Szczęście przy Łaciaku

BL
III liga piłkarska

Cracovia - Proszowianka 1-1 (1-1)

   1-0 Ziółkowski 19 min
   1-1 Mielec 31 min
   Sędziował Włodzimierz Milczarek (Piotrków Trybunalski). Żółte kartki: G. Baran - Cebula, Lizak. Widzów 2000.
   Cracovia: Paluch - Wacek, Skrzyński, Ziółkowski, Radwański - Ankowski, Hajduk (59 Zawadzki, 80 G. Baran), A. Baran (59 Dudziński), Nowak - Bania, P. Giza.
   Proszowianka: Łaciak - Kopyść, Bagnicki, M. Giza, Jaskólski - Mielec (87 Rożek), Wtorek (46 Wyroba), Piotrowicz, Cebula, Rosiek (84 Paszkiewicz) - Lizak.
   Obawiał się tego meczu trener Cracovii Wojciech Stawowy. I jak się okazało, miał rację. Proszowianka zagrała walecznie, z wielkim sercem i... szczęściem. - Mówiłem, że można urwać punkt Cracovii, pod warunkiem, że zagramy nie tylko dobrze, ale z fartem - mówił po meczu trener gości Dariusz Siekliński.
   Proszowianka zaskoczyła wszystkich odważną, agresywną grą w pierwszych minutach. "Pasy" były jakby zaskoczone pressingiem rywala, dość długo nie mogły złapać rytmu gry.
   Ale w 19 min było 1-0 dla gospodarzy po rzucie wolnym Ziółkowskiego. "Pasy" poszły za ciosem, w 23 min goście mogli mówić o wielkim szczęściu, Piotr Giza z 5 metrów główkował o centymetry obok słupka. Goście próbowali kontr i w 32 min po takim właśnie zagraniu doprowadzili do remisu.
   Ale w 38 min powinno być 2-1 dla gospodarzy, najlepszy strzelec gospodarzy Ankowski urwał się graczom Proszowianki, ale przegrał pojedynek z Łaciakiem. W 38 min tylko brawurowa interwencja Wacka uratowała Cracovię, kiedy na 8 merze zbierał się do strzału Lizak.
   W drugiej połowie widowisko z każdą minutą stawało się coraz bardziej jednostronne. Nieustannie atakowała Cracovia, zamykając na długie minuty rywala na jego połowie. I krakowianie raz po raz wypracowywali dobre, niekiedy bardzo dobre sytuacje strzeleckie. Ale strzelali fatalnie. Trudno wymienić wszystkie pozycje, jakie mieli gospodarze, dość wspomnieć, iż sam kapitan zespołu Piotr Bania miał co najmniej trzy, najlepszą chyba w 89 minucie, kiedy po podaniu P. Gizy znalazł się 4 metry przed bramką, ale zamiast strzelać od razu, chciał przełożyć sobie piłkę i szansę diabli wzięli.
   Kilka razy z wielkim wyczuciem interweniował bramkarz gości Łaciak, uznany przez dziennikarzy za najlepszego gracza meczu. W 61 min. wspaniale obronił m.in. uderzenie Ziółkowskiego z wolnego z ponad 18 metrów, w 67 min nie dał się zaskoczyć uderzeniu Dudzińskiego w krótki róg. Bramkarz gości pewnie bronił na przedpolu, wychwytując wszystkie górne wrzutki. A kiedy raz przegrał taki pojedynek w 90 minucie, znowu uśmiechnęło się do niego szczęście, bo po główce P. Gizy piłka odbiła się od poprzeczki.
   I tak na stadionie przy ul. Kałuży doszło do dużej niespodzianki. Proszowianka, której w szeregach grało 5 byłych zawodników Cracovii (Kopyść, Bagnicki - świetna gra na stoperze, Rosiek, Cebula - bardzo aktywny, szybki, Paszkiewicz, wszedł w ostatnich minutach) zabrała gospodarzom dwa cenne punkty. Jej niedawny remis z Koroną w Proszowicach nie był przypadkiem. Zespół jest mądrze ułożony, wie co ma grać, no i ma wsparcie w bramkarzu Łaciaku.
   Już w którymś kolejnym meczu lider razi brakiem skuteczności. Cracovia miała kilkanaście pozycji, wykorzystała tylko jedną. Błędy zdarzają się obronie, "Pasy" nacierając na bramkę rywala, zapominają czasem o asekuracji własnej bramki.
ANDRZEJ STANOWSKI

Jak padły gole

1-0

Ziółkowski egzekwował rzut wolny przy bocznej linii pola karnego. Mocno dośrodkował przed bramkę, z piłką minęło się kilku graczu Proszowianki i Cracovii, piłka wpadła w długi róg.

1-1

Cebula urwał się lewym skrzydłem, idealnie podał na 4 metr do nadbiegającego Mielca, który z bliska wpakował piłkę do siatki.

Bohater meczu: Artur Łaciak

   Dziennikarze uznali za najlepszego gracza meczów 29-letniego bramkarza Proszowianki Artura Łaciaka (wychowanka Wieczystej), który od organizatorów otrzymał butelkę szampana.
   - Remis jest naszym sukcesem. Zapracowała na niego cała nasza drużyna, bardzo dobrze spisywali się obrońcy.
   - Miał Pan kilka znakomitych interwencji, ale przepuścił do siatki strzał z kąta Ziółkowskiego po rzucie wolnym...
   - To była nieprzyjemna piłka, doskoczyło do niej kilku naszych graczy i Cracovii, chyba nikt nie trafił w piłkę i wpadła w długi róg.
   - Czego najbardziej obawiał się Pan w tym meczu?
   - Stałych fragmentów gry pod naszą bramką. W 90 min sędzia nie zauważył, jak Piotrek Bania ściągał mnie rękami, Piotrek Giza główkował, na szczęście w poprzeczkę. (AS)

Niech się

uczą trafiać

   _- Przy rzucie wolnym postanowiłem mocno uderzyć piłkę po ziemi licząc, że wepchnie ją do siatki któryś z naszych graczy. I piłka przeleciała między nogami graczy Proszowianki i Cracovii, i to chyba zaskoczyło świetnie broniącego w tym dniu Łaciaka. Jestem wściekły, mieliśmy tyle pozycji i remis. Niech moi koledzy nauczą się trafiać do bramki z paru metrów! - _mówił po meczu strzelec bramki Robert Ziółkowski. (AS)

Piotr Bania

Potworny "jeż"

   - Nie wiem, dlaczego nie wygraliśmy tego meczu. Mieliśmy przecież tyle pozycji. Ja sam mogłem przechylić szalę meczu na naszą korzyść. Można chyba mówić o potwornym "jeżu" - mówił po meczu kapitan Cracovii Piotr Bania.
   - Najbardziej żałuję pozycji w 89 minucie. Piotr Giza dograł mi idealnie piłkę tuż przed bramką, popełniłem błąd: zamiast od razu strzelać, chciałem ją najpierw przyjąć. Ten ułamek sekundy zadecydował. Nie ma się z czego cieszyć. Ale na tym meczu świat się nie kończy. Musimy się zmobilizować i wygrać w Biłgoraju.(AS)

Zdaniem trenerów

   Dariusz Siekliński, trener Proszowianki (przeszedł do Proszowic po 6 latach pracy w Cracovii): - To był wyrównany mecz z przewagą gospodarzy w 2. połowie. Bardzo cieszę się ze zdobytego punktu, który ma dla nas kolosalne znaczenie, a taką mam nadzieję, Cracovii to nie powinno zaszkodzić. Bramkarz Łaciak bronił bardzo dobrze, ale miał wsparcie w kolegach. Zagraliśmy dobrze i ze szczęściem.
   Robert Jończyk, II trener Cracovii: - Po pierwszych minutach wzajemnych badań na boisku zawodnicy przeszli do ataków i nasza przewaga z każdą minutą rosła. Jesteśmy zadowoleni ze składnych, niekiedy finezyjnych akcji w ofensywie. Do pełni szczęścia zabrakło nam bramek, czyli skuteczności napastników. Ale nie robimy tragedii z tego remisu. Najważniejsze, że gramy dobrze, że wypracowujemy pozycje. Wierzę, że w następnych meczach nasi zawodnicy będą także celnie strzelać.(AS)

Konrad Cebula

Mieszane uczucia

   - Jak czuje się piłkarz, który wychował się w Cracovii i teraz musiał grać przeciwko swojemu byłemu zespołowi? - pytam Konrada Cebulę.
   - Uczucia miałem mieszane, z jednej strony klub, który mnie wychował (grałem w nim 9 lat), z drugiej Proszowianka, której barwy reprezentuję obecnie. Naszym celem jest utrzymanie w lidze i ten remis ma dla nas duże znaczenie psychologiczne. Remis z Cracovią na jej boisku to naprawdę duży sukces. Przy bramce doskonale widziałem wybiegającego na czystą pozycję Mielca. Jego strzał do pustej bramki był formalnością. (AS)

Zgrzyt meczu

   Po meczu rozradowani piłkarze Proszowianki zaczęli skandować w szatni "Proszowianka, Proszowianka!". Do szatni wpadł jeden z działaczy Cracovii, krzycząc: - Panowie, cisza, spokój! A niby dlaczego gracze Proszowianki w sposób kulturalny nie mogli wyrażać swojej radości? Komuś w Cracovii puściły nerwy! (AS)

Mierzwa obronił karnego

Kolporter Korona Kielce - Łada Biłgoraj 2-0 (1-0)

   1-0 Grad 35 min (karny)
   2-0 Sawicki w 79 min
   Sędziował**Andrzej Kotos z Wrocławia.Żółte kartki:Bujak - Wlaź.
   
Kolporter Korona: Mierzwa - Kupiec, Heinrich, Rutka, Bujak (78 Lipski), Gołąbek, Hermes, Bilski, Woźniak (59 Z. Wachowicz), Sawicki, Grad.
   
Łada:** Kielarski - Kasiak, A. Wachowicz, Hasiak, Rybak, Wlaź (84 Zajączkowski), Bartnik Bubiłek, Chomicz (81 Pieczykolan), I. Zarczuk, Pidek (88 Powroźnik).
   W 57 minucie meczu w Kielcach Łada miała znakomitą okazję do strzelenia wyrównującego gola. Zarczuk nie wykorzystał jednak rzutu karnego. Biłgorajanie wyprowadzili jeden z nielicznych kontrataków i na granicy linii bocznej pola karnego Rutka sfaulował Rybaka. Arbiter podyktował "jedenastkę". Chwilę potem do piłki podszedł najskuteczniejszy piłkarz Łady Zarczuk, jednak Mierzwa wyczuł jego intencję i odbił piłkę. Tuż po tej interwencji bramkarz Kolportera jeszcze raz popisał się refleksem i w kapitalnym stylu nogami obronił dobitkę Zarczuka. Do tego momentu kielczanie prowadzili tylko 1-0, zdobywając gola... z rzutu karnego.
   W drugiej połowie gospodarze mieli jeszcze kilka okazji na podwyższenie prowadzenia. W 67 min po "główce" Rutki piłka trafiła w słupek, bliscy szczęścia byli jeszcze Kupiec, Bilski, Sawicki i Grad. Kielczanie wykorzystali dopiero sytuację z 80 min, wynik meczu ustalił Sawicki. (MAS)

Jak padły bramki

1-0

Po faulu na Sawickim sędzia podyktował rzut karny. Grad strzelił celnie - mocno po ziemi, tuż przy słupku. Bramkarz dotknął jeszcze piłki palcami, ale jej nie zatrzymał.

2-0

Gołąbek prostopadle podał do wychodzącego na pozycję Sawickiego. Ten przebiegł z piłką kilkanaście metrów i mimo ostrego kąta celnie strzelił do siatki obok próbującego interweniować Kielarskiego.

Zdaniem trenerów

   Jerzy Bojko, Łada: - Szczytem marzeń było wywalczenie przez nas remisu. Przez 30 min dobrze się broniliśmy, jednak wystarczył moment nieuwagi i Kolporter miał rzut karny. Szkoda że my nie wykorzystaliśmy podobnej okazji. Generalnie, gospodarze grali lepiej, pozostaje jednak mały niedosyt.
   Dariusz Wdowczyk, Kolporter:- W naszej grze były jeszcze mankamenty, jednak tym razem drużyna zasłużyła na słowa uznania za waleczność i zaangażowanie, czego brakowało jej choćby w ostatnim spotkaniu w Proszowicach. Gdyby nie to, że w kilku sytuacjach za bardzo chcieliśmy strzelać gole, wynik byłby znacznie wyższy.

Zdobyli czy stracili?

Hutnik - Stal Rzeszów 1-1 (1-0)

   1-0 Kozieł 27 min
   1-1 Walat 74 min
   Sędziował Damian Rachwalski (Częstochowa). Żółte kartki: Kępa - Rzucidło, Przeniczny, Rusin. Widzów ok. 600.
   Hutnik: Sotnicki - Stanula, Atanaskovic, Kostera - Makuch, Kaczor, Kołodziej, Kępa - Kwieciński, Madejski (64 Kmak), Kozieł.
   Stal: Pomianek - Chłanda, Walat, Rzucidło, Nalepka, - Pszeniczny (56 Matras), Kędzior, Mosur, Rusin (56 Szymański) - Kloc - Szczoczarz (85 Szeliga).
   Wynik nie krzywdzi żadnej z drużyn. Do przerwy podbramkowe sytuacje stwarzali wyłącznie gospodarze, w drugiej połowie goście chwilami zamykali rywali na ich połowie boiska niczym w hokejowym zamku i w końcu zdobyli wyrównującego gola.
   W Hutniku nie grali Jasiak i Pasionek (żółte kartki), wystąpił natomiast mający ostatnio kłopoty zdrowotne Kępa. W Stali zabrakło Jaworskiego (kontuzja). Miejscowym kibicom przypomniał się - z dobrej strony - były zawodnik ekipy z Suchych Stawów - Kloc, który zaliczył asystę i był blisko zdobycia gola.
   Goście, którzy w ostatnich dwóch meczach zdobyli zaledwie punkt, nie ukrywali, że liczyli na pełną zdobycz. W pierwszej połowie gra nie potwierdzała jednak ich aspiracji. O ile w defensywie spisywali się w miarę przyzwoicie, o tyle w ofensywie ich siła była znikoma. Pierwszy celny strzał na bramkę Hutnika oddali dopiero w 55 min (Rzucidło głową).
   Zdecydowanie lepiej w tej części gry prezentowali się gospodarze. Okazje do zdobycia gola mieli Kozieł (strzał nad poprzeczkę), Kaczor ("główka" obok słupka), Kołodziej, Kępa (mocne strzały odpowiednio z 25 i 12 metrów obronione przez Pomianka) oraz Kwieciński (lob z 16 metrów nad poprzeczkę). Prowadzenie uzyskali po sprytnym strzale Kozieła.
   W drugiej połowie role się odwróciły. Rzeszowianie między 55 a 75 min uzyskali zdecydowaną przewagę. Hutnicy tylko się bronili, ale wystarczyło, że na moment przysnęli i Walat doprowadził do wyrównania. W ostatnim kwadransie gospodarze rzucili się do ataku, ale mimo kilku okazji - "bomba" Kołodzieja z rzutu wolnego oraz dwa razy duże zamieszanie na polu karnym gości - nie zdołali już pokonać Pomianka. O mało co hutnicy zeszliby z boiska pokonani. Tuż przed końcem meczu Szeliga strzelił z woleja obok słupka, "bombę" Kloca Sotnicki sparował na róg, a gola dla gości sędzia nie uznał, dopatrując się spalonego.
    JERZY FILIPIUK

Zdaniem trenerów

   Robert Kasperczyk, Hutnik: - Znaliśmy wartość trzeciej siły w tej lidze, wartość ofensywną Kloca, Szczoczarza, Pszenicznego i innych graczy Stali. Wiedzieliśmy, że Stal przeszła na ustawienie z czterema obrońcami. Zagraliśmy więc trzema napastnikami. Przed meczem remis wzięlibyśmy w ciemno, jednak po nim pozostał niedosyt. Stworzyliśmy więcej sytuacji, a zyskaliśmy tylko punkt. Bardziej czujemy, że straciliśmy dwa punkty. Znowu po stracie bramki cofnęliśmy się. Gdy gra się nie układa, potrzebny jest jeden, dwóch lub trzech zawodników, którzy wszczepiliby drużynie impuls do bardziej odważnej gry.
   Ryszard Kuźma, Stal: - Spotkały się podobne do siebie zespoły. Mam na myśli ich sposób gry i dobór zawodników. Oba są mieszanką młodzieży i kilku doświadczonych piłkarzy. I Hutnik, i Stal to nieliczne zespoły, w których gra opiera się na wychowankach. Od trzech meczów gramy nie na miarę oczekiwań. Zaszkodził nam mecz z Kolporterem. Bardzo chcieliśmy pomóc Cracovii, a nie pamiętaliśmy o sobie. W meczu z Hutnikiem nasza gra lepiej wyglądała po przerwie, ale to nie jest jeszcze to...(FIL)

Jak padły bramki

1-0

Kwieciński wdał się w drybling z Nalepką i Rzucidłą tuż za polem karnym. Wydawało się, że straci piłkę, ale zdołał jednak zacentrować na pole bramkowe, gdzie Kozieł uprzedził jednego z rywali i szpicem wpakował piłkę między Pomianka a słupek.

1-1

Gromala szybko rozegrał rzut rożny z Klocem, ten drugi dośrodkował na pole karne i Walat głową z 6 metrów nie dał szans Sotnickiemu.

"Tylko Hutnik"

   Ukazał się pierwszy numer miesięcznika kibiców drużyny z Suchych Stawów - "Tylko Hutnik". W numerze m.in. historia hutniczej piłki (lata 1950-1952), wspomnienia ligowe, okiem kibica, Hutnik w Pucharze UEFA, Hutnik w sieci i III-ligowa statystyka. Przypomniano m.in. rekordową wygraną Hutnika w ekstraklasie - 20 maja 1992 r. w Krakowie z Pegrotourem 6-0 (bramki: Waligóra 3, Sermak, Walankiewicz, Kasperczyk. Jak miłe są wspomnienia... Hutnik ma 4 strony internetowe, w tym typowo piłkarską: www.hutnik.bci.pl. Redakcja "Tylko Hutnika" zachęca do współpracy przy redagowaniu pisma. (FIL)

Lepszy rydz...

Skawinka - Sandecja Nowy Sącz

1-1 (0-1)

   0-1 Policht 17 min
   1-1 Lewandowski 88 min
   Sędziował Piotr Brzózka z Bielska-Białej. Żółte kartki: Rapacz, Czekaj, Woźniak, Frączek - Wańczyk, Szymanowski. Czerwona kartka - Wańczyk (69, druga żółta). Widzów 300.
   Skawinka: Skrzypek - Rapacz, Orzechowski (72 Woźniak), Czekaj - Nazarewicz (72 Lewandowski), Zięba, Marzec, Żurek, Lelek - Frączek, Janeczko.
   Sandecja: Bodziony - Mikołajczyk, Łukasik, Kandyfer - Damasiewicz (86 Florian), Szczepański, Ciastoń, Wańczyk, Krupa (46 Szymanowski) - Policht, Świerad.
   Tego meczu żaden z zespołów nie mógł przegrać. Dlaczego? Bo rywale podeszli ze zrozumieniem do swojej sytuacji - Sandecja straciła już wiosną wystarczająco dużo punktów, by wzbudzić zdenerwowanie działaczy i kibiców. Skawinka po pięciu porażkach zbliżyła się ku strefie spadkowej. W klubie doszło nawet do zmiany trenera. Leszka Walankiewicza zastąpił Włodzimierz Kwiatkowski, który po raz pierwszy prowadził samodzielnie zespół ze Skawiny.
   Salomonowym rozwiązaniem, choć obydwu zespołom niewiele dającym, był więc remis, który rzeczywiście w Skawinie padł. Przedstawiciele obu ekip, przyjaźnie nastawieni do siebie (co manifestowali zwłaszcza po meczu), wyraźnie założyli, że "lepszy rydz niż nic".
   Skawinka zagrała dramatycznie słabo. W pierwszej połowie w ogóle nie stworzyła zagrożenia pod bramką Bodzionego. Wykazywał się za to bramkarz gospodarzy Skrzypek. Po drugiej akcji Sandecji i strzale Polichta wyjmował wprawdzie piłkę z siatki, ale potem (21 min) złapał futbolówkę, którą z rzutu wolnego w prawe okienko jego bramki próbował posłać Łukasik, wygrał też sam na sam z Damasiewiczem w 32 min.
   Obydwaj trenerzy upierali się, że na przebieg meczu miała wpływ czerwona kartka, którą w 69 min za drugą żółtą zobaczył Wańczyk z Sandecji. Może i tak... Wcześniej gospodarze nie mogli pokonać własnej niemocy - w 54 Frączek przegrał pojedynek z Bodzionym, w 64 min Marzec w polu karnym uderzał zbyt lekko, by zaskoczyć bramkarza gości. Najgroźniej wyglądała więc sytuacja z 84 min, kiedy z dystansu uderzał mocno Zięba, Bodziony jednak wybił piłkę. Wreszcie na 2 minuty przed końcem meczu wprowadzony w II połowie Lewandowski, po akcji Zięby, trafił do bramki rywali.
MAŁGORZATA SYRDA-ŚLIWA

Jak padły bramki

0-1

Po dośrodkowaniu Ciastonia z lewej strony boiska stojący w polu karnym Policht głową z kilku metrów posłał piłkę do siatki.

1-1

Akcję po prawej stronie boiska zainicjował Marzec, podał do Zięby, któremu w drodze pod pole karne Sandecji niezbyt przeszkadzali rywale. Tam piłkę dostał Lewandowski, ponad wychodzącym z bramki Bodzionym lobem trafił do bramki.

Zdaniem trenerów

   Włodzimierz Kwiatkowski, Skawinka: - Piłkarsko byliśmy słabsi, ale po przerwie nadrobiliśmy to ambicją. Trochę pomogła nam czerwona kartka dla rywali, no i pokerowe zmiany.
   Ireneusz Adamus, Sandecja: - Powinniśmy wygrać, zwłaszcza do przerwy mieliśmy kilka sytuacji, w których mogły paść bramki. Po czerwonej kartce straciliśmy trochę koncept. Skawinka stworzyła dwie sytucje, a tę drugą wykorzystała. Szkoda, że zdobyliśmy tylko jeden punkt. Ani nam, ani Skawince wiele on nie daje. (MAS)

Znów próba nerwów

Unia Tarnów - Siarka Tarnobrzeg

1-0 (1-0)

   1-0 Hołda 8 min
   Sędziował Adam Szubielski z Łodzi. Żółte kartki: D. Bartkowski, Babiarz, Chrobak - Podlasek. Czerwona kartka: Podlaskek (58 - po drugiej żółtej). Widzów 300.
   Unia: J. Palej - D. Bartkowski, Dzięciołowski, Mikoś - Radliński, Babiarz, Wstepnik (87 Fryś), Chrobak (71 Jarmuła), Kędzior (66 Jędrusik) - K. Palej, Hołda.
   Siarka: Tomczyk - Chmura, Wtorek, Pietrucha - Włoch, Hynowski, Gielarek (68 Antkiewicz), Podlasek, Stalec (74 Tworek) - Rybkiewicz, Cheda.
   Po raz kolejny w rundzie wiosennej piłkarze tarnowskiej Unii wystawiają swoich sympatyków na ciężką próbę nerwów. W pojedynku z Siarką, podobnie jak w spotkaniach ze Skawinką czy Hutnikiem, "Jaskółki" dość szybko uzyskały prowadzenie, aby później bardzo ciężko walczyć o utrzymanie korzystnego rezultatu.
   W 3 min na bramkę Unii strzelał z 15 m Krzysztof Podlasek, jednak piłka poszybowała nad poprzeczką. W odpowiedzi tarnowianie przeprowadzili składną akcję lewym skrzydłem, którą skutecznie sfinalizował duet napastników. Po stracie bramki goście niemal natychmiast ruszyli do zdecydowanych ataków. W 9 min umiejętności J. Paleja sprawdzał strzałem z 25 m Rybkiewicz. Napastnik Siarki uderzył bardzo mocno z 20 m także w 22 min, gdy bramkarz Unii nie opanował piłki i ta przeleciała tuż obok słupka. Przed przerwą zespół Siarki jeszcze dwukrotnie poważnie zagroził bramce Unii. Najpierw w 34 min z 13 m strzelał Gielarek, lecz trafił w sam środek bramki i J. Palej nie dał się zaskoczyć. Z kolei w 44 min po akcji lewą stroną Stalca, zakończonej dośrodkowaniem, piłkę w polu karnym opanował Podlasek, jednak z 7 m posłał ją ponad bramką. W pierwszej części meczu z kilku kontr przeprowadzonych przez gospodarzy najbliższa powodzenia była ta z 12 min, gdy po podaniu Kędziora w dogodnej sytuacji znalazł się Chrobak, który jednak chybił.
   W 56 min tarnowianie dwukrotnie stawali przed szansą na podwyższenie skromnego prowadzenia. Najpierw, po centrze Hołdy, zamykający akcję Wstępnik uderzył na bramkę, lecz golkiper Siarki zdołał sparować piłkę na rzut rożny. Po kornerze egzekwowanym przez Wstępnika, strzał głową z 7 m Babiarza obronił Tomczyk.
   Po zmianie stron goście grali coraz bardziej nerwowo, a na boisku dochodziło do spięć pomiędzy zawodnikami obydwu zespołów. W efekcie po jednej z takich sytuacji Podlasek zbyt żywiołowo zareagował na decyzję arbitra i ujrzał drugą żółtą kartkę, a w konsekwencji czerwoną. Teraz przyjezdni raz za razem nadziewali się na kontrataki Unii. Uderzenia Hołdy i Sebastiana Jarmuły mijały jednak cel, natomiast strzał Wstępnika zablokowali obrońcy Siarki Groźnie było pod bramką miejscowych w 69 min, gdy mocny strzał z 18 m Włocha nie bez trudu obronił J. Palej. Bramkarz "Jaskółek" w sobie wiadomy sposób zażegnał niebezpieczeństwo także w 81 min, gdy po podaniu Rybkiewicza w idealnej sytuacji znalazł się Antkiewicz. Pomocnik Siarki będąc w sytuacji sam nas sam uderzył z 8 m, a J. Palej instynktownie odbił piłkę na rzut rożny.
    JAROSŁAW BODUCH

Jak padła bramka

1-0

Tarnowianie przeprowadzili składną akcje lewą stroną boiska. Piłka trafiła do Hołdy, który po wymianie podań z K. Palejem uderzył z 8 m płasko po ziemi, nie dając żadnych szans Tomczykowi.

Zdaniem trenerów

   Zbigniew Kordela, Unia:
   - Różne rzeczy działy się na boisku, Nie brakowało ostrych spięć, agresji i determinacji zawodników, kartek w różnych kolorach oraz sytuacji bramkowych, ale na pewno nie było gry, która dawałaby satysfakcję. Należy się cieszyć jedynie z tego, że mimo wszystko taka gra dała nam trzy punkty.
   Michał Kozłowski, Siarka:
   - Jest to przykra porażka, zwłaszcza że z przebiegu gry wcale na nią nie zasłużyliśmy. Unia w pierwszej połowie stworzyła jedną sytuację, którą wykorzystała, i wygrała dzięki temu mecz. Przestrzegałem swoich zawodników, że Unia jest zespołem, który w sumie nic nie gra, a potrafi strzelać bramki i wygrywać mecze.
(JB)

Niedźwiedź bez pazurów

Niedźwiedź - Motor 0-2 (0-1)

   0-1 Maziarz 36 min
   0-2 Prędota 77 min
   Sędziował Mariusz Sitnicki z Opola. Żółta kartka Połomski. Widzów 100.
   Niedźwiedź: Matysiak - Pawelec, Grodzicki, Kurkiewicz - Płocha, Hajto (57 Szary), Burliga, Sadko, Bednarski (40 Wach) - Połomski, Sidełko.
   Motor: Sejud - Maciejewski, Garwoła, Ptaszyński (83 Ławecki) - Syroka, Palica, Stopa, Maziarz, Szynkaruk (79 Luty) - Prędota, Popławski.
   Piłkarze z Niedźwiedzia nie strzelili jeszcze gola w rundzie wiosennej. Ostatnim, który trafił dla tego zespołu w III lidze jest Paweł Grzebinoga, który w ostatniej jesiennej kolejce pokonał bramkarza Proszowianki. Grzebinogi jednak już w Niedźwiedziu nie ma, a jego następców ogarnęła snajperska niemoc. Wczoraj podopieczni Piotra Kocąba nie stworzyli okazji bramkowych zbyt wiele, ale mimo to dwa razy stanęli przed szansami niemal wymarzonymi. Jeszcze przy stanie 0-0 Burliga po podaniu Sadki znalazł się oko w oko z Sejudem, ale bramkarz Motoru obronił strzał oddany z najbliższej odległości. Z kolei w samej końcówce po błędzie Maciejewskiego sam przed bramkarzem lublinian znalazł się Połomski, ale pospieszył się z uderzeniem i Sejud znów był górą.
   Pomiędzy tymi dwiema sytuacjami to jednak przyjezdni byli wczoraj stroną dyktującą warunki. Szczególnie aktywni byli obaj zdobywcy bramek. Kilka razy wystawiali Matysiaka na ciężką próbę. Golkiper miejscowych co najmniej w dwóch sytuacjach (strzały z bliska Prędoty w 17 min i Maziarza z 73) może mówić, że uratował swój zespół przed utratą goli. Na niewiele się to jednak zdało, skoro siła rażenia Niedźwiedzia była prawie żadna. Z dwójki napastników aktywniejszy był Połomski, ale i on nie grzeszył skutecznością. (ALG)

Zdaniem trenera

   Piotr Kocąb, Niedźwiedź: - Zwycięstwo Motoru w pełni zasłużone. My mogliśmy zmniejszyć rozmiary porażki, ewentualnie szukać szans na remis, gdybyśmy w I połowie wykorzystali idealną sytuację. Artur Sejud pokazał jednak, że jest znakomitym bramkarzem. To potęga dla takiego zespołu jak Motor. Goście walczyli z determinacją. Do swoich graczy mam pretensje za niewykorzystane okazje. To, co mieli Burliga i Połomski trzeba koniecznie strzelić. W dodatku przy drugim golu potworny błąd popełnił Grodzicki i mecz był rozstrzygnięty. (ALG)

Jak padły bramki

0-1

Na środku pola karnego stojący tyłem do bramki Palica wycofał piłkę na 14 metr, a nadbiegający Maziarz płaskim strzałem przy lewym słupku pokonał Matysiaka

0-2

Piłkę otrzymał niepilnowany na prawej stronie Syroka. Wrzucił ją na pole karne, tam zagapił się Grodzicki i Prędota z woleja, lekko strzelił z 6 m do siatki.

Pewnie i z polotem

Nida Pińczów - Górnik Wieliczka 1-4 (1-2)

   1-0 Ciekalski 23 (karny)
   1-1 Gruszka 36 (karny)
   1-2 Włodarz 43
   1-3 Kusia 48
   1-4 Kusia 60
   Sędziował Robert Rosa z Katowic. Żółte kartki: Bączyk - Gruszka, Harłacz. Widzów 500.
   Nida: Baran - Głuc, Bączyk, Wołoszyn - Baliński (65 Stankiewicz), Sawczuk, Ciekalski, Pawłowski (52 Rechowicz), Francuz - Fidoriw (69 Osiński), Chlewicki.
   Górnik: Felsch - Harłacz, Mróz, Tyrka - Gruszka (87 Lelonek), Włodarz, Weinar, Musiał (81 Krauz), Kusia - Szczepański (46 Świstak), Kępski (89 Kutaj).
   Pewne zwycięstwo, drugie wiosną, odnieśli piłkarze Górnika. Początek meczu nie zapowiadał, że rozgromią rywali. Gospodarze, którzy wystąpili bez czterech czołowych zawodników: Kłosa, Miki, Jaworka i Madeja, dyktowali warunki gry. W 7 min, po ostrym dośrodkowaniu Francuza, o centymetry minął się z piłką w polu bramkowym Chlewicki, a nieco później tuż obok słupka strzelił Pawłowski. Po rzucie karnym Nida nawet prowadziła 1-0, ale zaraz po tym, jak Górnik, również z karnego, wyrównał, straciła animusz i zaraz straciła drugiego gola.
   Gospodarzy dobił błąd bramkarza Barana, którego oszukał Kusia zdobywając trzeciego gola. Z minuty na minutę z pińczowian uchodziło powietrze. Piłkarze z Wieliczki do końca meczu groźnie kontratakowali, zdobyli czwartą jedną bramkę, a okazje mieli jeszcze Włodarz, Harłacz i Kusia. (MAS)

Jak padły bramki

1-0

Po faulu Gruszki na Francuzie sędzia podyktował kontrowersyjny (zdaniem gospodarzy wślizg pomocnika Górnika był prawidłowy) rzut karny. Wykorzystał go Ciekalski.

