Szablony walczące

Redakcja
Lenin owłosiony
Lenin owłosiony
Dariusz Paczkowski to kultowy artysta street artu i graffiti, jeden z pionierów tej sztuki w Polsce. W Alchemii, dzięki inicjatywie Artura Wabika, kuratora wystawy, zobaczymy prace Paczkowskiego, w tym najsłynniejszą - Lenina z irokezem.

Lenin owłosiony

Czwartek, 11 marca, godz. 19, Alchemia

- Jak narodził się Lenin z irokezem - Twój najsłynniejszy szablon, który pod koniec lat 80. można było zobaczyć w wielu miastach Polski?

- Był rok 1987. Współpracowałem z organizacją Wolność i Pokój, walczyliśmy z komuną, każdy jak potrafił. Ten Lenin był formą drwiny, podobnie jak szablon z gilotyną i napisem "Nie trać głowy". Chciałem mówić do ludzi nie poprzez dramatyczne akcje, lecz śmiejąc się w twarz znienawidzonemu systemowi, rozładowując emocje. Szablony były kolportowane po Polsce i malowane na murach innych miast. To było niesamowite - przyjeżdżałem gdzieś, a tam na ścianie widziałem "mojego" Lenina. Tak się spodobał, że stał się inspiracją dla okładki pierwszej płyty zespołu Big Cyc.

- Co pokażesz w Krakowie?

- Lenin oczywiście też będzie. Zobaczycie prace z lat 1987-2010, a więc przekrój całej mojej twórczości. Okrutnej selekcji prac dokonał Artur Wabik, któremu oddałem się całkowicie (śmiech). Zdradzę, że pokażę kilka puszek z odbitymi na nich szablonami, a także okna i dachówki, na których także maluję. To będzie czysty street art.

- Kiedyś łatwiej się walczyło przy pomocy streetartu?

- Z jednej strony łatwiej, bo wróg był określony. Mieliśmy łatwy wybór tematu. Teraz wróg jest rozmyty, w ogóle trudniej się tworzy. Jesteśmy wychowywani na społeczeństwo konsumentów, a nie kreatorów. Z drugiej strony za komuny malowanie było nielegalne, groziło bliskim spotkaniem z milicją. Teraz po prostu idę do właściciela ściany, pokazuję swoje prace i zwykle dostaję zgodę.

- No właśnie, łatwo się to udaje? Street art w Polsce nie jest powszechnie uznaną formą sztuki.

- Wielu moich znajomych przestało się w to bawić. Zarabiają pieniądze tworząc "normalną" sztukę, trafili na salony, skupiają się na pięknej formie. Ja pozostałem wierny ideałom, czyli pracom zaangażowanym społecznie. Gdy zaczynałem, w Polsce było może dziesięciu liczących się streetartowców. Minęło 20 lat i wciąż jest nas kilku.

- Zaskakujące, bo wydaje mi się, że sztuka ulicy zrobiła u nas karierę.

- Ale nie taką jak w innych krajach. Tomek Sikora, znany fotografik, opowiadał mi, że gdy wyjeżdża do Melbourne, przywozi stamtąd co roku 800 zdjęć nowych szablonów, które znajduje na ulicy. Za granicą ta sztuka nie działa w podziemiu, trafiła do galerii, artyści zarabiają. U nas nie ma rynku i perspektyw. Graffiti to wciąż underground, a to, czym ja się zajmuję - to nawet nisza undergroundu.

- Przed olimpiadą w Pekinie w polskich miastach wykonałeś serię graffiti uświadamiającą, iż w Chinach łamie się prawa człowieka. Planujesz podobną akcję?

- W zeszłym roku prowadziłem akcję Rondo Wolnego Tybetu w Warszawie. W tym roku ma tam powstać tybetańska galeria, czyli forma muzeum w przestrzeni publicznej, które zaprezentuje kulturę tego kraju. Będę realizował także projekty w ramach akcji przeciwdziałania narkomanii i rasizmowi.
- Czyli ciągle walczysz?

- Tak. Nie wiąże się to z pieniędzmi, lecz z tym, co mi w duszy gra. Tworzę street art z potrzeby serca.

Rozmawiał RAFAŁ STANOWSKI

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie