Superbohater w krakowskim krajobrazie

Redakcja
Rafał Szłapa przy pracy...
Rafał Szłapa przy pracy...
Jesienny wieczór 1998 r. Młody mężczyzna, dystrybutor książek, wraca z podróży służbowej. Niewielkim samochodem przemierza boczne podkrakowskie drogi. Od domu dzieli go już niewiele kilometrów, już cieszy się na myśl o wygodnym łóżku. Podróż przerywa jednak niespodziewane zdarzenie.

Rafał Szłapa przy pracy...

Pod koła wybiega spłoszone zwierzę, a samochód naszego bohatera ląduje rozbity na przydrożnym drzewie. Gdy po jakimś czasie kierowca budzi się w tajemniczym szpitalu, doglądany przez nieznanych mu, dziwnych ludzi, dostrzega z przerażeniem, że potrafi... widzieć przez ściany. Ma też niezwykłą siłę, nie można go zabić. Potrafi walczyć i uchylać się przed pociskami. Nieznajomi uświadamiają mu, że jest przecież superbohaterem - zapobiega nieszczęściom, pomaga ludziom. Oszołomiony kierowca, nie może w to uwierzyć...

Tak zaczyna się niedawno wydany komiks pt. "Bler. Lepsza wersja życia" autorstwa krakowskiego artysty i rysownika Rafała Szłapy. W swojej graficznej opowieści Szłapa podjął próbę umieszczenia w znanych nam swojskich polskich realiach znanego z amerykańskiej popkultury motywu superbohatera. Ciągle niewierzący w swoje nowe wcielenie były dystrybutor książek (teraz noszący imię Bler) popychany przez swoich tajemniczych mocodawców zaczyna czynić w Krakowie dobro niczym Superman lub Batman: udaremnia napad na bank, ratuje maltretowane dziecko, wynosi staruszkę z pożaru.

Bohater to tylko pretekst

- Wszyscy uznają ten komiks za Marvela w Krakowie [Marvel - znane amerykańskie wydawnictwo publikujące komiksy o superbohaterach - przyp. PS]. Po pierwsze zamierzyłem ten komiks na trzy tomy, a to przecież zaprzeczenie amerykańskich serii, w których od pięćdziesięciu lat co miesiąc wydaje się kolejny zeszyt. Po drugie sam superbohater jest tutaj niejako obiektem badawczym, a nie figurą rozrywkową jak w normalnych komiksach, a środowiskiem, w jakim poddaje się go badaniu, jest nasze otoczenie. Eksperyment polega więc na tym, aby coś zupełnie nam obcego (nie tyle kulturowo ile popkulturowo) wrzucić w nasze realia i zobaczyć jak by to mogło wyglądać. Takie próby już u nas były, ale miały przeważnie charakter humorystyczny i pastiszowy - mówi autor. Jego zdaniem ukształtowanie określonych archetypów wynika z otoczenia, w jakim powstały. W Stanach Zjednoczonych, ojczyźnie superbohaterów, panuje przekonanie, że tzw. zwykły obywatel może wiele. Hasłem wyborczym Baracka Obamy było "Yes, we can" (Tak, możemy), hollywoodzkie filmy co rusz wykorzystują motyw prostych ludzi, którzy podejmują słuszną walkę z wielkimi korporacjami i wygrywają (co zresztą zdarzało się w rzeczywistości), telewizja emituje mnóstwo seriali sądowych, w których sprawiedliwość zawsze na końcu zwycięża. - Pokazuje się tam, że zwykły człowiek może wybić się nad przeciętność i dokonać czynów nadludzkich - mówi Szłapa. - Bierzemy więc takiego człowieka i wrzucamy w nasze realia. Miałem w życiu trochę poważnych problemów (niektóre z nich miały nawet finał sądowy) i wiem jak wygląda to u nas. Zwykły człowiek niewiele tu znaczy i nawet, gdy racja jest po jego stronie, to w starciu z systemem nie ma szans. To jakby negatyw tej amerykańskiej sytuacji. I o tym będzie ten komiks, a także o tym jak można manipulować ludźmi za pomocą pozytywnych symboli. Piekło jest wybrukowane dobrymi chęciami. Jak więc widać tytułowy superbohater jest tylko pretekstem do poważniejszej opowieści - dodaje rysownik.
Akcja komiksu rozgrywa się w Krakowie. Bohaterowie chodzą po krakowskich ulicach, w tle widać znajome budynki, jedna z postaci czyta gazetę z charakterystyczną czerwono-białą winietą i tytułem "Dziennik Krakowski". Na jednej z próbnych okładek "Blera" opublikowanej w Internecie można było zobaczyć płonący kościół Mariacki. - Mieszkam w Krakowie, więc łatwiej mi rysować to miasto niż jakieś inne. Kraków odegra pewną rolę w kolejnych tomach, zdradzę tylko, że druga część rozpoczynać się będzie od sceny na wieży Mariackiej - mówi autor.

A jak potoczą się dalsze losy Blera? - Bracia Wachowscy, zapytani kiedyś, co będzie w kolejnych częściach ich głośnego filmu "Matrix", odpowiedzieli: "W pierwszej części bohater się narodził, w drugiej będzie dojrzewał, a w trzeciej umrze". (śmiech) Spieszę uspokoić czytelników: Bler nie umrze. Akcja komiksu dzieje się w latach 1998-2000, kiedy dużo mówiło się o końcu świata i ten koniec świata pojawi się w trzecim tomie. Ale będzie to alternatywny koniec świata - śmieje się Szłapa. Krótkie fragmenty nowych części umieszcza na specjalnym blogu poświęconym Blerowi.

Komiks jest o superbohaterze, więc autor także postanowił zostać superbohaterem i wydać go własnymi siłami. Sam napisał materiał, sam go narysował i sam wydał. Strona techniczna nie sprawiła żadnych trudności, krakowska Drukarnia Narodowa wykazała się profesjonalizmem i pomocą. Odbiór albumu w środowisku też był dobry, recenzje w internetowych serwisach komiksowych były jak najbardziej pozytywne. "Bler" - powstający od dobrych kilku lat - miał tam status "legendarnego", tym większe więc zaciekawienie wzbudził, gdy już ukazał się w druku. Pojawiły się nawet głosy, że zasługuje na filmową adaptację.

Pozostał tylko kapelusik

"Bler" to nie pierwszy komiks autorstwa Rafała Szłapy. Rysunkowymi historiami zajmował się od zawsze, jeszcze przed studiami na krakowskiej ASP i przed liceum sztuk plastycznych, w którym zdał maturę. Pierwszy komiks opublikował w gazetce parafialnej w rodzinnej miejscowości, będąc uczniem szkoły podstawowej. Później rysował do gazetek szkolnych, cały czas myśląc jednak o poważnym debiucie. - Byłem gorliwym czytelnikiem miesięcznika "Fantastyka" i wszystkie swoje ówczesne rysunki tworzyłem z myślą o nim właśnie. Pierwsza wizyta w redakcji zakończyła się bardzo krytycznymi uwagami redaktora graficznego, ale już druga zaowocowała publikacją - wspomina Szłapa. Najpierw były ilustracje do opowiadań, później pojawił się pierwszy krótki komiks. W ten sposób Rafał Szłapa wszedł w burzliwe się wtedy rozwijające krajowe środowisko komiksowe. W latach 90. ukazywało się bowiem całe mnóstwo magazynów komiksowych wydawanych mniej lub bardziej profesjonalnie, które chętnie zamieszczały prace młodych twórców. - Ja sam miałem przez pewien swój własny fanzin pod specyficznym tytułem "Lekarstwo" [proszę zwrócić uwagę, co w pierwszych kadrach wiezie w swoim samochodzie bohater komiksu Bler - przyp. PS]. Ukazały się cztery numery, najpierw kserówkowe, później na papierze kredowym w A-4 i miały całkiem dobre recenzje w miesięczniku "Machina" - śmieje się Rafał. Z działalności wydawniczej zrezygnował, gdy na studiach przyszło mu zacząć myśleć o dyplomie. Nie zrobił go z komiksu tylko - formy dość bliskiej - ilustracji książkowej w Pracowni Książki u prof. Banaszewskiego. Recenzentem pracy został prof. Jerzy Skarżyński, w środowisku komiksiarzy znany głównie jako autor kapitalnej rysunkowej adaptacji "Janosika". - Spotkaliśmy się kilka razy, rozmawialiśmy, mam z tego fantastyczne wspomnienia - mówi Rafał. Po studiach chciał dalej zajmować się komiksem, niestety rodzimy rynek komiksowy nie jest jeszcze na tyle silny, by można było się utrzymać z ich rysowania. Rafał - jak wielu polskich komiksiarzy - pracuje w agencji reklamowej, gdzie tworzy tzw. storyboardy, czyli rysunkowe wersje scenariuszy do spotów reklamowych. Każdy scenariusz rozrysowuje na pojedyncze ujęcia, odpowiadające tym, które widz zobaczy później na ekranie. Chodzi o to, by w jak najatrakcyjniejszy sposób przekazać ideę copyrightera. - Zupełnie jak przy komiksie - śmieje się Rafał. Storyboard dzieli się na tzw. conceptboard (prezentuje ogólnie ideę reklamy) oraz shootingboard (precyzyjnie rozrysowane kadry). - Rozbieżności między jednym a drugim mogą być dość duże. Kiedyś narysowałem storyboard reklamy, w której dwójka Japończyków zagubiła się we Włoszech. Jednemu z nich narysowałem na głowie taki mały kapelusik. I ten kapelusik był jedyną rzeczą, która przetrwała z mojej wizualizacji pomysłu w finalnej wersji reklamy. Oni rozrysowali to zupełnie inaczej. Ale nasz pomysł udało się sprzedać - śmieje się Rafał.

Powstanie, olimpijczycy, papież

W wolnych chwilach, kradnąc czas sobie i rodzinie pracuje nad swoimi kolejnymi projektami komiksowymi. Wytrwałość przynosi jednak efekty - narysowany przezeń do scenariusza Karola Konwerskiego z Krakowa komiks pt. "Sierpniowa Niobe" zdobył pierwszą nagrodę w konkursie na komiks o Powstaniu Warszawskim. "Niobe" oparta została na przejmującej opowieści Wandy Lurie, która będąc w zaawansowanej ciąży przeżyła masakrę ludności cywilnej na Woli, wydostała się spod stosu ciał rozstrzelanych, a kilka dni później urodziła syna. Potem ukazała się dobrze przyjęta antologia komiksowych opowieści Rafała Szłapy zatytułowana "Pozdrowienia z Interstrefy". Jeszcze później razem ze scenarzystą Radosławem Smektałą Rafał stworzył komiks do amerykańskiej antologii poświęconej huraganowi Katrina. Opowieść okazała się na tyle ciekawa, że Amerykanie zlecili stworzenie drugiej jej wersji, tym razem narysowanej przez amerykańskiego twórcę. Komiks Polaków trafił do drukowanej antologii, wersja amerykańska umieszczona została w Internecie. O znaczącej pozycji Rafała Szłapy na krajowym rynku komiksowym świadczy też fakt, że poproszono go o narysowanie dwóch albumów do cyklu pt. "Słynni polscy olimpijczycy" dołączanego w dużym nakładzie do jednej z ogólnopolskich gazet. Jego albumy opowiadały o Januszu Kusocińskim i Renacie Mauer. Rok później Szłapa narysował na zamówienie "Gościa Niedzielnego" komiks o pierwszej pielgrzymce papieża Jana Pawła II do Polski.

Zapytany czy woli pracować do własnego czy też cudzego scenariusza odpowiada, że to zależy. - Przy komiksach biograficznych albo historycznych dobrze jest, gdy ktoś wykona całą pracę dokumentacyjną, to znacznie ułatwia sprawę. Na zachodzie przy takich projektach pracuje zwykle kilkuosobowy zespół, a co najmniej jedna z nich zajmuje się researchingiem. W innych przypadkach sam wolę pisać scenariusz. Praca do scenariusza gotowego, w dodatku bardzo szczegółowo rozpisanego, trochę mnie ogranicza. Widziałem taki scenariusz, w którym opis każdego kadru zajmował pół strony A4 i uwzględniał wszystko, nawet to, w którym miejscu mają stać doniczki z kwiatami. To raczej nie dla mnie - mówi Szłapa.

Rynek komiksów przeżywa w Polsce spore załamanie. Upadło kilka wydawnictw, reszta ograniczyła swoją ofertę. Po boomie z początku lat 90. okazało się, że poza przekonanymi fanami nie udało się przyciągnąć do komiksu rzesz czytelników. - Nie ma u nas tradycji czytania komiksów, wciąż pokutuje przekonanie, że to opowieści dla dzieci. Do pewnego stopnia liczbę osób prawdziwie zainteresowanych komiksami określiło wydawnictwo Egmont, które nakład swojej świetnej serii "Mistrzowie komiksu" określiło na tysiąc egzemplarzy. Inny przykład: koledzy z Krakowa przygotowują komiksy z cyklu "Epizody z Auschwitz". Wydawcy wydają je w kilku wersjach językowych. W sklepie muzealnym w Oświęcimiu najlepiej sprzedają się te obcojęzyczne (zwłaszcza angielskie), a polskie tak sobie. Ja jednak nie tracę nadziei i robię swoje. Wciąż są tacy, którzy komiksy chcą czytać - mówi Rafał Szłapa.

Paweł Stachnik

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie