Sylvia Plath „Dzienniki 1950-1962”. Recenzja książki

Wlodzimierz Jurasz
Wlodzimierz Jurasz
Fot. archiwum
Udostępnij:
Nad życiem znakomitej amerykańskiej poetki Sylvii Plath i jej najbliższych zawisło jakieś fatum.

„Dominic Russo. Włoch z West Endu. Jego matka i ojciec byli blisko spokrewnieni. Urodziło im się dwoje sparaliżowanych i niewidomych dzieci, które w końcu zmarły. Ojciec był rybakiem. Bał się ciosu nożem w plecy. Na służbie wartowniczej w Korei zaczął czytać książki na temat nerwic reklamowane w metrze. Napady płaczu”.

Tak jednego ze swych towarzyszy niedoli, pacjenta poradni psychiatrycznej przy Massachusetts General Hospital, opisywała pracująca tam chwilowo Sylvia Plath (1932-1963), jedna z najwybitniejszych poetek amerykańskich, zaliczana do grona tzw. poetów przeklętych, fascynujących czytelników nie tylko swoją poezją, ale i tragiczną biografią. Właśnie takim jak wspomniany Włoch Plath starała się pomóc, choć sama była ciężko chora (zaburzenie afektywne dwubiegunowe) i bezskutecznie szukała pomocy podczas wielokrotnych pobytów w szpitalach psychiatrycznych, podejmując nawet kilkukrotne próby samobójcze („wołanie o pomoc”), z których ostatnia okazała się skuteczna.

Powyższy cytat zaczerpnąłem z nowego wydania „Dzienników 1950-1962” Sylvii Plath (poprzednie wydanie Prószyński i S-ka 2004), najpełniejszego, uzupełnionego różnorakimi notatkami. Te zapiski, podobnie jak jej wiersze, czy najsłynniejsza powieść autobiograficzna „Szklany klosz” (ciesząca się niezwykłym, nie wiem czy do końca zdrowym zainteresowaniem czytelników) to swoista kronika ludzkiego nieszczęścia. Jak dowodzi przywołany cytat będącego udziałem nie tylko autorki - zmarłej śmiercią samobójczą po zatruciu gazem (oraz zamknięciu dwójki dzieci w odizolowanym, dobrze wentylowanym pokoju – co dowodzi premedytacji i konsekwencji w działaniu) – ale i jej otoczenia.

Na wrodzone zapewne skłonności Sylvii Plath do choroby psychicznej nałożyły się rozmaite życiowe okoliczności. W roku 1962, po sześciu latach od chwili poznania, rozpadło się jej małżeństwo z innym słynnym poetą Tedem Hughesem, który odszedł do niejakiej Assi Wevill (notabene i ona w roku 1969 popełniła samobójstwo, zagazowując siebie i córeczkę).

W niniejszym tomie opublikowano m.in. dwie części zapisków zapieczętowane swego czasu przez Teda Hughesa (zm. 1998) i przeznaczone do ujawnienia dopiero 11 lutego 2013 roku (w 50. rocznicę śmierci Sylvii), acz otwarte przez niego na krótko przed śmiercią. Brak jednak dwóch dzienników – jednego zaginionego oraz jednego zniszczonego przez samego Teda Hughesa, a zawierającego wpis dokonany przez Sylvię na 3 dni przed śmiercią.

Sylvia Plath „Dzienniki 1950-1962”, przekład Joanna Urban i Paweł Stachura, Marginesy 2019, 773 str.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Cannes – festiwal filmu i kreacji

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Dziennik Polski
Dodaj ogłoszenie