Stopniowanie napięcia i upragnione zwycięstwo

Redakcja
Przebój Wolbrom odniósł upragnione pierwsze jesienne zwycięstwo na własnym obiekcie kosztem Nidy Pińczów 2-1 (0-0), przechylając szalę na swoją stronę w ostatniej minucie.

III LIGA PIŁKARSKA. Przebój Wolbrom pokonał u siebie Nidę Pińczów po spektaklu dla ludzi o mocnych nerwach

- Jeśli ktoś chce przeżyć moc wrażeń, ze stopniowaniem emocji, to zapraszam go na stadion Przeboju - oto pierwsze słowa Jarosława Raka, trenera Przeboju, po zwycięskim meczu nad Nidą. - Bilety nie są drogie, a emocje gwarantowane i jest o czym rozmawiać jeszcze przez wiele godzin po ostatnim gwizdku sędziego, a w futbolu o to przecież chodzi - dodaje.

Zwycięskiego gola wolbromianie strzelili w ostatniej minucie, a dokonał tego Tomasz Jarosz, znajdując receptę na bramkarza rywali z 20 m, posyłając piłkę w "okienko". - Pamiętam, że Antoni Szymanowski, który prowadził Przebój w okresie jego sukcesów, kiedy nieustannie piął się w piłkarskiej hierarchii, zawsze powtarzał, że suma szczęścia równa się zero i coś w tym jest. Przecież w Muszynie, w końcówce dostaliśmy nieszczęśliwą bramkę, po której straciliśmy dwa punkty, remisując 2-2. Teraz los oddał nam to, co zabrał - dodaje.

Początek meczu przebiegał zgodnie z planem. - Mocno "siedliśmy" na rywali, stwarzając wiele pozycji bramkowych - podkreśla Jarosław Rak. - Jednak brakowało nam wykończenia i z czasem głowa nie potrafiła nadążyć za nogami. Widziałem, że w chłopcach gotuje się dlatego, że ich dobra gra nie ma przełożenia na gole. Chcieli "wjechać" z piłką do bramki, a tymczasem goście, po przetrzymaniu 30 minut, zaczęli się czuć na boisku coraz pewniej. Musiałem w przewie przypomnieć chłopcom założenia - dodaje.

Po wyjściu z szatni wolbromianie zagrali tak, jak tego oczekiwał do nich szkoleniowiec. - Po akcji oskrzydlającej Łukasza Chrzanowskiego do siatki trafił Józek Mazela i wydawało się, że sytuacja został przez nas opanowana. Tymczasem, na pięć minut przed końcem, jedna akcja dała gościom wyrównanie. Przed oczami staną mi jesienny scenariusz z pierwszych sześciu spotkań, zakończonych remisami, w których nie udało nam się utrzymać prowadzenia. Widziałem w oczach chłopców żal, ale i sportową złość, że pewnie znowu zostali skazani na remis. Jednak w ostatniej minucie Tomek Jarosz przywrócił wiarę w odrobinę sprawiedliwości w futbolu. Kiedyś musiał nadejść dzień zwycięstwa na naszym stadionie i dobrze, że stało się to z rywalem zza miedzy i w dramatycznych okolicznościach. Takie mecze na długo zapadają w pamięci - kończy wolbromski szkoleniowiec.

Jerzy Zaborski

jerzy.zaborski@dziennik.krakow.pl

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie