18+

Treść tylko dla pełnoletnich

Kolejna strona może zawierać treści nieodpowiednie dla osób niepełnoletnich. Jeśli chcesz do niej dotrzeć, wybierz niżej odpowiedni przycisk!

Szlakiem niezwykłych rzeźb

Redakcja
Nagrobki w Bruśnie Starym Fot. autor
Nagrobki w Bruśnie Starym Fot. autor
Udostępnij:
Wycieczka od cmentarza do cmentarza? Hm... Fakt: brzmi to trochę makabrycznie. Ale w istocie nic w tej propozycji zdrożnego: taka wycieczka to okazja prześledzenia zjawiska unikatowego, osobliwości wyjątkowej.

Nagrobki w Bruśnie Starym Fot. autor

ROZTOCZE. Wielu historyków sztuki twierdzi, że w Europie niewiele jest piękniejszych wiejskich nekropolii

To możliwość zapoznania się z wciąż imponującym dorobkiem nieistniejącego od przeszło półwiecza bruśnieńskiego ośrodka kamieniarskiego.

Thamze iesth gora

Kiedy się zaczęło eksploatowanie wapieni i piaskowców w Bruśnie Starym oraz okolicznych wsiach, nikt nie jest w stanie precyzyjnie określić. Pierwsza znana informacja pochodzi z dokumentów lustracyjnych z 1565 roku: "Thamze iesth gora, w którey kamienie młyńskie łamyą, a tich mistrzow, ktorzi łamyą kamyenie, iesth trzey, dawaią do zamku kamien dziesiątki".

Zamkiem, na który znani z imion kmiecie Sawka i Steczko oraz zagrodnik Steczko, dostarczali swoje wyroby, była siedziba starosty w Lubaczowie. Od razu warto zaznaczyć, że w sąsiedztwie nieistniejącej warowni - w dawnym spichlerzu dworskim - mieści się dziś Muzeum Kresów, placówka, wielce zasłużona dla zachowania pamięci o bruśnieńskich rękodzielnikach.

Przez lata wiejscy kamieniarze, wydobywający z odkrywek łomy łatwego do obróbki surowca, wykonywali z niego elementy architektoniczne (jak kamienie młyńskie i żarna, brusy, osełki, słupy ogrodzeniowe, blaty stołów, portale, obramowania okien, stopnie schodów) oraz wytwarzali budulec (ciosy, łupane odłamki, wapno palone), z czasem jednak zaczęli się specjalizować w wyrobach o cechach artystycznych. Początkowo były to krzyże, stawiane zazwyczaj na rozstajach, kiedy zaś pojawiło się zapotrzebowanie - masowo wytwarzano pomniki nagrobne, od najprostszych aż po bardzo wyszukane.

Rzemiosłem takim zajmowało się wiele rodzin; jesienią gromadzono zapasy kamienia, przez zimę wykuwano z niego wszystko to, co dało się sprzedać, na wiosnę wyjeżdżały w wielodniowe tury załadowane towarem furmanki, zaopatrujące przede wszystkim targi. Handlowcy byli wielce ruchliwi: po dziś dzień nagrobki, krzyże, płaskorzeźby i pełne rzeźby, zdradzające podlubaczowskie pochodzenie, można znaleźć na obszarze między Lwowem, Zamościem, Rzeszowem i Beskidem Niskim oraz Bieszczadami. Im bliżej gór, tym jest ich mniej; to jednak oczywiste, bo monopol w tamtych okolicach dzierżyli kamieniarze przede wszystkim z Bartnego i okolic.

Familie i indywidualiści

Artystyczne kamieniarstwo od drugiej połowy XIX wieku było sposobem na życie wielu rodzin, niekiedy - wręcz dynastii. Kuźniewiczowie, Lubyccy, Birnbachowie, Podgóreccy (Pidhoreccy), Zaborniakowie, Dusiowie - całe rody parały się tym rzemiosłem. Nikt nie miał przed nikim tajemnic; rozwiązania, zastosowane przez jednych, podchwytywali inni. Nie można jednak powiedzieć, aby dzieła te miały charakter produkcji taśmowej - o to dbały jednostki wybitne, które samodzielnie przeszły drogę od rzemiosła do artyzmu.

Pierwszym był Wasyl Gudz (1867-1936), pochodzący z Sieniawki pod Lubaczowem samouk. W odróżnieniu od innych, którzy tworzyli w duchu estetyki ludowej, on odkrył dla siebie zasady klasycyzmu - i swoje wizje dopasowywał do nich. Pozostawił bogaty dorobek (choć w przypadku artystów z bruśnieńskiego kręgu sygnowanie prac nie było bynajmniej zwyczajem częstym), a o jego kunszcie łatwo się przekonać, odwiedzając świątynię rzymskokatolicką w Lubaczowie: rzeźba bł. Jakuba Strzemię, której jest autorem, dekoruje bramę wejściową na kościelny grunt.
Jeszcze wybitniejszym artystą był Grzegorz Kuźniewicz z Brusna, znany też jako Hryć Kuźnewycz (1871-1948). Wyjątkowo utalentowany, trafił w młodym wieku do Lwowa, gdzie uczył się fachu w Państwowej Szkole Przemysłowej i praktykował w zakładzie Juliana Markowskiego, a jakby tego było mało - w celu doskonalenia warsztatu wyjechał jeszcze na trzy lata do Włoch i na pięć do Stanów Zjednoczonych. Pomimo sukcesów nie osiadł na obczyźnie, lecz wrócił do rodzinnej wsi i otworzył przed znajomymi oraz sąsiadami szersze horyzonty. Kuźniewicz był prekursorem eleganckiej lekkości rzeźb, on nauczył innych kształtować luźne szaty posągowych postaci i dekorować je draperiami; on też wprowadził do prostej i dosłownej stylistyki alegorie, symbole, imitacje faktury surowego drewna.

Kuźniewicz - wysiedlony po II wojnie jako Ukrainiec do ZSRR i zmarły koło Lwowa - pozostawił po sobie piękny pomnik w Horyńcu-Zdroju. Ufundowano go w 10. rocznicę walk polsko-ukraińskich; przedstawia śmiertelnie znużonego żołnierza polskiego, siedzącego u stóp kolumny - z której orzeł wzbija się do lotu. Ciekawe, co myślał o swoim dziele autor - poczuwający się przecież do narodowości ukraińskiej...

Wysoko ceniony jest też Michał Pudełko z Chlewisk (1908-1991), przedwojenny absolwent Państwowego Instytutu Sztuk Plastycznych we Lwowie, dyplomowany na Wydziale Rzeźby ASP w Warszawie, który przez lata był dyrektorem liceum plastycznego w Nałęczowie.

Kres tradycji

Brusno Stare, Brusno Nowe, Werchrata, Radruż, Ruda Różaniecka, Płazów, Deutschbach (inaczej: Polanka Horyniecka) - wszystkie te miejscowości, określone zbiorczo przez etnologów jako bruśnieński ośrodek kamieniarski, przestały de facto istnieć po II wojnie światowej, kiedy porządkujący strefę przygraniczną podwładni Stalina zarządzili przesiedlenie grekokatolików na Ukrainę. Niezliczone warsztaty przydomowe przestały istnieć; przetrwało kilka, zwyczajem owych lat - gnębionych jednak jako relikty prywatnej inicjatywy.

Nieliczni kamieniarze próbowali jeszcze szczęścia pod szyldem spółdzielców, firma jednak, jaką założyli, szybko wyspecjalizowała się w dostarczaniu przemysłowi budowlanemu surowca - głównie kruszywa (później zresztą kopalnię przejął Rejon Eksploatacji Kamienia w Rzeszowie). Wtedy też użytkowany od czterech przynajmniej stuleci kamieniołom został zdewastowany jako miejsce pozyskiwania materiału rzeźbiarskiego: wprowadzono odstrzeliwanie łomów dynamitem, a to prowadziło do powstawania pęknięć w i tak miękkich warstwach. Coraz trudniej było o bryły wapienia i piaskowca, nadające się do artystycznej obróbki.

Epigon

Wiedział o tym dobrze Henryk Janczura z Lubaczowa, potomek tatarskiego rodu herbu Aksak, klasyczny duch niespokojny. Były elektryk, kolejarz, fotograf i rzeźbiarz-amator (ale w drewnie) odkrył dla siebie bruśnieńską sztukę podczas penetracji terenu, prowadzonych dla Polskiego Towarzystwa Historycznego. Odkrył - i uległ urokowi.
Przez wiele lat przemierzał Lubaczowszczyznę wszerz i wzdłuż, zwiedzał cmentarze, analizował rzeźby, szukał w nich zarówno cech wspólnych jak i odmienności. W końcu, gdy zgłębił istotę bruśnieńskiego warsztatu, sam przystąpił do tworzenia. Miał poważne osiągnięcia, jego prace trafiły do zbiorów muzealnych i prywatnych kolekcji; niestety, nie doczekał się pieniędzy. Ludzie woleli jednak garnirować ogródki i podjazdy do posesji plastikowymi szkaradzieństwami zamiast wydać o parę złotych więcej na unikatowe ozdoby o niewątpliwych wartościach artystycznych.

