Swoje wiem

Redakcja
Buntu w wojsku dawno nie było. Owszem, był pamiętny obiad w Drawsku Pomorskim, ale to były inne czasy. Lech Wałęsa wymieniał wtedy zderzaki. I klimat był bardziej sprzyjający zawieruchom. Poza tym wtedy jeszcze rządziła stara kadra, a nowa dopiero wchodziła, tarcia więc były nieuchronne. No i wreszcie, wtedy nie byliśmy jeszcze ozdobą i dumą NATO! Potem jeszcze były niesnaski na linii "Minister w swetrze" - "Generał GROM-owy", ale to też było raczej personalne niż buntownicze. No i skończyło się w sądzie.

   Teraz jest zdecydowanie inaczej. Pułkownik, nomen omen Chwastek zarzucił całej armii mafijny styl działania, prywatę i łamanie prawa! Postawił też wotum nieufności całemu kierownictwu resortu. No istny Bohun A.D. 2002, którego żal mi się zrobiło, zwłaszcza wtedy gdy okazało się, że nie zostawił na nim suchej nitki właściwie nikt. Koalicja i opozycja zgodnym chórem potępiły pułkownika. Że to niesubordynacja, że to przejaw frustracji nader szkodliwy i destrukcyjny. No, być może. Nawet bardzo być może. Ale co z tym fantem zrobić, jeżeli pułkownik ma rację? Albo chociaż trochę racji? Czy mamy go chórem zakrzyczeć, bo wojsko, tak jak do niedawna w Turcji, to u nas tabu? I co miał zrobić ów oficer, jeżeli jest pewien swoich racji? Siedzieć cicho? Salutować i wołać "Tak jest panie generale"? Wypisać się z wojska i pisać listy do gazet? Jak znam naszą tradycję, to ogólne przeświadczenie jest takie, że powinien sobie strzelić w łeb. Ale na szczęście tego nie zrobił.
   Nawet jeżeli pułkownik oszalał i plecie głupoty, to być może warto porozmawiać o wojsku. O jego teraźniejszym sensie. Bo sens ten jest dla mnie nieco mglisty. Jedno wiem na pewno. Wojsko ratuje nas przed znacznie większym niż oficjalnie o tym mówimy bezrobociem. Przeciętny poborowy z Pcimia czy z Przasnysza, idąc do woja, ratuje się przed bezrobociem na kilkanaście miesięcy. I tyle. Ani deka więcej. W żaden sposób zwykła wojskowa ciura nie podnosi mojego poczucia bezpieczeństwa. Co więcej, ja wiem, że ratujemy go przed bezrobociem za moje pieniądze, czyli z podatków. I wiem też, że pieniądze te tak naprawdę poszły w błoto, bo w wojsku uczą go rzeczy średnio przydatnych w życiu pozaarmijnym, no może poza szkoleniem w kierowaniu pojazdami, o ile nie są to czołgi. Nasza armia zresztą zawsze była trochę bez sensu. W ’39 pokazali nam to Niemcy. Po wojnie byliśmy przylepką do Armii Czerwonej. Teraz udajemy sojuszników USA. Ale jaki z nas sojusznik? Możemy wysłać do boju GROM i okręt "Czarniecki". Gdyby obu tych formacji nie było, USA też by sobie świetnie dało radę. Gdy już kupimy od Amerykanów F-16, model dodajmy sprzed wielu, wielu lat, to też to niczego nie zmieni w sytuacji na świecie. Nawet takie potęgi militarne, jak Francja, Niemcy czy Anglia, są przy USA jak mrówka przy słoniu. A co dopiero my. Trudno nas w tym kontekście przyrównać do mikroba. Ale wydatki na tego minimikroba są ogromne, jak na małe i biedne państwo stanowczo ponad stan.
   Nie mówię, żeby rozwiązać armię i oddać się w całości pod skrzydła Wuja Sama. Chociaż Bogiem a prawdą takie rozwiązanie byłoby najrozsądniejsze. Ale może rzeczywiście warto zrobić malutką, niedrogą armię zawodową, składającą się ze wspomnianego GROM-u i jeszcze kilku jednostek wyspecjalizowanych w maksymalny sposób.
   Czy w tej armii powinien znaleźć miejsce Chwastek? A to już zupełnie inna historia...
grzegorz miecugow

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie