Szczyt Rosja - USA w Helsinkach. Spotkanie Donalda Trumpa z...

Szczyt Rosja - USA w Helsinkach. Spotkanie Donalda Trumpa z Władimirem Putinem nie musi skończyć się fiaskiem

Władisław Inoziemcew

Polska

Aktualizacja:

Polska

Źródło: RUPTLY

Podczas szczytu Donald Trump powinien wykorzystać swą umiejętność zaskakiwania i zaproponować Putinowi coś, czego może nie będzie mógł spełnić natychmiast, ale co z pewnością znajdzie oddźwięk u jego rosyjskiego odpowiednika.
Wraz ze zbliżaniem się szczytu USA-Rosja w Helsinkach, wyparowują nadzieje na uzyskanie przełomu. Coraz więcej ogólnie szanowanych analityków doradza Amerykanom, by „powściągnęli ambicje” (think small) skupiając się na „szczegółach”. I oczywiście zajęli „odważne oraz twarde” stanowisko wobec Putina.

Nie jestem wielbicielem żadnego z obu polityków. Mimo to sądzę, że w podczas szczytu wciąż mają oni możliwość uzgodnienia zmiany kierunku globalnej polityki.
Jednak aby osiągnąć ten cel, strona amerykańska musi w pełni wykorzystać dwa czynniki. Po pierwsze, „nieprzewidywalność” Trumpa. Po drugie to, jak ocenia siebie sam Putin. A zatem - think big. Podczas rozmów Amerykanie winni omijać trudne zagadnienia i pokazywać gotowość do ustępstw w zamian za zmianę kursu Rosji.

Dla Trumpa i jego doradców rzeczą kluczową pozostaje uświadomienie sobie kilku prostych i oczywistych kwestii dotyczących Putina jako człowieka, który gorąco wierzy, że jest największym mężem stanu i strategiem. Osoby, która nigdy nie zmienia swoich decyzji i nie wycofuje z tego, co osiągnęła. Putin żyje w świecie dziewiętnastowiecznej Realpolitik - wychwala suwerenność swojego kraju i „twardą siłę”. W istocie chce on pojedynczo rozmawiać z przywódcami światowymi w celu rozwiązywania problemów globalnych. Można powiedzieć, że takie podejście kłóci się z rolą, jaką Rosja faktycznie odgrywa w dzisiejszym świecie, ale mówimy o dyplomacji, która winna uwzględniać znacznie więcej niż nagie fakty i chłodne dane statystyczne.

Dlatego proponuję, aby podczas szczytu prezydent USA w pełni wykorzystał swoją umiejętność zaskakiwania i zaproponował Putinowi coś, czego może nie będzie mógł spełnić natychmiast, ale co z pewnością znajdzie oddźwięk u jego rosyjskiego odpowiednika.

Przede wszystkim chciałbym, żebt zaproponował odrzucenie całej części debaty mogącej dotyczyć kryzysu ukraińskiego. Putin nie ma tu nic nowego do powiedzenia. Nie chce się cofnąć i uważa, że niezależna Ukraina to wytwór historycznego zamętu. Trump mógłby na samym początku rozmów oświadczyć, że problem jest na tyle drugorzędny i nieistotny, iż można go omówić, kiedy - i jeśli - wyjaśni się kwestie najważniejsze. Samo takie posunięcie „unicestwi” całą „podstawową agendę” przygotowaną na szczyt przez stronę rosyjską.

Po drugie, Trump może „obrócić na swoją korzyść” to, co wcześniej mówił na temat NATO i UE, oświadczając, że chce rozmawiać o polityce globalnej, gdzie Europa nie stanowi czynnika rozstrzygającego. Takie podejście zaimponowałoby Putinowi i udowodniło mu, że rozmawia z „prawdziwym” [@realDonaldTrump] Trumpem, o czym marzył po jego wyborczym zwycięstwie w listopadzie 2016 r. „Wielki projekt”, jaki USA mogą zaproponować Rosji, polegałby na tym, by strony zapomniały o zimnowojennym podziale na Wschód i Zachód, a pomyślały o zjednoczonej Północy obejmującej Stany Zjednoczone, Rosję i Unię Europejską lub nawet - Japonię. Północy mogącej stać się najważniejszym graczem wojskowym, gospodarczym i technologicznym świata. Byłbym głęboko zaskoczony, gdyby okazało się, że nie na tym właśnie polega najśmielsze marzenie Putina.

Po trzecie, kolejne wielkie posunięcie mogłoby dotyczyć radykalnej zmiany głównego punktu ciężkości przyszłej współpracy - zapominamy o Ukrainie, Syrii, a nawet Europie, aby „przekierować” wysiłki w stronę rejonu Pacyfiku. Moskwa poprzez swoją doktrynę „piwotu na Wschód” zadeklarowała, że obszar ten stanowi główny punkt jej zainteresowań. Trump może tu zaoferować partnerstwo USA w rozwoju rosyjskiego Dalekiego Wschodu. A także pomoc w wypracowaniu „uczciwego porozumienia” Rosji z Japonią, które doprowadziłaby do traktatu pokojowego między Moskwą i Tokio oraz do zgody w sprawie Wysp Kurylskich.

Co w zamian? Długookresowy, skierowany przeciw Chinom, sojusz USA i Rosji. Sądzę, że ten typ myślenia znalazłby oddźwięk na Kremlu. W Moskwie panuje bowiem wszechobecne poczucie, że Chiny traktują ją jak mniejszego, a nie równego, partnera i że w tym względzie sprawy mogą potoczyć się jeszcze gorzej.

Po czwarte, Trump może poczynić znaczne ustępstwa w sprawie Syrii, faktycznie pozwalając Putinowi robić tam wszystko, co chce pod jednym wszakże warunkiem - pozbycia się Irańczyków i sprawowania kontroli nad terytorium Syrii. Takie ustalenia dostarczyłyby formalnych gwarancji Izraelowi w kwestii zdarzających się incydentów granicznych, a jednocześnie wciągnęły Rosję w długotrwały i kosztowny konflikt przynoszący raczej iluzoryczne korzyści. Jednak Putin - przynajmniej na samym początku - z pewnością nie miałby nic przeciwko takiej propozycji.

Ważne jest jedno - wszystkie powyższe propozycje w ten czy inny sposób wiążą się z wcześniejszymi poczynaniami i wypowiedziami Trumpa. Amerykański prezydent naprawdę chce zapobiec wzrostowi roli Chin. Naprawdę wątpi w zdolności Unii Europejskiej do działania. W istocie potrzebuje silnego sojusznika podzielającego jego poglądy geopolityczne. Propozycje - nawet w jakiś sposób poprawione - mogą prowadzić do zmiany całej rosyjskiej polityki. Dodajmy, że tylko wtedy, gdy Rosjanie zaczną korygować jej kierunek oraz zaangażują w dialog na temat najważniejszych kwestii geopolitycznych, nadejdzie czas debaty na temat Ukrainy i rozwiązywania jej problemów.

Największy błąd popełniony „zbiorowo przez Zachód” w jego relacjach z Moskwą w ostatnich latach polegał na ich „reaktywnym” charakterze. Zarówno USA, jak i Europa po prostu próbowały reagować na działania Rosji, a nie przedstawiać własnych, odważnych inicjatyw. Wraz z wyborczym zwycięstwem Trumpa świat zachodni zyskał polityka potrafiącego zaskakiwać. Niewykorzystanie tego „czynnika” podczas szczytu w Helsinkach równałoby się politycznej plajcie.

Władisław Inoziemcew jest politologiem, doktorem ekonomii, dyrektorem moskiewskiego Centrum Badania Społeczeństwa Postindustrialnego oraz pracownikiem naukowym Polskiego Instytutu Studiów Zaawansowanych

Tłumaczenie: Zbigniew Mach

"Powinni działać dla dobra całego świata, ale nie mają takiego zamiaru". Protest w Helsinkach przed spotkaniem prezydentów USA i Rosji


POLECAMY:


Komentarze (3)

Dodajesz komentarz jako: Gość

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Liczba znaków do wpisania:

zaloguj się

Autor komentarza nie dodał zdjęcia
Coś dużego i coś małego !

hańba i zdrada (gość)

Zgłoś naruszenie treści

To mamy w solidarnej Polsce ! Duży zamek w Stobnicy i małe 500+ dla narodu co odbudował kraj i wytworzył narodowy majątek który trafił solidarną transformacją pod strzechy zamków, pałaców, willi

Autor komentarza nie dodał zdjęcia
Koń by się uśmiał!

podatnik (gość)

Zgłoś naruszenie treści / 2 / 1

Skoro ostatnio czasowy mieszkaniec pałacu prezydenckiego podobno został zaproszony przez Trump'a na rozmowę w cztery oczy to nie mógł postawić sprawy jasno jak Trump nie wymusi na Putinie zwrotu...rozwiń całość

Skoro ostatnio czasowy mieszkaniec pałacu prezydenckiego podobno został zaproszony przez Trump'a na rozmowę w cztery oczy to nie mógł postawić sprawy jasno jak Trump nie wymusi na Putinie zwrotu wraku to nie zrobimy z PRL'u bis kibucu?zwiń

Autor komentarza nie dodał zdjęcia
??/

konrad (gość)

Zgłoś naruszenie treści / 2

Skoro Trump i Putin są zgodni że UE to nieporozumienie i szkodliwy twór to jakiś punkt zaczepienia mają wspólny.

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

Polecamy

Wideo