Janczura snuł piękne plany. Marzyło mu się utworzenie w nieczynnych zabudowaniach kamieniołomu całorocznych pracowni rzeźbiarskich, planował wprowadzenie rzeźbiarstwa do programu nauczania Zespołu Szkół Zawodowych w Lubaczowie. Pomimo poparcia władz samorządowych, Stowarzyszenia "Edukacja dla Rozwoju", Powiatowego Centrum Kultury i Sportu, Stowarzyszenia Twórców Ludowych Ziemi Lubaczowskiej okazało się, że jak zwykle: gdy wszyscy chcą dobrze, nic z tego nie wyjdzie...

Po Janczurze, zmarłym przedwcześnie (1948-2005), zostało sporo prac - zarówno sakralnych (np. posągi św. br. Alberta i s. Bernardyny na fasadzie horynieckiego kościoła franciszkanów) jak i użytkowych: fontanna i ławki w Uzdrowisku Horyniec, zgodny z zasadami heraldyki herb, zdobiący odnowiony ratusz w Lubaczowie, domowe kominki - każdy inny.

Dorobek tego - jak sam się skromnie określał: ostatniego epigona sztuki bruśnieńskiej - szczęśliwie nie poszedł na marne. Jego prace ma Muzeum Kresów, jego ustalenia dobrze zna najwybitniejszy znawca tej kamieniarki, lubaczowski muzealnik Janusz Mazur, kontynuatorem jego sztuki jest też najmłodszy syn, Ambroży Józef Mirza Janczura.

Gdzie ich szukać?

Z obejrzeniem tych wyjątkowych prac nie ma najmniejszych problemów. Zaczynać wypada - co oczywiste - od Muzeum Kresów w Lubaczowie (zwłaszcza, że przed rokiem wydano w nim świetny album "Kresowe dziedzictwo: kamieniarstwo bruśnieńskie", który nieznającym terenu odda nieocenione przysługi), potem warto zobaczyć sztandarową pracę Wasyla Gudza przy wejściu do nieodległego kościoła - a następnie można jechać, gdzie komu się zamarzy. Wszędzie bowiem, w promieniu wielu kilometrów, zachowane są te dzieła: i na poboczach dróg, i na cmentarzach (przeszło osiemdziesięciu!). Wyróżnia je charakterystyczna (czasem spatynowana przez czas, deszcze i wiatry) biel; nie można się pomylić.

Koniecznie jednak należy odwiedzić Brusno Stare - czyli miejsce, gdzie wszystko się zaczęło: z wielkiej urody, skrytym w głębi lasu, cmentarzem, pełnym znakomitych nagrobków; wieś nie istnieje, bo po wysiedleniach nie znaleziono chętnych do zamieszkania na pustkowiach. W Bruśnie Nowym nekropolia - niemniej ciekawa - także jest, położona nieopodal drewnianej (ustawicznie remontowanej i, niestety, nieużytkowanej przez żadne z wyznań) cerkwi z 1676 (albo 1713; w zależności od źródeł podawane są różne daty). Warto też zajrzeć do kamieniołomu; jeśli akurat nie zagnał się tam nikt, kto potrzebuje kruszywa do utwardzenia drogi względnie wapna albo odłamków głazów, sposobnych np. do podmurówek czy ogrodzeń, cisza, jaka tam panuje, warta jest wielkich pieniędzy.
A poza tym? Basznia Dolna, Basznia Górna, Chotylub, Cieszanów, Dachnów, Dąbków, Dziewięcierz, Gorajec, Horyniec-Zdrój, Huta Kryształowa, Huta Różaniecka, Huta Stara, Krowica Hołodowska, Lipsko, Lisie Jamy, Łówcza, Łukawiec, Narol, Nowe Sioło, Nowy Lubliniec, Oleszyce, Opaka, Płazów, Podemszczyzna, Podlesie, Potylicz, Radruż, Sieniawka, Stare Sioło, Stary Dzików, Szczutków, Werchrata, Wielkie Oczy, Wólka Krowicka, Załuże, Żuków - w każdej miejscowości (nie tylko zresztą spośród tu wymienionych) można natknąć się na dzieła bruśnieńskich mistrzów.

Waldemar Bałda

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Materiał oryginalny: Szlakiem niezwykłych rzeźb - Dziennik Polski

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej Dziennik Polski
Dodaj ogłoszenie