Synowie Milesa

Zdjęcie autora materiału

Dziennik Polski 24

Grzegorz Tusiewicz

Cały ten jazz

Grzegorz Tusiewicz






Cały ten jazz







Minęło dziewięć lat od śmierci Milesa Davisa - jednego z pięciu, obok Louisa Armstronga, Duke’a Ellingtona, Charlie Parkera i Johna Coltrane’a, filarów jazzu. Nazwano go Księciem Ciemności.
 Jego szczególna rola polega na bezsprzecznie zasadniczym i najdłuższym wpływaniu na rozwój jazzu nowoczesnego.
Prawie przez 40 lat formułował i rozwijał nowe style. Na początku swojej drogi grał z Parkerem i innymi wielkimi twórcami bebopu i jednocześnie tworzył podwaliny cool-jazzu. W słynnym składzie z Coltrane’em, Adderleyem i pianistą Billem Evansem sformułował swoją odmianę hard-bopu. Współpraca z genialnym aranżerem Gilem Evansem zaowocowała powstaniem tak fundamentalnych nagrań, jak "Miles Ahead" i popularne "Sketches of Spain". Formacja Davisa z lat 60. z saksofonistami Wayne’em Shorterem i George’em Colemanem oraz z pianistą Herbie Hancockiem określiła model gry w małych zespołach na wiele lat. Takie płyty, jak "Miles Smiles" czy "ESP" należą do podstawowego kanonu jazzu i wskazują nowe drogi dla jazzu, które objawiły się na płytach "Bitches Brew" i "In a Silent Way". W tych nagraniach Davis zelektryfikował swoją muzykę i przejął wiele elementów z muzyki rockowej, a współpracował wówczas z pianistami Keithem Jarrettem, Joe Zawinulem, Chickiem Coreą, gitarzystą Johnem McLaughlinem, basistą Jackiem Bruce’em, perkusistami Billem Cobhamem i Jackiem de Johnette’em. Propozycje stylistyczne Davisa stały się podstawą pod nowy styl nazwany jazz rock oraz wywodzący się z niego fusion. W późniejszych jego składach grali gitarzysta John Scofield i saksofonista Bill Evans, a na jednym z nagrań pojawił się nawet Michał Urbaniak. Jak napisał dziennikarz i muzyk - współpracownik Davisa z okresu Capitol Orchestra - Mike Zwerin, 90 proc. wszystkich aktywnych muzyków jazzowych to "synowie Milesa". Im też Zwerin poświęcił serię ponad 40 felietonów pod tytułem "Sons of Miles" opublikowanych w Internecie pod adresem www.culturekiosque.com/jazz
/miles. Warto przeczytać.
 Nie ma muzyków, którzy by nie nawiązywali w swojej twórczości bezpośrednio lub pośrednio do osiągnięć Milesa. Dlatego co roku, we wrześniu, w rocznicę śmierci, muzycy i miłośnicy jazzu spotykają się na specjalnych imprezach poświęconych Davisowi. W Krakowie z tej okazji Grzegorz Sycz organizuje corocznie Miles Davis Memorial Night. W latach poprzednich był to dwu-trzydniowy festiwal w obsadzie międzynarodowej, w tym roku za przyczyną mizerii finansowej odbyło się jedynie jam session muzyków krakowskich. Jak to w takich wypadkach bywa, wielkich artystycznych wzruszeń trudno było się spodziewać. W pierwszej części spotkania pokazali się: młody trębacz Dawid Rudnicki i znany już krakowskiej publiczności gitarzysta Jarek Gawor, w drugiej hołd złożyli Milesowi tradycjonaliści z Andrzejem Marchewką, by później oddać scenę muzykom grającym jazz bliższy przesłaniu Davisa. Oni są też "synami Milesa".
 Natomiast prawdziwie artystycznym hołdem złożonym Davisowi był sobotni występ Jorgosa Skoliasa razem ze znakomitym zespołem, z Bronkiem Dużym na puzonie, Grzegorzem Kapołką na gitarze, Darkiem Ziółkiem na gitarze basowej i Michałem Zdunkiem na perkusji w Harris Jazz Piano Bar. Artyści grający tego wieczoru znakomicie zrozumieli wezwania Davisa do otwierania się na różne gatunki muzyczne i ze swobodą, i promieniując radością przemierzali przez całe spektrum współczesnej muzyki, nie tylko jazzowej. Pierwszy set był poświęcony fascynacji tradycjami bluesa. Legendarny utwór Ottisa Reddinga "Sittin’ at the dock of the bay" i "Sweet home Chicago" zostały zagrane w rozszerzonej, jak to musi się stać przy takim zestawie niepokornych indywidualności, konwencji "Blues Brothers". Następne dwa bloki programu łączyły jazzową i rockową awangardę, a duch Davisa i Jimmy’ego Hendrixa, ale też Charlie Mingusa i Coltrane’a pojawiały się nieustannie. Koncepcja otwartości, kompetencja i kreatywność muzyków sprawiły, że publiczność przyjęła występ entuzjastycznie. Siedziałem w towarzystwie Tadeusza Gogosza - muzyka, pochodzącego z Krakowa, od 20 lat mieszkającego w Norwegii, i serca nam rosły, słysząc jak gra Skolias z kolegami. Jestem przekonany, że trzeba ich pokazać szerszej publiczności. Polecam to wszystkim organizatorom i jazzfanom, kochającym wolność i prawdziwe emocje

Komentarze

Dodajesz komentarz jako: Gość

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Liczba znaków do wpisania:

zaloguj się

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

Polecamy

Wideo