1-1

Tym razem w polu karnym groźnie faulowany był Kusia. Podyktowany za to przewinienie Bączyka rzut karny pewnie wykorzystał Gruszka.

1-2

Bardzo ładna akcja Górnika. Akcję zainicjował Szczepański, podał do Musiała, ten piętą odegrał piłkę Włodarzowi, który z 16 m uderzył celnie w tzw. długi róg bramki.

1-3

Indywidualna akcja Kusi. Piłkarz Górnika ograł trzech rywali i zmylił bramkarza Nidy, który spodziewał się, że Kusia poda piłkę wzdłuż bramki. Ten tymczasem zdecydował się na strzał przy tzw. krótkim słupku, nie strzeżonym przez bramkarza rywali.

1-4

Powodzenie przyniosła jedna z kilku kontr Górnika. Akcję prawą stroną Kępskiego zakończył celnym strzałem Kusia.

Zdaniem trenera

   Krzysztof Szopa, Górnik: - Odnieśliśmy zasłużone zwycięstwo. Przez pierwsze 20 minut przeważała Nida, zdobyła nawet gola z karnego, podyktowanego według mnie niesłusznie. Miała jeszcze dwie okazje, ale po tym, jak ich nie wykorzystała straciła impet. Zaczęliśmy groźniej atakować i zdobywać bramki. Mogliśmy wygrać jeszcze wyżej, bo były jeszcze ku temu okazje.

Pogoń Staszów - Lewart Lubartów 2-1 (0-1)

   0-1 Kleszcz 2
   1-1 Dudek 60
   2-1 Adamczyk 73
   Sędziował Polak (Opole).**Żółte kartki: Kot, Kurek - Nowak, Machnikowski, Szajkowski. Czerwona kartka - Stachyra (85). Widzów 1000.
   
Pogoń: Stanek - Obiedziński, Lewandowski, Błauciak - Wołczek (72 Kurek), Kot, Kaczówka (29 Stachyra), Dudek (87 Dudajek), Trela - Baczyński, Wójcik (55 Adamczyk).
   
Lewart:** Baran - Okoniewski (78 Szajkowski), Machnikowski, Zagrodniczek, Nowak - Kleszcz, Brzozowski, Siczek, Pranagal - Klepacz (70 Kaczmarski), Sawa.

Jak padły bramki

0-1

Kleszcz urwał się prawą stroną i wbiegając w pole karne strzelił w stronę bramki Pogoni. Ku powszechnemu zaskoczeniu piłka wpadła do siatki.

1-1

Rafał Dudek uderzył precyzyjnie z 16 m.

2-1

Adamczyk okazał się najsprytniejszy w zamieszaniu podbramkowym. (MAS)
   Pracowity czas czeka III-ligowców. Na pewno nie będą mogli sobie pozwolić na majówkę w długi weekend, bo grają w środę i w czwartek (30 kwietnia i 1 maja), a zaraz potem w weekend (3-4 maja).
   30 kwietnia - 1 maja: Górnik - Hutnik (ś. 16.30), Proszowianka - Unia (ś. 17), Sandecja - Korona (ś. 17), Łada - Cracovia (czw. 17), Polonia - Pogoń (ś. 17), Siarka - Niedźwiedź (ś. 17), Motor - Nida (ś. 17), Stal - Lewart (czw. 20), pauzuje Skawinka.
   3-4 maja: Korona - Polonia (s. 17), Lewart - Górnik (n. 17), Cracovia - Sandecja (n. 16), Pogoń - Skawinka (n. 17), Proszowianka - Siarka (n. 17), Unia - Łada (s. 17), Hutnik - Motor (s. 17), Nida - Niedźwiedź (n. 17), pauzuje Stal Rzeszów. (M)
   20 - Ankowski (Cracovia)
   10 - Bania, Nowak (Cracovia)
   9 - Grad (Korona), Kępski (Górnik), Badowicz (Polonia), Hołda (Unia)
   8 - Rybkiewicz (Siarka), Frączek (Skawinka), Szczoczarz (Stal)
   7 - Giza (Cracovia), Gruszka (Górnik), Prędota (Motor), Chlewicki, Francuz (Nida), Policht (Sandecja), Kloc (Stal)
   6 - Jasiak, Kozieł (Hutnik), Świerad (Sandecja)
   5 - Brytan (Górnik), Makuch (Hutnik), Pidek, Zarczuk (Łada), Quaye (Polonia), Podlasek (Siarka)
    (BL)

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie