Święto książki (także polskiej) we Lwowie

Redakcja
Inaczej nie można nazwać najważniejszej imprezy w dziedzinie wydawnictwa i popularyzacji książki na Ukrainie – XVI Forum Wydawców, które odbyło się we Lwowie w dniach 10-13 września. Na Forum przybyło więcej niż 800 firm wydawniczych, przyszło kilkadziesiąt tysięcy lwowian i gości miasta.

Fot. Jurij Smirnow

Jak zawsze, lwowskie wydawnictwa i autorzy właśnie na forum starają się przedstawić swoje najlepsze, najciekawsze wydania. W roku 2009 bardzo widoczną była obecność na Forum Wydawców polskich, również udział w nim poważnych instytucji polskich działających tak w Polsce, jak i na Ukrainie. Tutaj w pierwszej kolejności myślę o działalności „Instytutu Polskiego” w Kijowie, który zajmuje się aktywną propagandą książki polskiej i polskich autorów na rynku ukraińskim. W tym roku do Lwowa przyjechał sam dyrektor Instytutu – radca do spraw Kultury Ambasady RP w Kijowie Jerzy Onuch. Instytut razem z międzynarodową fundacją „Odrodzenie” był też inicjatorem powołania nagrody literackiej im. Józefa Konrada i innych wspólnych projektów, np. tłumaczeń autorów polskich na język ukraiński i wydania ich na Ukrainie.
Pana Jerzego Onucha można było spotkać na wszystkich liczących się imprezach Forum, był on człowiekiem nie tylko bardzo zajętym, lecz wprost nieuchwytnym. Dziennikarzowi „Kuriera Galicyjskiego” udało się jednak porozmawiać z nim na schodach pałacu Potockich. Jerzy Onuch powiedział:
„Na Forum we Lwowie jestem już trzeci lub czwarty raz. W tym roku zaprosiliśmy czterech polskich pisarzy – w tym Marka Krajewskiego i Olgę Tokarczuk. Ich książki zostały wydane tym roku na Ukrainie i po ukraińsku. Współpracujemy z ukraińskimi wydawcami, którzy chcą wydawać książki polskich autorów. Na Forum prezentujemy program przekładów, tłumaczeń polskiej literatury na język ukraiński. Każdego roku w ramach tego programu sprzyjamy wydaniu 6-7 książek polskich autorów. Dwa lata temu była wydana powieść, „Koniec świata w Bresłau” Marka Krajewskiego. Skontaktowaliśmy go z ukraińskim wydawnictwem, on przyjechał do Lwowa, no i proszę, pojawiły się kolejne tłumaczenia, właśnie, „Śmierć w Bresłau” i nowa książka o Lwowie „Głowa Minotaura” (2009), też już w tłumaczeniu ukraińskim. Kiedy zaczynaliśmy naszą działalność w tym kierunku, zgłaszało się do nas 7-9 ukraińskich wydawnictw. W tym roku zgłosiło się już 37. Faktycznie organizowaliśmy konkurs ukraińskich wydawnictw, które starają się o wydanie tłumaczeń polskich autorów. Mamy z czego wybierać i pomagamy w realizacji najciekawszych projektów.
Nagroda literacka im. Józefa Konrada – Korzeniowskiego – to nagroda dla autora ukraińskiego do 40 roku życia, czyli dla autorów młodych. Postać J. Konrada jest zwornikiem, spoiwem dla naszych kultur, bo był to Polak, który urodził się na Ukrainie w Berdyczowie, ale też stał się wielkim pisarzem angielskim, pisarzem światowym. Kogo jeszcze mamy podobnego? Tylko Konrada. Właśnie Polak, lecz syn ziemi ukraińskiej, stał się pisarzem globalnym.
Jak organizujemy współpracę z wydawcami ukraińskimi? To oni wybierają polskich autorów, polskie książki, którzy by chcieli wydać w języku ukraińskim. Nasza działalność jest działalnością doradczą, bardziej subtelną, to takie delikatne lobbowanie literatury polskiej. Niestety, na ukraińskim rynku mało, lub w ogóle nie ma, polskich wydawnictw i wydawców. Polskie wydawnictwa zainteresowane są wyłącznie zarabianiem pieniędzy, a nie promocją książki polskiej za granicą. Oni nie widzą w Ukrainie rynku dla książki polskiej, dlatego nie ma i ich zainteresowania, nie ma polskich księgarni. Sytuacja nieraz wygląda paradoksalnie. Na przykład polska firma EMPIK, znana w całym kraju, jest właścicielem sieci księgarni „Litera” na Ukrainie, którą kupiła kilka lat temu. Czy sprowadza EMPIK polskie książki do sprzedaży w tych księgarniach? Nie! Ich stać na to, żeby kupić na Ukrainie sieć księgarń, ale nie stać na promocję książek polskich. Sprowadzają z Rosji rosyjskie książki i sprzedają je ukraińskim czytelnikom! Bo tak wygląda biznes. Tak można zarobić pieniądze! Dlatego też nasz Instytut chce, żeby polska książka była obecna na Ukrainie w ukraińskim tłumaczeniu”.
W ramach Forum wydawców organizowano IV Międzynarodowy Festiwal Literacki. Jedną z najważniejszych gwiazd Festiwalu był znany pisarz polski Marek Krajewski. W błękitnej Sali Pałacu Potockich odbyła się prezentacja ukraińskiego tłumaczenia jego nowej książki „Głowa Minotaura”. Lwowskie media i publiczność książka ta zainteresowała w pierwszej kolejności dlatego, że jej akcja rozgrywa się we Lwowie w 1937 roku. Oczywiście, padły pytania, czy są jakieś realne lwowskie prototypy bohaterów, czy autor związany w jakiś sposób z naszym miastem?
M. Krajewski powiedział, że do Lwowa przyjechał po raz pierwszy dwa lata temu, lecz rodzina jego ma kresowe, lwowskie pochodzenie.
- Właśnie tak, rodzina mojej mamy pochodzi ze Lwowa – powiedział Pan Marek.
- Mój wuj często opowiadał mi o cudownym mieście, Lwowie. Jemu właśnie poświęciłem tę książkę. Pamiętał on wiele ciekawych faktów i historii, na przykład, że wzdłuż ulicy Leona Sapiehy stały wieczorem piękne kobiety, które czekały na zainteresowanych panów. Kiedy przyjechałem do Lwowa w 2007 roku – znalazłem już ulicę Stepana Bandery, lecz kobiet nie było!
Opowieści wuja rozpalały moją wyobraźnię o tym mieście i kiedy przyjechałem tutaj po raz pierwszy stwierdziłem, że te opowieści odpowiadają prawdzie. Wszystko można sprawdzić, w każde podwórko można wejść. To bardzo różni Lwów od Wrocławia. W moich powieściach Stare Bresłau byłem zmuszony rekonstruować – miasto było bardzo zniszczone w czasie wojny. Podczas pobytów we Lwowie ze mną zawsze są sympatyczni ludzie – tłumaczka moich książek na język ukraiński pani Bożena Antoniak i znawca Lwowa, pisarz Jurij Winnyczuk. Jestem w życzliwym mieście, wśród życzliwych ludzi. Moi bohaterowie nie mają jednego pierwowzoru – oni mają cechy różnych ludzi, również i moje własne cechy. Akcja moich powieści jest moim wymysłem, rzeczywiste wydarzenia mnie nigdy nie interesują. Moja literatura – to ponure kryminały, bardzo przygnębiające – nie radzę czytać je dzieciom. Wrocław i Lwów – to miasta, które kocham, do których mam silny stosunek emocjonalny. Dlatego o nich piszę. Tutaj we Lwowie zachowało się tak wiele przyjemnych śladów przeszłości.”
Na tegoroczne Forum Wydawców przyjechało do Lwowa kilka liczących się polskich wydawnictw i organizacji. Wśród nich „Ars Polonia” organizator warszawskich Międzynarodowych Targów Książki, „A.B.E. Marketing” z Warszawy, wrocławskie Targi Książki, krakowski Instytut Książki, Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego (Wrocław), Międzynarodowe Centrum Kultury (Kraków). Tym razem polskie firmy przedstawiły dużo ciekawych pozycji, nowości wydawniczych 2009 roku. Przy stoisku „Ars Polonii” naszą uwagę zwróciły pozycje poświęcone Lwowowi – „Kraków, Lwów w cywilizacji europejskiej”, „Tylko we Lwowie”, (opowieści o znanych lwowskich kompozytorach Adamie i Mieczysławie Sołtysach), „Knajpy Lwowa” Jerzego Wynnyczuka w tłumaczeniu na język polski. Pani Beata Gigiel przy swoim stoisku przedstawiała „Wrocławskie promocje dobrych książek”. „Kurierowi Galicyjskiemu” powiedziała:
- „Targi we Wrocławiu organizujemy już od 17 lat. Z targami wiąże się też nagroda dla najlepszej książki roku i specjalna nagroda dla autorów z Europy Środkowej pod nazwą. „Angelus”. Pierwszym laureatem tej nagrody na naszych Targach był Jurij Andruchowycz. Chcemy żeby nasze targi stały się międzynarodowymi, dlatego przyjechaliśmy do Lwowa zaprezentować Wrocław i wrocławskie wydawnictwa a także namówić wydawnictwa tutejsze aby przyjechały do nas na Targi w grudniu.
Targi odbywają się w pięknym miejscu, w Muzeum Architektury. Zapraszamy lwowskie wydawnictwa, autorów, dziennikarzy, zwłaszcza tych, którzy piszą i wydają swoje książki po polsku”.
Jurij Smirnow

**Jerzy Onuch – dyrektor Instytutu polskiego w Kijowie: **Sytuacja nieraz wygląda paradoksalnie. Na przykład polska firma EMPIK, znana w całym kraju, jest właścicielem sieci księgarni „Litera” na Ukrainie, którą kupiła kilka lat temu. Czy sprowadza EMPIK polskie książki do sprzedaży w tych księgarniach? Nie! Ich stać na to, żeby kupić na Ukrainie sieć księgarń, ale nie stać na promocję książek polskich. Sprowadzają z Rosji rosyjskie książki i sprzedają je ukraińskim czytelnikom! Bo tak wygląda biznes. Tak można zarobić pieniądze!


Marek Krajewski – pisarz:
Mój wuj często opowiadał mi o cudownym mieście, Lwowie. Pamiętał on wiele ciekawych faktów i historii, na przykład, że wzdłuż ulicy Leona Sapiehy stały wieczorem piękne kobiety, które czekały na zainteresowanych panów. Kiedy przyjechałem do Lwowa w 2007 roku – znalazłem już ulicę Stepana Bandery, lecz kobiet nie było!

Wideo

Dodaj ogłoszenie