Syzyfowa woda

Redakcja
Dodaj komentarz:
Udostępnij:
W nocy z wtorku na środę nad Muszyną przetoczyła się kolejna nawałnica. Żywioł zniszczył wszystko to, co mieszkańcy zalanych dzielnic z takim trudem uporządkowali w pierwszych dniach tego tygodnia. Walka z wodą i wdzierającym się wszędzie cuchnącym szlamem trwała do drugiej nad ranem, a o świcie do działania włączono ciężki sprzęt. Wysiłki zdesperowanych muszynian przypominają przysłowiową syzyfową pracę. To, co uda im się naprawić, skutecznie niszczy kolejna ulewa.

MUSZYNA. Mieszkańcy walczą ze skutkami kolejnej nawałnicy

   Wczoraj na zalanych ulicach (najbardziej ucierpiały Grunwaldzka i Słoneczna) pojawili się ludzie zbierający złom. Na ich samochód wrzucano zalane pralki i lodówki, często prawie nowe. Nie nadają się jednak do użytku, bo wydobyto je spod mułu.
   - Mieszkam w suterenie, gdzie w nocy poziom wody przekroczył 170 cm - _opowiada Paweł Inglot z Grunwaldzkiej. - Zalało wszystko, z domu praktycznie niczego nie dało się uratować.
   Obok zalanego domu naszego rozmówcy na rzeczoznawcę czeka także Włodzimierz Ustianycz. Starszy pan przyjechał do Muszyny na wakacje z Sosnowca. Gdy zaczęło padać, był u znajomych w Powroźniku. Gdy dotarł na Grunwaldzką, sąsiedzi usiłowali wydobyć z mułu jego samochód. Daewoo tico nadaje się już tylko na złom.
   Ludzie chwalą zaangażowanie strażaków. Ofiarnie spieszą na pomoc, wielu z nich w ciągu ostatnich dni spało zaledwie kilka godzin. Bardzo pomocni są też funkcjonariusze straży granicznej z Nowego Sącza. Pomagają wynosić zalane meble, porządkować zrujnowane domy i wypompowywać wodę.
   Po śliskiej od szlamu ulicy jeździ samochód, z wnętrza którego wydobywają się smakowite zapachy.
   
- Codziennie wydajemy tysiąc bezpłatnych posiłków dla poszkodowanych oraz służb pomagających w usuwaniu skutków powodzi - mówi Lidia Tokarz, właścicielka jednej z muszyńskich jadłodajni, w której władze gminy zamówiły ciepłe dania dla powodzian. - Dziś jest bardzo kaloryczna fasolka po bretońsku, na obiad będzie gulasz, a na kolację zupa z wkładką. Rozdajemy też świeży chleb. Każdy może go wziąć ile zechce.
   Po Grunwaldzkiej krząta się burmistrz Włodzimierz Oleksy. Kilka godzin wcześniej można go było zobaczyć ze zgrzewkami wody mineralnej na plecach, teraz wchodzi do zalanych domów, by przekonać się jak wielkie są straty.
   -
Sytuacja jest trudna - mówi w biegu burmistrz Oleksy, bo natychmiast odciąga go na stronę jakiś gospodarz zdruzgotany rozmiarem zniszczeń.
   Kilkadziesiąt metrów dalej działaniom pograniczników z rezygnacją przygląda się Irena Romaniak. Może mówić o prawdziwym pechu. Niedawno kupiła drewniany dom przy Grunwaldzkiej. Remont był już prawie na ukończeniu. Teraz budynek stoi pośrodku błotnistego jeziora, a drewniane deski już zaczynają gnić.
   -
Dwa dni temu wyszłam ze szpitala - opowiada pani Irena. - Leczyłam tam poważny uraz kolana po wypadku samochodowym. Mieszkam w Legnicy w bloku na trzecim piętrze. Tutaj miałabym lepsze warunki, bo kontuzja uniemożliwia mi chodzenie po schodach. Niestety, natura pokrzyżowała te plany.
   Straty szacuje też Józef Karwat. Jego samochód wygląda tak, jakby przynajmniej tydzień leżał na dnie bagna. Mężczyzna jest niewyspany i zmęczony.
   -
Nikt tutaj nie śpi - wyjaśnia. - Minionej nocy wyznaczyliśmy sąsiedzkie dyżury. Zaczęło padać o godzinie 20, deszcz ustał jakieś dwie godziny po północy. Na zmianę kopaliśmy rowy przed domami, żeby woda miała odpływ. Szlam zupełnie jej nie przepuszcza. Jest jak folia, przez którą nie przeniknie ani kropla.
   Władze gminy wciąż nie są w stanie oszacować strat. Nieoficjalnie mówi się nawet o kilkunastu milionach złotych, które będą potrzebne na usunięcie skutków kataklizmu.
   
- Na bieżąco usuwamy zniszczenia_ - zapewnia sekretarz Komitetu Przeciwpowodziowego w Muszynie Stanisław Michalik. - Teraz najważniejsza jest pomoc doraźna najbardziej poszkodowanym. Natomiast infrastruktura będzie musiała jeszcze poczekać
   W najbliższych dniach do Muszyny dotrze blisko 200 żołnierzy z krakowskiej jednostki wojskowej. Codziennie w usuwaniu zniszczeń pomagać też będą pogranicznicy i strażacy.
   Natomiast część uzdrowiskowa Muszyny nie odczuła skutków gwałtownej ulewy. Wypoczywający tam ludzie są bezpieczni i jest praktycznie niemożliwe, by ewentualny kolejny kataklizm mógł w jakikolwiek sposób im zagrozić.
   - Podobno takie burze mają się powtarzać aż do piątku - martwi się Kazimierz Sikorski. Tej nocy z pewnością nie będzie mógł zasnąć, bo każda kropla uderzająca w dach jego zalanego domu budzi grozę i zmusza do nieustannego czuwania.
   PAWEŁ SZELIGA

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie