Światełko w mroku

Redakcja
Wystarczy spytać dyrektora Jachera, ilu uczniów jest w jego szkole, a on wpada w lekki popłoch. Od razu ścisza głos. - Dwudziestu ośmiu mamy. Wstyd gadać...

Wiesław Ziobro

Wiesław Ziobro

Wystarczy spytać dyrektora Jachera, ilu uczniów jest w jego szkole, a on wpada w lekki popłoch. Od razu ścisza głos. - Dwudziestu ośmiu mamy. Wstyd gadać...

   Może nie wstyd, ale strach. Strach dziś mówić o tak maleńkiej szkółce, w której klasy liczą troje, czworo dzieci. Dzisiaj nie ma pogody dla takich szkół. Małe znikają jedna po drugiej, mimo głośnych protestów lokalnych społeczności. Od kiedy za każdym uczniem idzie państwowa subwencja, scala się małe szkoły w duże, by gminy nie musiały za wiele dokładać.
   - _Od kiedy tu przyszedłem, mówili, że szkołę w Świniogórze zlikwidują, że pochłonie ją Szynwałd, ale jakoś przetrwała do dzisiaj, mimo upływu trzydziestu kilku lat - _oznajmia dyrektor Antoni Jacher. On nie ma nic do stracenia. Za rok nauczycielska emerytura. Nie ma nic do stracenia jego żona, Barbara; też za rok może iść na emeryturę.
   Do stracenia ma wieś. - _Nie oddamy tej szkoły - _deklaruje Bernadetta Kozioł, przedstawicielka rodziców.
   Przez lata małą szkółkę w Śwniogórze śmiało można było uznać za światełko w mroku. Pomijając oczywiste funkcje szkoły, tu był jedyny w wioseczce telefon, choć na korbkę. Była dobrze zaopatrzona apteczka z lekarstwami, a nawet - jeśli zaszła ostateczna konieczność - prowizoryczna... sala porodowa. Kto był w potrzebie, biegł w stronę szkoły. O każdej porze.
   Chłopak pani sprzątaczki urodził się w tej szkole pewnego zimowego wieczoru. Odbierał go - w towarzystwie dwóch kobiet, w tym swojej małżonki - sam dyrektor Jacher, specjalista od biologii. Dopiero na czwarty dzień, gdy zelżała zima, dotarła do Świniogóry karetka pogotowia. Żona pana dyrektora, polonistka, tak się wtedy wyćwiczyła, że później, gdy rodziło się we wsi dziecko, a karetka nie mogła dojechać, wzywano ją jako niezawodną akuszerkę.

Nafta na powitanie

   To są opowieści niczym z początku lat pięćdziesiątych. A przecież miał wzejść Gierek, nadchodził czas, kiedy Polska miała być dziesiątą potęgą przemysłową świata. Być może, ale nie w Świniogórze, przysiółku Szynwałdu pod Tarnowem, z którego widać i Tarnów, i Pilzno, i Dębicę. I wierzchołki Tatr przy dobrej pogodzie.
   Antoni Jacher przyszedł po poprzedniku, z którego chłop może był i dobry, ale pił. Taka słabość, niestety. Konieczna była zmiana.
   - Sprowadzałem się tu jesienią 1971 roku - _opowiada dyrektor. - _W przysiółku nie było światła, dopiero w siedemdziesiątym czwartym doprowadzili. Błotnistą drogą docierało się do Świniogóry. A że było wtedy po deszczach, ledwie udało się zwieźć moje rzeczy ciągnikiem.
   Nowy kierownik mieszkał na początku w kancelarii. - Tu stał piec kaflowy - _pokazuje. - _Wodę na herbatę musiałem gotować na rozgrzanych żelaznych drzwiczkach od pieca, bo nie było innej możliwości. Dwie nauczycielki zlitowały się nade mną i przegotowaną wodę przynosiły mi do pokoju.
   Jedna z nauczycielek tak się litowała nad losem kierownika, że niedługo później została jego żoną. To właśnie pani Barbara. Do Świniogóry przyszła miesiąc wcześniej od pana Antoniego, przerażona brakiem światła w całym przysiółku. Na powitanie poproszono ją, by zaopatrzyła się w lampę i naftę. Mimo to później oboje - już jako małżeństwo - pracowali i studiowali zaocznie. Z dobrym skutkiem.
   W szkole trzeba było prawie wszystko zmieniać. Najtrudniej przychodziło zmieniać mentalność rodziców uczniów. Co który uczeń narozrabiał i miał przyjść do kierownika z mamą, to mama przychodziła, owszem, z kurą pod pachą. Taki miejscowy obyczaj. - A po co mi ta kura, co ja mam z nią zrobić? - _denerwował się pan Antoni, gdy gdakający drób pojawiał się w kancelarii. - Jak nie lubi pan kierownik rosołu, to pojedzie pan do miasta i tam miastowym sprzeda. Oni lubią
rosół z naszych kur - padała rada.
   Kiedy już z zabitej dechami Świniogóry pouciekało sporo młodych ludzi, gwałtownie zaczęła wkraczać cywilizacja. Antoni Jacher ma w tym swój udział. Na niejednym publicznym forum - w gromadzie i powiecie - domagał się praw dla Świniogóry. Wreszcie przyszły światło, telefony, gaz, komunikacja autobusowa, ostatnio piękna asfaltowa droga wijąca się pośród zalesionych pagórków. Wciąż jednak Świniogóra jest popularna w mediach jako miły koniec świata, w sensie geograficznym, rzecz jasna. Każdej zimy, gdy zasypie i zamiecie, pędzi tutaj telewizja, by zrobić reportaż o odciętej od świata Świniogórze.
   - _Czasem, gdy jest wielki śnieg, to na trzy dni przysypie, ale bez przesady - _denerwuje się dyrektor Jacher. - _Panowie z telewizji ustawiają ludzi przed największymi zaspami, żeby wrażenie było jak największe. Kto nas w telewizorze zobaczył, tylko ręce załamywał: - Boże, to u was nie ma życia…

Uczeń jak perła

   Ale co tam zima. Przecież szkoła - to dopiero temat. Już jedna z ostatnich takich szkółek w Małopolsce. Przetrwała, bo wójt gminy Skrzyszów, Józef Gądek, ma serce do podobnych placówek. Zna wszystkie ich zalety. Choć wielu radnych burzy się, że małe szkoły robią deficyt w gminnej oświacie. W czasie ostatnich wyborów samorządowych nauczyciele i rodzice wstrzymali oddech. - Póki Józef Gądek będzie w gminie wójtem, będzie i nasza szkoła - można tutaj usłyszeć. Na szczęście Świniogóry Gądek ponownie wygrał wybory - już w pierwszej turze.
   Ale dyskusje o przyszłości wiejskiej szkółki wzbudzają lęki pośród niektórych rodziców; zdarza się, że wolą posłać dziecko do szkoły w Zalasowej, żeby potem, w razie czego, nie przenosić go z likwidowanej świniogórskiej.
   Jest trochę śmiesznie. Szkoła, chociaż tak malutka, jest szkołą - bez przesady - międzygminną, żeby nie powiedzieć międzywojewódzką. Chodzą tu także dzieci z przygranicznych osad w gminie Ryglice i gminie Pilzno, woj. podkarpackie, gdyż Świniogóra leży na granicy trzech gmin, dwóch powiatów i dwóch województw.
   Przed każdym kolejnym rokiem szkolnym szkoła wypatruje każdego nowego ucznia. Liczy się i ceni wszystkich jak perły, bo od ich obecności zależy byt szkoły. Od pewnego czasu jest jednak tak: więcej odchodzi, po skończeniu VI klasy, niż przychodzi. W dawnych czasach przed reformą oświatową, gdy szkoła miała 8 klas, chodziło do niej nawet 130 dzieci, potem niespełna osiemdziesiąt. Teraz w zerówce i sześciu klasach uczniów jest ponad 3 razy mniej. Na jednego nauczyciela - jest ich siedmiu - przypada czterech uczniów.
   Co będzie dalej? Niż demograficzny nie omija i Świniogóry.
   Gdzie teraz szukać takich rodzin, jak te dwie z przysiółka, całkiem wyjątkowych, bo w jednej urodziło się szasnaścioro, a w drugiej dziesięcioro dzieci. Trójka z nich wciąż jeszcze pobiera nauki w Świniogórze, robi w niej frekwencję, ale wszystko to tylko kwestia czasu. Pójdą i one w świat.
   Najpierw wszystkie świniogórskie dzieci idą do Skrzyszowa, do gimnazjum, choć mogłyby do bliższego Szynwałdu. Mogłyby, lecz nie chcą. W Świniogórze jedni mówią, że do Skrzyszowa wygodniej, specjalnym autobusem wożą, drudzy, że Szynwałd od pokoleń Świniogóry nie lubi. Bywało w przeszłości, że gdy na przystanek zajeżdżał pekaes z tablicą Świniogóra, _ci z Szynwałdu szturchali łokciem swoich. - _Nie wsiadajcie, świnie jadą…
   Świniogórzanie mają mały kompleks na punkcie nazwy swego zakątka; chętnie opowiadają zatem, że ma on od niedawna drugą nazwę: Święta Góra. Nazwę tę nadać mieli ksiądz proboszcz i wojt gminy z tej okazji, iż w maju 2003 roku tu rozpoczęło się preludium peregrynacji Ikony Chrystusa Przemienionego.

Mało głów

   Nauczyciele ze szkółki w Świniogórze (Świętej Górze) mówią, że pierwszy okres w gimnazjum w Skrzyszowie jest dla wielu dzieci stąd trudnym doświadczeniem. Po pierwsze, mają do czynienia z dużą szkołą, ze znacznie liczniejszymi klasami, z ruchem, szkolną wrzawą. Tutaj było im jak w domu. Kilkoro dzieci w klasie, pan lub pani dla wszystkich, na zawołanie. Cisza, spokój, przerywane tylko dzwonkiem.
   Dzieciom taka szkoła przypada do gustu. W tym
roku przeprowadzono wśród uczniów anonimowe ankiety. Niektórzy napisali: "Jest mało głów, dlatego zdobywamy więcej wiadomości", "Nie ma u nas picia, palenia i narkotyków", "Mamy odremontowane łazienki". _Ponad 27 proc. uczniów klas IV-VI odpowiedziało, że chętnie uczęszcza do szkoły, 55 proc. - że bardzo chętnie, około 18 proc. nie zastanawiało się nad tym. Niechętnych - 0 proc.
   - _Likwidacja małych szkół wiejskich jest dla dzieci szkodliwa. One od razu, nim dorosną, wyrywane są ze swego naturalnego środowiska - _podkreśla Barbara Jacher. - _Niezwykle cenny jest bliski kontakt z nauczycielem, poczucie więzi i bezpieczeństwa. U nas wszelkie patologie nie mają szans zadomowienia się, przy tej ilości uczniów nic nie ujdzie naszej uwadze.

   Rodzice uczniów w swojej ankiecie uznali w większości, że "wszystko jest w porządku, dziecko jest odpowiednio przypilnowane". _Rodzice chcą tylko, by było więcej lektur w szkolnej bibliotece i nauka gry na instrumentach. I chcą, "żeby szkoła istniała jak najdłużej i żeby mała była". Ponad 80 proc. rodziców uważa, że atmosfera w szkole jest bardzo dobra, 19 proc. - że średnia. Zła atmosfera nikomu nie przyszła na myśl.
   - _Rodzice są zadowoleni - _potwierdza Bernadetta Kozioł. - _Do zerówki poszła w tym roku szkolnym moja córeczka. Chciałabym, żeby potem chodziła do szkoły w Świniogórze. Jest tam szóstka dzieciaków. Straszą nas w gminie, że szkoła może nie przetrwać. Będziemy jej bronić. Jest nie do pomyślenia, żeby zimą takie maleństwa dowozić do innej szkoły. Tylko niech pan tym pisanem przypadkiem nie zaszkodzi.

   Świniogórska szkoła nie jest szkołą idealną. Ze względu na małą liczbę dzieci, nauka odbywa się w klasach łączonych, to znaczy, że programy dwóch różnych klas realizowane są jednocześnie z uwzględnieniem wieku poszczególnych uczniów.
   Ale wyniki nauczania są dobre. Świadczą o tym uzyskiwane wyniki. Przykładowo w badaniach kompetencyjnych w klasie III dwóch uczniów zaprezentowało wysoki poziom wiadomości i umiejętności, jeden - niski. - Wystarczy, że jeden uczeń jest słabszy i to od razu przekłada się na ogólny wynik - _twierdzi dyrektor. - Przecież u nas jeden uczeń to jedna trzecia lub jedna czwarta całej klasy…_
   W gimnazjum skrzyszowskim część absolwentów ze Świniogóry otrzymuje na koniec roku szkolnego świadectwa z wyróżnieniem.

A po zimie wiosna

   W świniogórskiej szkole jeden komputer przypada na jednego ucznia. Kilka tygodni temu firma z Tarnowa na wieżyczce kościoła zainstalowała antenę; stały i tani Internet drogą radiową już działa. Można było wziąć rozbrat z TP.
   W szkole działa drużyna harcerzy, a nawet… Szkolna Kasa Oszczędności, wymysł sprzed dziesiątków lat, o którym w większości szkół już zapomniano. Kto jeszcze pamięta to hasło: "Dziś oszczędzam w SKO, jutro w PKO"?_W Świniogórze dzieci zbierają grosz do grosza, biorą udział w konkursach oszczędzania, za uzbierane pieniądze i nagrody wyjeżdżają na wycieczki.
   - _Jeśli kiedyś tę szkołę zlikwidują, przysiółek liczący 120 mieszkańców dużo straci - _uważa dyrektor Jacher. - _Teraz ogniskuje się w nim życie kulturalne i społeczne tej części Szynwałdu. I nie tylko. Kiedy jest choinka, schodzą się do szkoły mieszkańcy trzech wiosek. Szkoła i Kościół integrują lokalne środowisko. Jeżeli szkoły nie będzie, to co będzie? Budkę z piwem w niej otworzą?

   Chyba że coś się jeszcze zmieni. Świniogórę rozsławiają nie tylko śnieżne zaspy. Malownicze położenie w czystym miejscu, z całym już cywilizacyjnym komfortem, nęci tych, którzy ulegają modzie na ucieczki z miejskich aglomeracji. Niektórzy chcą zostać nie tylko na lato. Może zostaną, może urodzą się kolejne dzieci, bo wśród przybyszów są nie tylko emeryci. Tylko ile tych dzieci musiałoby się urodzić, żeby w perspektywie zapewnić szkółce bezpieczny byt?...
   Anna Zarychta 15 lat temu, po skończeniu studium nauczycielskiego, szukała z koleżanką pracy. Koleżanka trafiła w końcu do szkoły w Pogórskiej Woli, a ona tutaj. Z wielkimi wahaniami. Tym większymi, gdyż mieszka w Tarnowie, 20 kilometrów stąd.
   - Po dwóch latach wiedziałam już, że chcę tu zostać. Spodobała mi się taka szkoła i praca w niej. Ona ma swoją specyfikę, indywidualna praca z uczniem daje mi satysfakcję. W trakcie pracy skończyłam studia zaoczne na kierunku nauczanie integracyjne. Tylko zimą ogarniały mnie kiedyś wątpliwości, gdy nocą zasypało drogę i autobus nie mógł dojechać na miejsce. Wysiadało się w Dolcach i szło się wtedy w śniegu kilometrami. Ale kiedy się doszło, człowiek od razu myślał: przecież po zimie zawsze jest wiosna.
   Do ubiegłego roku pani Anna dojeżdżała z Tarnowa z kolegą, który również uczył w Świniogórze. Aż Robert, to imię kolegi, nagle zachorował. Po krótkiej chorobie zmarł. Miał 37 lat i ciągle zamartwiał się, że świniogórską szkołę gmina zlikwiduje. Dziś o to martwią się inni. Za siebie i za niego.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie