Stare sikanie małego Lulu

Redakcja
Lał lilipuci piesek rasy japońskiej na lakierki wytwornych gości swego pana, cesarza Etiopii Hajle Sellasje, lał czy nie lał? Oto jest pytanie.

Paweł Głowacki: DOSTAWKA

W prologu "Cesarza" Ryszard Kapuściński powiada: "Nazywał się Lulu. Miał prawo spać w łożu cesarskim. W czasie różnych ceremonii uciekał cesarzowi z kolan i siusiał dygnitarzom na buty". W czym więc problem? Ano w tym, że Artur Domosławski, autor biografii "Kapuściński non-fiction", odnalazł świadków, co utrzymują, że Lulu jednak nie lał. To znaczy - lał jak najbardziej, tyle że - o, zgrozo! - nie na dyplomatyczne lakierki!

Pilnie studiuję ogólnonarodową dysputę, dzierganą na kanwie książki Domosławskiego, badam istotę pęczniejącej kontrowersji, mierzę twardość argumentów zwalczających się obozów, dociekam sedna sporu - i wciąż ten sam wynik wychodzi. Otóż tak długo nie będzie wiadomo: być albo nie być? - jak długo trwać będzie niejasność w kwestii lania Lulu. Prościej powiem - spór idzie o prawdę. Żeby jasność była: poza fragmentami drukowanymi w prasie, z opowieści Domosławskiego nie znam ni słowa. I dobrze. Moje zdania dotykają bowiem wyłącznie mentalności ofukujących się wzajem barykad.

Gdy te fukania się czyta, jedno zdaje się pewne: Domosławski kataloguje prawdę szarych dni Kapuścińskiego. Ile ich było? Życie całe. Zaułki głowy Kapuścińskiego, sedno jego pokory wobec władzy, jego kompromisy, sekrety jego miłości, mielizny jego ducha, potknięcia, słabości, przemilczenia, zaniechania, urojenia wreszcie, urojenia, konfabulacje, kłamstwa. Słowem - Domosławski odkrywa, że Kapuściński był człowiekiem. Czy rewelacja ta aż tak boleśnie was dotknęła, bogotwórcy? Pytam, bo nie wiem.

Aż tak intensywnie żeście w przez siebie maniakalnie skleconą boskość Kapuścińskiego uwierzyli, że teraz znieść nie możecie banalnych, bo oczywistych prawd o realności jego szarych dni? Tak was oburza fakt, iż bóg wasz na co dzień lał niczym Lulu Hajle Sellasje, że o Domosławskim gadacie per: hiena, ryjąca w trupie? Pytam, bo nie wiem, tak jak i pytam żołnierzy barykady przeciwnej, rycerzy piejących songi zachwytu nad prawdą cudownie ujawnioną.

Owszem, w szczerości, w mówieniu, jak było w istocie - o ile proceder ten nie przepoczwarza się w opentańczą dyktaturę szczerości - w sumie nie ma niczego złego. Tak. Lecz jednak czy nie jest trochę głupawo, drodzy klakierzy prawdy, publicznie brawo bić temu, który odkrył - truizmy? Zwykliście zachwycać się zdaniem: dwa i dwa to cztery? Nie? Więc cóż takiego się stało, że zachwyca was fraza: Kapuściński był człowiekiem, czyli tym, który - jak każdy - znał potworną łamliwość dziesięciu zdań kamiennych tablic, a przy okazji żył w zgodzie ze swym pęcherzem i ufał perystaltyce jelit swoich?

Z jednej więc strony zawstydzające oburzenie oczywistościami, z drugiej strony upokarzający zachwyt nad oczywistościami. Banalne, zero-jedynkowe, czarno-białe czytanie czyjegoś życia. A jakby tego mało było, w środku, między barykadami - biedna psina Lulu. Dawno, z górą pół wieku temu ducha wyzionęła, myślała naiwnie, że tym samym wieczny spokój osiągnęła - a tu masz ci los pośmiertny! Zwaśnieni prawdą życia Kapuścińskiego - Polacy, grzebiąc w trumnie cesarza reportażu, dobrali się też do trumienki Lulu!

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie