Strajk na Tomeksie

Redakcja
KONTROWERSJE. Część targowiska stała pusta. Rano handlarze protestowali przeciw stuprocentowym podwyżkom opłat dziennych i nocnych oraz rezerwacji miejsc.

Na owocowo-warzywnej części Tomexu były puste stoły, bo handlarze walczyli o mniejsze podwyżki opłat Fot. Barbara Ciryt

Handlujący owocami i warzywami tuż po godz. 8 stanęli bezczynnie. Strajkowali.

- Już nie z dnia na dzień, ale z godziny na godzinę dowiadujemy się o stuprocentowych podwyżkach. Za dzienną stawkę - zamiast 10 zł jak dotąd - kazali płacić 20 zł, za rezerwację miejsca na miesiąc dotąd liczyli 127 zł, a jak poszliśmy do kasy w sobotę, to wyliczyli, że mamy dać 246 zł. Doszły opłaty dodatkowe za nocki, czyli pozostawienie stołu czy skrzyni na placu - mówi jeden ze straganiarzy. I dodaje: - Tylko broń Boże niech pani nie pisze nazwiska, bo wylecę stąd.

Handlarzy bali się konsekwencji protestu, ale powiedzieli, że nie popuszczą. Z samego rana chcieli negocjować, ale dyrektor Marek Haniewski nie wyszedł do nich. - Pozostało wszcząć protest. Jakie stawki mamy dziś płacić? Dwa razy wyższe niż w ubiegłym tygodniu? - pytają ludzie. Skrzynie i stoły na targowisku mieli zapakowane w folie, parasole po nocy pozostały złożone. Tylko dwóch straganiarzy otworzyło stoiska. - Miały być negocjacje, to zabieramy się do pracy - wyjaśniły uwijające się kobiety. Reszta handlarzy nazwała je łamistrajkami.

Pani Anna handluje tu od wielu lat. Opowiada, że jeśli ktoś o 5 cm przekroczy metrowy stolik, zaraz liczą mu jak za dwa metry: - A bywało, że nam inkasent liczył krokami i oceniał, czy jest przekroczony metraż. Gdy ktoś się sprzeciwił, to usłyszał od dyrektora: "Jak ci się nie podoba, to wyp..." - mówi kobieta. Inna potwierdza: - Traktują nas jak bydło. Słyszałam, jak kiedyś wyzwali kobietę od szmat i najgorszych k..., bo upomniała się o fakturę, sprzeciwiła się podwyżkom, które ostatni raz były w lipcu.

Zbulwersowani straganiarze opowiadają, że sami odśnieżają plac w zimie, jeśli chcą handlować, sami po sobie sprzątają. I choć płacą za pozostawienie stołów i skrzyń z zamkniętym towarem, podpisują dokument, że właściciel placu nie bierze odpowiedzialności za ewentualne kradzieże. - Tu za wszystko trzeba zapłacić, ale niczego nie można oczekiwać. Jeśli właściciel chce być bogaty, musi wiedzieć, że powinien być bogaty też jego pracownik. Tutaj pracownicy muszą zaniżać marże, by cokolwiek sprzedać - mówi Jan Szostek, handlujący używaną odzieżą. Jako jedyny przedstawia się z nazwiska.

Po dwóch godzinach strajku, szefowie targowiska wysłali kierownika ds. technicznych Jana Grygiela, który przedstawił nowy cennik. Podwyżki były, ale - jak powiedzieli nam handlujący - są do zaakceptowania. Dzienna opłata z 10 zł wzrosła do 11 zł, miesięczna rezerwacja pozostała bez zmian (127 zł), opłata za metr stoiska ma wynieść 100 zł plus VAT, a opłata za noc - 120 zł plus VAT.

- Mówiłem, że stuprocentowe podwyżki nie są możliwe. Dodatkowe opłaty za noc muszą być, bo ludzie zostawiają tu produkty żywnościowe, a przecież sanepid może to kwestionować. Dlatego trzeba wszystkich na to uczulać, a opłaty ich zmobilizują do zabrania tych produktów. Niech się zastanowią, czy to im się opłaca - zaznacza Jan Grygiel.

Po przedstawieniu nowego cennika straganiarze poszli do kasy uiścić opłaty i zacząć pracę.

Barbara Ciryt

[email protected]

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie