Styropian i świnie

Redakcja
W Babicach nie powstanie zakład produkcji styropianu i silosów. Mieszkańcy zablokowali inwestycję, która miała dać nowe miejsca pracy i dochody dla gminnego budżetu. - Nie można stawiać fabryki kilka metrów od prywatnych posesji! - tłumaczą swą determinację babiczanie.

   Zakład w Babicach chciała wybudować firma MASTER-POL. Dotychczas magazynowała ona styropian na działce po dawnej Gminnej Spółdzielni Produkcyjnej, od której w 1995 roku odkupiła prawo użytkowania wieczystego gruntu. W planie zagospodarowania przestrzennego teren opisano jako przemysłowo-składowiskowy.
   Na jednym z zebrań wiejskich mieszkańcy zgodzili się na przeznaczenie działki na działalność usługowo-handlowo-produkcyjną. Nikt wówczas nie przypuszczał, że w przyszłości będzie mogło to oznaczać np. produkcję styropianu. Mówiono wówczas co najwyżej o piekarni.
   Gdy Master-Pol przejął teren, zaczął tu składować styropian. Codziennie dojeżdżało kilkanaście samochodów, w tym także ciężarówek, które - według relacji mieszkańców - brudziły i niszczyły nawierzchnię oraz zanieczyszczały środowisko. Mieszkańcy głośno narzekali na działalność zakładu.
   Mimo to inwestor zwrócił się do gminy o wydanie zgody na budowę magazynów dla - składowanego dotychczas na podwórku - styropianu. Oporni początkowo mieszkańcy nie protestowali. Gdy obiekty zaczęły powstawać, szef MASTER-POLU wystąpił do władz z kolejnym wnioskiem: o zmianę sposobu wykorzystania użytkowanych obiektów i uruchomienie w nich wytwórni. Firma złożyła dokumentację, ale ludzie czuli się oszukani. Wprawdzie z wymaganego w przypadku takich inwestycji raportu o oddziaływaniu na środowisko wynikało, że produkcja będzie bezodpadowa i nieszkodliwa, ale mieszkańcy pozostali nieugięci.
   - Wystarczy, że z jednej strony mamy hodowlę świń, a z drugiej składowisko. Wcześniej produkowali tu także znicze. Nie uwierzy pani, jaki smród unosił się nad domami. Kiedyś zatruli nam nawet źródło wody pitnej. Nie ma się co dziwić, że ludzie nie chcą fabryki. Przecież to jest tylko parę metrów od domów! Dzieci na ogród wyjść nie mogą, ciężarówki smrodzą, nie da się rozwiesić prania... - wylicza mieszkanka Babic.
Zdecydowane nie
   Pod koniec września do wójta Babic i chrzanowskiego starosty wpłynął protest 26 mieszkańców. Napisali, że zakład będzie szkodził ludziom i środowisku. Nie przekonały ich argumenty właściciela firmy Tomasza Pikura, że uruchomienie produkcji to szansa na rozwój gminy. - Otwarcie tu zakładu gwarantuje dochody do budżetu. Co więcej - docelowo planujemy zatrudnić aż 100 osób - argumentował szef firmy MASTER-POL.
   - To tylko puste obietnice. Zresztą, o czym ten pan mówi! Już teraz w jego firmie pracuje ze 20 osób, a ani jedna nie jest z Babic... - kontrowała jedna z protestujących.
   Jej sąsiedzi dodają, że nie wierzą w raporty, bo żadna produkcja bezodpadowa być nie może. - A co, jak dojdzie do pożaru. Jak paliły się hale w Kroczymiechu, to trująca smuga doszła aż nad Babice, choć to 12 kilometrów stąd! Okna się w domu otworzyć nie dało. A tutaj domy stoją tuż za murem - mówili wyraźnie przestraszeni mieszkańcy.
Kwestia mentalności
   - Mamy sporządzone wszystkie wymagane operaty, w tym raport oddziaływania inwestycji na środowisko, który jest dla nas pozytywny. Spełniliśmy wszystkie wymogi, nawet te unijne. Nie rozumiem więc, dlaczego mieszkańcy są przeciwni. To jest chyba mentalność wsi. W Babicach w ogóle ciężko jest przeprowadzić jakąkolwiek inwestycję. Ludzie mówią, że zakład byłby za blisko, ale przecież ta działka jest przeznaczona pod działalność przemysłową. Sam widziałem w Polsce 10 tego typu wytwórni, w znacznie gorszej lokalizacji, i jakoś funkcjonują, ludzie mają pracę, a gminy się rozwijają. Zakład w Kroczymiechu powstał już dawno i nie miał odpowiednich zabezpieczeń przeciwpożarowych. My będziemy je mieć, bo taki wymóg nakłada Unia - przekonywał Tomasz Pikur.
   Jego zakład ma być wytwórnią średniej wielkości. Wszyscy potencjalni pracownicy będą pochodzić ze wsi i powiatu. - Owszem, teraz zatrudniamy głównie ludzi z zewnątrz, ale trudno oczekiwać, bym do obsługi Wrocławia zatrudniał kogoś z Babic. Jak produkcja będzie na miejscu, to wiadomo, że najlepiej będzie się opłacało zatrudnić ludzi stąd - mówi Pikur.
   I przekonuje, że produkcja będzie naprawdę bezodpadowa, gdyż każdy materiał uboczny będzie wracał do przetworzenia. Zapewnia też, że i ruch samochodów na drodze do zakładu z czasem będzie znacznie mniejszy. Teraz firma zajmuje się głównie handlem, więc nic dziwnego, że wielu dostawców przyjeżdża po towar. Gdy powstanie zakład, firma skupi się tylko na produkcji, a produkt będzie rozwożony własnymi samochodami, co ograniczy ruch na drodze. - I dla ludzi chyba lepiej, że zamiast porozrzucanego po podwórku styropianu, będą mieli przed oczami schludny budynek - przekonuje prezes.
Wójt też na nie
   Mimo tych argumentów wójt Wiesław Domin zdecydował jednak, że decyzji o warunkach zabudowy firmie nie wyda. I nie chodzi tu bynajmniej tylko o fakt, że inwestycji byli przeciwni mieszkańcy, choć ich opinię włodarz także wziął pod uwagę. O ostatecznej odmowie zdecydowały przepisy.
   - Jeżeli dany teren nie ma aktualnego planu zagospodarowania przestrzennego, zgodnie z ustawą, by wydać decyzję o warunkach zabudowy musi był spełnionych 5 warunków. O odstępstwach, gdzie należy spełnić tylko 4 warunki, można mówić tylko wtedy, gdy wcześniej teren, na którym ma powstać zakład, był przeznaczony pod działalność produkcyjną, a w tym przypadku jest mowa jedynie o działalności przemysłowo-składowiskowej. Choć firma MASTER-POL spełniła większość wymogów, nie spełniła ostatniego z 5 warunków, czyli tzw. dobrego sąsiedztwa. Ten zapis mówi o tym, że pozytywną opinię można wydać wtedy, gdy w pobliżu miejsca, w którym ma powstać zakład, znajdują się podmioty o podobnym profilu. Tu ta przesłanka nie została spełniona - argumentuje swoją decyzje Domin.
   Tak więc, choć firma spełniła pozostałe warunki - zapewniła dostęp do drogi publicznej, wszystkie media, wykonała operat oddziaływania inwestycji na środowisko, choć nie było konieczności wyłączenia produkcji rolnej ani leśnej - musiała na razie odejść z kwitkiem.
   Prezes Pikur zapowiada jednak walkę. Uważa, że skoro firma spełniła wymogi, a jedyną przeszkodą był sprzeciw mieszkańców, zakład powinien powstać. Dlatego zamierza odwołać się do Samorządowego Kolegium Odwoławczego, a jeśli zajdzie potrzeba - do sądu administracyjnego. - A jeśli się nie uda? Kto wie, może w ogóle zwiniemy działalność na tym terenie? Tym ludziom przeszkadza wszystko, ale nie przeszkadzają im hodowane w pobliżu świnie, które śmierdzą i wszędzie brudzą - dziwi się Pikur.
   Mieszkańcy, choć zadowoleni z decyzji wójta, nie kryją rozczarowania zachowaniem przedsiębiorcy. Uważają, że wytwórnia styropianu i silosów mogłaby powstać w Babicach, tyle tylko, że w innym miejscu. - My nie protestowaliśmy w ogóle przeciwko inwestycji jako takiej, ale przeciwko jej złej lokalizacji. Kto wie, może ludzie by się zgodzili, jakby tę wytwórnie uruchomić gdzieś na pastwiskach, z dala od domów. Tam by to chyba nikomu nie przeszkadzało. A w ogóle to trzeba było od razu grać z nami w otwarte karty, a nie robić podchody, że najpierw to niby magazyny, a potem wychodzi, że fabryka - mówią mieszkańcy.
   - Zbyt dużo zainwestowaliśmy w ten teren, by teraz myśleć o innej lokalizacji - komentuje Tomasz Pikur. I zapowiada walkę.
Eliza Jarguz

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie