Strachy polskie. Przedsiębiorcom coraz lepiej, pracownikom gorzej

Redakcja
Marzy mi się inwestycja w Polaków, którzy się dzisiaj uczą, zaczęli studia. Żeby w 2020 chciało im się ryzykować. Ku pożytkowi nas wszystkich.
Marzy mi się inwestycja w Polaków, którzy się dzisiaj uczą, zaczęli studia. Żeby w 2020 chciało im się ryzykować. Ku pożytkowi nas wszystkich.
Nasi przedsiębiorcy nauczyli się fantastycznie poruszać w pokręconym, zmiennym i nieprzyjaznym systemie prawnym - mówi dr Henryka Bochniarz, prezydent Konfederacji Lewiatan. - Ale nie chcą się rozwijać, bo to się wiąże z ryzykiem. A po co ryzykować, skoro i tak poziom życia im się poprawia?

Marzy mi się inwestycja w Polaków, którzy się dzisiaj uczą, zaczęli studia. Żeby w 2020 chciało im się ryzykować. Ku pożytkowi nas wszystkich.

- Byłem niedawno na spotkaniu w Warszawie: dwustu małych i średnich przedsiębiorców, czyli tzw. "misiów", potwornie narzekało, jak jest im ciężko, potem był bardzo wystawny obiad, a na koniec wszyscy wsiedli w nowe limuzyny za minimum 200 tys. zł. Jak się w Polsce wiedzie "misiom"?

-Twarde dane ekonomiczne, ale i moje obserwacje potwierdzają, że sytuacja finansowa małych przedsiębiorstw wcale nie jest zła, wszystkie wskaźniki dotyczące płynności, przychodów, oszczędności wyglądają przyzwoicie.

- Pracownicy coraz lepiej to widzą. Narasta żal, że przedsiębiorcy, którzy stale się bogacą i zgromadzili na kontach rekordowe w historii Polski oszczędności, nie chcą się dzielić zyskami. W całej Europie, także u nas, pojawiają się pomysły rodem ze Szwajcarii, gdzie próbowano ostatnio ograniczyć zarobki menedżerów do 12-krotności średniej płacy w firmie.

-To nie przeszło. I nie był to na pewno dobry pomysł.

- Ale w latach 70. na Zachodzie, nawet w USA, prezesi zarabiali 40-50 razy więcej niż zwykli pracownicy, dziś jest to 300 razy, w Polsce - od 200 do nawet 500 razy. To sprawiedliwe?

- Sprawiedliwości nie da się tak naprawdę zadekretować. I problem tkwi zupełnie gdzie indziej, niż to się na pierwszy rzut oka wydaje. Kiedy pytamy małych polskich przedsiębiorców, po co oni mają te firmy, co jest głównym celem ich działania, czy chcą się rozwijać, wchodzić na inne rynki - to odpowiadają, że ich głównym celem jest zarobić na siebie i swoją rodzinę.

- Co w tym złego?

- Niby nic, ale w skali całej gospodarki i rynku pracy oznacza to po prostu zastój lub pułapkę średniego rozwoju, przed którą przestrzega prof. Jerzy Hausner. Mali przedsiębiorcy na pewno podwyższają sobie standard życia, ciężko na to pracują, ale niewiele z tego wynika dla rozwoju tych firm i wzrostu ekonomicznego Polski. Nie ma w "misiach" chęci inwestowania, wejścia na inne rynki, eksportu.

- To ich wina?

- Nie. Ich zachowanie da się racjonalnie wy- tłumaczyć. Doświadczenie i poprzedniego, i obecnego systemu jest takie, że najlepiej się nie wychylać, bo wtedy zajmie się tobą inspekcja pracy, skarbówka...

- CBA i CBŚ wpadną do domu o 6 rano?

- Właśnie. Polscy przedsiębiorcy są prawdziwymi prymusami w szkole przetrwania. Nauczyli się fantastycznie poruszać w pokręconym, zmiennym i nieprzyjaznym systemie prawnym. Ale skutek jest m.in. taki, że w kryzysie nie brali kredytów, bo się bali zadłużenia. Finansują się sami, więc nie mają pieniędzy na inwestycje, ani o nich nie myślą. Oczywiście, w dzisiejszych czasach, gdy dostęp do wiedzy jest łatwy i szybki, coraz lepiej zdają sobie sprawę z rozwiązań, dzięki którym mogliby wykonać wielki skok do przodu. Ale to się wiąże z ryzykiem. A po co ryzykować, skoro bez ryzyka poziom życia im się poprawia?

- No i sytuacja na rynku pracy jest taka, że jakby co, zawsze można obciąć pensje załodze, albo kogoś zwolnić i bez wielkich oporów dociążyć pozostałych.

- Owszem, niektórzy tak robią. I reszta przedsiębiorców też będzie skłonna ulegać tej pokusie, dopóki wszyscy nie poczują się pewniej.

- To chyba sedno sprawy: drobni przedsiębiorcy żalą się, że stworzyli dwie trzecie miejsc pracy w kraju i generują połowę polskiego PKB, a tak naprawdę nikt tego nie docenia i mogą liczyć wyłącznie na siebie, bo jakby co - nikt im nie pomoże.
- To jest właśnie fundamentalna różnica między Polską a Zachodem. Czemu w Niemczech czy Stanach ludziom bardziej chce się ryzykować? Bo wiedzą, że jeśli powinie im się noga, to nie będzie to koniec świata: pomoże im urząd skarbowy czy tamtejszy ZUS, instytucje będą ich wspierać - bo wspieranie przedsiębiorczości leży w interesie całej gospodarki.

- A u nas urząd skarbowy...

- ...jako pierwszy ich zniszczy. ZUS naśle komornika.

- A jeśli to się nie zmieni?

- Przedsiębiorcy nie będą chcieli ryzykować i grozi nam los krajów o średnim wzroście - co będzie skutkować narastającą frustracją obywateli. Wiele państw wpadło w tę pułapkę. My nie musimy. Polscy przedsiębiorcy są ambitni i skłonni pójść dalej, ale muszą mieć minimalne poczucie bezpieczeństwa. Inaczej będą nadal mówili: mam tę firmę po to, by zapewniła mojej rodzinie godne życie. I zadowoli ich lepszy dom czy samochód zamiast inwestycji, np. zakupu trzech nowych maszyn.

- Załóżmy, że uda się w Polsce zmienić nastawienie urzędników do przedsiębiorców. Czego jeszcze trzeba?

- Potrzebne są racjonalne rozwiązania podatkowe, gwarancje kredytowe, bezpłatna promocja produktów małych firm za granicą, bo oni na to pieniędzy nie mają i nie wiedzą, jak to robić, wsparcie dla łączenia firm w większe podmioty, do tego szkolenia, dostarczanie niezbędnej dziś wiedzy...

- Były i będą na to gigantyczne pieniądze z Unii.

- Tak. Ale chodzi o to, by się nie marnowały. Mam nadzieję, że Ministerstwo Rozwoju Regionalnego...

- ...kierowane przez superwicepremier Bieńkowską...

- Owszem. Jej urzędnicy, ale też wszystkie samorządy muszą się dobrze zastanowić, jak użyć tych pieniędzy, by przyniosły lepsze efekty niż dotąd. Bo infrastruktura jest ważna, ale jak ktoś był w Hiszpanii czy Portugalii, to wie, czym grozi rewolucyjny rozwój infrastruktury, za którym nie kryje się realny wzrost gospodarczy.

- Może się zdarzyć, że będziemy mieć najnowocześniejsze autostrady w Europie - całkiem puste, a równoległe drogi zatłoczone piętnastoletnimi autami?

-To całkiem realne. W Portugalii jedzie się fantastycznie komfortowo 150 kilometrów, nie spotykając żadnego auta. Oni tam są świadomi, że zamiast tylu autostrad, których nie mają dzisiaj za co utrzymać, mogli zbudować tańsze drogi ekspresowe, a pieniądze wydać na tworzenie biznesu, bo tylko to zapewnia trwały wzrost. Nie wolno nam popełnić błędów innych krajów. My się na ich błędach uczmy!

- Nasz rząd zarzeka się, że ostatnie wielkie pieniądze z UE, na lata 2014-20, będziemy wydawać głównie na rozwój potencjału ludzkiego i na innowacje.

- Ale to jest na razie hasło. Ciągle nie wiemy, co się za nim kryje. A musimy zrobić wszystko, by pieniądze, które wydajemy dzisiaj i które zaczniemy wydawać w przyszłym roku, zapracowały na naszą przyszłość. Oczywiście tysiąc kilometrów autostrady to jest jakiś konkret, który łatwo pokazać i rozliczyć. Ale marzy mi się inwestycja w Polaków, którzy się dzisiaj uczą, zaczęli studia - żeby oni w roku 2020 byli przedsiębiorczy, innowacyjni, żeby im się chciało ryzykować, inwestować. Ku pożytkowi nas wszystkich.
Rozmawiał Zbigniew Bartuś

***

O zakazie handlu w niedziele:

- Patrząc, co się dzieje w sklepach w niedzielę - i w galeriach, i mniejszych placówkach - można dojść do wniosku, że zamknięcie ich będzie fatalne zarówno dla właścicieli sklepów, jak i dzierżawców, pracowników oraz - konsumentów. Dzisiaj jest tak, że w tych galeriach są w niedziele często całe rodziny. Nikt ich tam przecież nie pędzi, do niczego nie zmusza. To jest nasz sposób na życie rodzinne.

Niekoniecznie dobry. Ale rozumiem, że też się musimy tym nacieszyć, jak kiedyś cieszyli się mieszkańcy sytego Zachodu.

O rozmowach z rządem i związkowcami:

- Nie zawsze politycy są zainteresowani tym, co ma do powiedzenia druga strona. A przecież przed ważnymi decyzjami, jak choćby ta w sprawie OFE, warto by przeprowadzić autentyczne konsultacje, a nie tylko formalne. Dyskusja była pozorna, cały czas mieliśmy wrażenie, że to, co mówimy - argumenty, liczby, dane - nie ma żadnego znaczenia, bo i tak rząd zrobi swoje. Że już zapadła decyzja.

To bardzo zniechęcające. Po co się angażować w taki dialog, skoro on i tak nic nie da?

Sanepid wlepia kary, sądy je umarzają

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

w
wiem, że nic nie wiem

W mętnej wodzie najlepiej ryby się łowi. To jest przemyślane działanie - tj. odciąganie uwagi od budżetu państwa, który trzeba łatać, od problemów w kraju, na które nie ma już pomysłów jak je trwale rozwiązać, dlatego zostały już tylko czary-mary. Bo kto nie inny jak przedsiębiorcy załatają choć po części to, co trzeba łatać, bo inaczej - Polska podzieli los Grecji. Trzeba więc ich wydusić jak cytryny. Zabiegiem jest skierowanie uwagi społeczeństwa nie na problemy kraju, tylko na to co wzbudzi ich frustrację - limuzyny. Przypominam, że limuzynami jeżdżą również rządzący tym krajem i robią to za nasze pieniądze. Przedsiębiorcy nawet jeśli jeżdżą to za swoje. Nikt im tego nie dał i od nikogo nie wyszarpali przez podatki, które muszą płacić. Oczywiście, że pracownicy skupią swoją złość na pracodawcach, którzy są na pierwszej linii frontu, bo do zarządzających tym krajem już się przyzwyczaili - że tak po prostu ma być. Że ci mogą sprzeniewierzać nasze pieniądze, mogą rządzić, jak chcą, mogą nawet dawać się korumpować - bo i tak za to nie odpowiadają.

Dodaj ogłoszenie