatność zarówno klienta, jak i jego partnera - dodaje.

Pracownicy FaceGoogle.pl zdążyli przekonać się już, że im mniej klient wie na temat przeprowadzanej akcji, tym lepiej.

- Podczas jednej ze spraw zdecydowaliśmy się na SMS-owe nawiązanie kontaktu. Klient o tym wiedział i potajemnie czytał wiadomości z telefonu żony, a potem pisał do nas swoje uwagi na ten temat. Akcja została spalona, kiedy kobieta przechwyciła jego SMS-y - opowiada Bugajski.

Rozwód - efekt uboczny?

- Są sprawy, które ciągną się przez kilka miesięcy oraz takie, które kończą się już po pierwszym nagraniu, bo klientowi wystarczy, że partnerka skłamała, dokąd wychodzi - opowiada Robert Bugajski. I dodaje: - Jednak niektórzy klienci proszą o kontynuowanie akcji, nawet jeśli zebraliśmy już mnóstwo dowodów potencjalnej zdrady.

Nic w tym dziwnego, skoro jednym z haseł reklamujących agencję jest: "Chcesz rozwodu, a nie masz dowodu?"

Maciej Wąsiewicz, radca prawny specjalizujący się w sprawach rozwodowych, uważa, że kwestia wykorzystania dowodów zdobytych przez agencje testerów jest mocno dyskusyjna.

- To jest dowód w sprawie rozwodowej, który zostanie poddany ocenie, jednak zawsze trzeba rozważyć całość problemu oraz okoliczności pozyskania takiego dowodu - mówi Maciej Wąsiewicz. - W tym przypadku poszkodowany jest jednocześnie zleceniodawcą testu. Dla mnie osobiście kręgosłup moralny ujawniający się w takim postępowaniu jest bardzo wątpliwy, ponieważ zleceniodawca wystawia swojego partnera... na pokuszenie - dodaje.

Radca prawny przyznaje, że nie spotkał się jeszcze z wykorzystaniem podobnego dowodu. Jego klienci korzystają zazwyczaj z usług biur detektywistycznych, których dowody są znacznie bardziej jednoznaczne.

Etyczne? Na pewno opłacalne

Wiarygodność i jednoznaczność dowodów może być różnie interpretowana, jeżeli sprawa nie trafia do sądu. Wiktor był zaręczony, teraz podkreśla, że dzięki Bogu "tylko" zaręczony.

- Zaczęliśmy myśleć poważnie o ślubie, kiedy nagle zrobiło się jakoś dziwnie - opowiada Wiktor, klient agencji FaceGoogle.
Jego narzeczona była instruktorką w klubie fitness.

- Zaczęła coraz częściej wychodzić na wieczorne zajęcia, twierdziła, że musi zaliczać jakieś dziwnie brzmiące warsztaty, których nigdy wcześniej nie było. Trwało to może dwa, trzy miesiące. Nigdy nie sprawdzałem jej torebki, telefonu czy komputera, zaufanie było dla mnie najważniejsze - kontynuuje Wiktor.

Pewnego dnia znalazł w inter- necie ogłoszenie testerów wierności. Zadzwonił pod podany numer i umówił się na spotkanie. Pracownicy zapewnili, że im więcej poda szczegółów na temat narzeczonej, tym szybciej pojawią się rezultaty. Prosił, aby informować go na bieżąco.

- Po około 4-5 dniach dostałem pierwszy film, na którym narzeczona była tylko wyjątkowo miła, ale kolejne filmy były coraz bardziej intymne. Z natury jestem raczej cholerykiem, ale wtedy byłem dziwnie spokojny. Mówiła, że idzie do fryzjera, kosmetyczki albo do koleżanki, a ja za każdym razem dostawałem SMS od agencji z informacjami: co, gdzie i kiedy - przyznaje z żalem zleceniodawca.

Tylko rodzice wiedzieli o całej sytuacji i to ojciec namówił go na rozmowę z narzeczoną. Wiktor powiedział dziewczynie, że wie o jej flircie. Ona zaprzeczyła. Nigdy się do tego nie przyznała. A on nigdy nie powiedział jej o prowokacji. Rozstali się. Dziewczyna nigdy więcej nie spotkała osoby, za którą podawał się tester, ponieważ zobowiązuje go do tego umowa. Poza tym taka osoba nie istnieje.

Agencje testerów wierności nie informują sprawdzanej osoby o przeprowadzonej prowokacji i wygląda na to, że tylko niektórzy zleceniodawcy decydują się przyznać swojemu partnerowi do wykonanego testu.

- Czy to było etyczne? Na pewno opłacalne - mówi otwarcie Wiktor. I wyjaśnia: - Na początku testu miałem wyrzuty sumienia. Jednak moi rodzice nie lubili jej i mówili, że wykorzystuje mnie finansowo. To ja płaciłem za większość rzeczy i to ja kupiłbym mieszkanie po ślubie. Teraz zapłaciłem kilka tysięcy, ale wiem, że mogłem stracić dużo więcej.

Każdy podejrzliwy partner musi zrobić swój własny bilans zysków i strat.

- Nigdy bym się nie zdecydował na taki test. Gdybym miał wątpliwości wobec mojej partnerki, tobym się z nią rozstał - mówi Robert Bugajski, szef agencji FaceGoogle.pl.

Katarzyna Dobroń

Wideo

polecane: Flesz: Czy grozi nam katastrofa klimatyczna?

Materiał oryginalny: Sprawdzają, czy twoja druga połowa może zrobić skok w bok - Dziennik Polski

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3