Szczęśliwy kraj

Redakcja
Zaiste: szczęśliwy to kraj, w którym książka jest tematem publicznej dyskusji, w którym literatura zaprząta umysły jakże wielu, wypychając z centrum zainteresowania politykę i jej mętne sprawy. Czy jednak na pewno?

Waldemar Bałda: O TYM SIĘ MÓWI

Księga wygląda imponująco: wielkie tomiszcze, ładnie wydane, rzetelnie oprawione. Ale jeszcze ważniejsza - i słusznie - jest jej treść: biografia wielkiego pisarza, wielkiego dziennikarza, znanego całemu światu reportera i reportażysty. Być może cała wrzawa, jaką ukazanie się tej pracy wywołało, to efekt makiawelicznego mistrza marketingu, wiedzącego, że nie sztuka napisać i wydać, sztuką jest sprzedać w satysfakcjonującej ilości. Tego wykluczyć nie można.

Ale jeśli odrzucić chęć szukania drugiego dna - o co ten cały rejwach? Czy w rzeczy samej podyktowało go powstanie dzieła? Czy jego istotą jest analiza literackiego faktu i literackiej rzeczy? A zatem, czy to - jakże skądinąd budujące - potwierdzenie, iż mieszkamy w szczęśliwym kraju?

Chyba jednak nie. Dyskusja - burzliwa w skali bodaj niepamiętanej - tyczy się aspektów jakże politycznych: zawiedzionego zaufania, swoistego ojcobójstwa, życiorysowych haków i zwykłej ludzkiej słabości. Przywodząc na myśl pytania, stawiane już wieki temu chociażby we Francji, której przydarzył się subtelny poeta z bandycką przeszłością: czy można zachwycać się dziełem autora niezbyt pomnikowego, czy można postrzegać dzieło jako samoistny byt - bez związku z czynami jego twórcy?

To nie pierwsza taka dyskusja. Szarpano kiedyś (zajmującego się tą samą, co Kapuściński, dziedziną: reportażem literackim) Melchiora Wańkowicza. Że pazerny na pieniądze, że w poglądach niestały, że dopasowywał rzeczywistość do koncepcji, że swobodnie żonglował faktami. I co? Dopóki nie wyparli go inni pisarze i nie przysypała niepamięć, bił rekordy poczytności, a podszytą gawędziarstwem kresowym prozą ludzie się zachwycali. Nikogo nie obchodziło, czy był piłsudczykiem czy demokratą, ani czy kolegował się z członkami partyjnej nomenklatury czy nie.

Więc chyba nie taki ten kraj szczęśliwy. Owszem, dyskutuje o książce - ale nie o dziele, jeno jego autorze; piszącym na dodatek też nie o dziełach, lecz o tym, który je tworzył. I to nie z zachwytem, że pomimo różnych ograniczeń - także życiorysowych - wzniósł się ów w nich na niebosiężny poziom, a z satysfakcją, iż nie był święty.

Jakież to nasze. Jakież nasze...

Smutne.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie