Sztamajza

Redakcja
MACIEJ RADWAN RYBIŃSKI

Felieton ściśle tajny

MACIEJ RADWAN RYBIŃSKI

Felieton ściśle tajny

Jeszcze parę lat temu UOP chciał badać nastroje w zakładach pracy. Teraz ma się zajmować obyczajami seksualnymi i skłonnościami konsumpcyjnymi sędziów.

My, Polacy, mamy wciąż zgryzoty w związku z archiwami dawnej Służby Bezpieczeństwa. Niemcy mają natomiast zabawę. Sytuacja jest więc odwrotna niż wynikałoby to z potocznych przekonań o charakterze narodowym.
Ostatnio w Berlinie Wschodnim znaleziono dokumentację operacji Tarantula, przeprowadzonej w ostatnich latach istnienia NRD. Wszystko zaczęło się 11 września 1986 roku od donosu IM (nieformalnego współpracownika) o kryptonimie August Naumann. Szpicel Naumann poinformował Stasi, że jego sąsiad, korespondent tygodnika "Der Spiegel" w NRD Ulrich Schwarz, nie rozstaje się z tajemniczym urządzeniem. Jest to przedmiot wyglądający jak zwykła sztamajza, długości 50 - 60 centymetrów, koloru miedzi. Schwarz nosi ją zawiniętą w papier, tak że widać tylko oba końce.
 Porucznik Hubrich, do którego dotarł donos, poinformował o podejrzanym zachowaniu zachodniego korespondenta swego przełożonego, majora Menge. Obaj oficerowie doszli do wniosku, że sztamajza to nic innego, tylko kontener - w żargonie Stasi skrytka, służąca do transportu tajnych papierów i mikrofilmów.
 Zarządzono dokładną obserwację, a operacji służącej wyjaśnieniu przeznaczenia sztamajzy nadano kryptonim Tarantula. Okazało się, że istotnie - Schwarz nie rozstaje się ze sztamajzą. Rano wychodzi z domu z łomem opakowanym w gazetę, wkłada go do bagażnika samochodu "Volvo" i jedzie do biura, mieszczącego się na 16 piętrze wieżowca w alei Lenina numer 175.
 "Schwarz podszedł do drzwi domu, otworzył je nogą. Pod pachą niósł szary karton z nadrukiem reklamowym piwa Carlsberg, w drugim ręku miał teczkę i osławioną sztamajzę" - raportował jeden z obserwatorów. Generał - pułkownik Stasi, Gunther Kratsch wydał polecenie: "Otoczyć wroga, zdemaskować go, przeciąć jego kanały informacyjne i uniemożliwić dywersyjne działania w kręgu osób nastawionych wrogo do NRD".
 Do tego zadania wyznaczono pół tuzina osób, przy czym troje z nich: IM Raimund oraz IM Franziska i IM Erich, występujący wspólnie jako IM Eheppar (Małżeństwo) miało tylko jeden cel - wyjaśnienie zagadki sztamajzy.
 IM Raimund, mechanik samochodowy, który mieszkał kilka pięter poniżej biura "Spiegla" w tym samym domu, został wysłany do Schwarza pod pretekstem uzyskania kopii tekstów o katastrofie w Czarnobylu, opublikowanych w tygodniku. Raimund poszedł, dostał kopie, niczego się nie dowiedział o sztamajzie, natomiast w notatce służbowej nie ukrywał, że uległ urokowi bezpośredniości, otwarcia i gotowości do pomocy pracowników biura. To tak oburzyło porucznika Hubricha, że stanowczo przypomniał szpiclowi, iż "za taką maską ukrywa się wróg klasowy". Para małżeńska Franziska i Erich zaprzyjaźniła się nawet na polecenie Stasi z korespondentem i jego rodziną, razem chodzili do teatru i jeździli na wycieczki, ale nie zdołali niczego ustalić w palącej sprawie sztamajzy.
Do biura "Spiegla" dostęp miała firma, zajmująca się sprzątaniem pomieszczeń przedstawicielstw zagranicznych, która była oczywiście częścią Stasi. U Schwarza sprzątali agenci o kryptonimach Dietrich i Hansi, którzy zawartość kubłów i koszy na śmieci przekazywali przełożonym. Byli także zobowiązani do składania raportów o tym, co widzieli. 28 listopada 1986 roku Hansi raportował, że "na biurku Schwarza stoi kartka pocztowa ze zdjęciem kościoła Dobrego Samarytanina i tekstem Z przyjacielskimi pozdrowieniami od pastora Eppelmanna.
 O sztamajzie natomiast obaj agenci nie mieli nic do powiedzenia - Schwarz się z nią nie rozstawał i strzegł jej jak oka w głowie. Stasi postanowiła wobec tego założyć w biurze Spiegla podgląd i podsłuch, aby wyjaśnić tajemnicę sztamajzy. Żeby założyć podgląd, należało uzyskać dostęp do sąsiedniego mieszkania, zajmowanego przez wdowę po dentyście. Stasi zrobiła wszystko, aby przeprowadzić wdowę gdzie indziej, ale starsza pani tak się uparła, że sztuka się nie udała nawet wszechwładnej służbie bezpieczeństwa.
 Ograniczono się wobec tego do podsłuchu, nagrywano wszystkie rozmowy i telefony, sztab stenografów przepisywał to wszystko i przekazywał do analizy, ale o sztamajzie nikt nic nie mówił. To naturalnie pogłębiało podejrzenia, że jest to przedmiot niezwykle dla Schwarza ważny, stanowiący równocześnie niebywałe zagrożenie dla bezpieczeństwa NRD. Przy pomocy agentów, nocą, sporządzono dokładną listę inwentarzową biura, ilustrowaną zdjęciami. Znalazły się na niej 183 pozycje, wśród nich żelazko i zegar do gotowania jajek, ale sztamajzy nie było. Dziennikarz zabrał ją, jak zwykle, do domu.
 I tak mimo szeroko zakrojonej i bardzo kosztownej operacji Tarantula wschodnioniemiecka służba bezpieczeństwa nie dowiedziała się aż do upadku komunizmu - do czego służyła korespondentowi "Spiegla" sztamajza. Dopiero teraz, kiedy odkryto i opublikowano akta operacji Tarantula, Schwarz wyjaśnił, dlaczego bez przerwy chodził z łomem. Winda w domu przy Leninallee ciągle się psuła. Drzwi nie chciały się otwierać, a uwięzieni godzinami czekali na przybycie mechaników. Drzwi windy można było jednak otworzyć od wewnątrz siłą, jeśli się miało oczywiście odpowiednie narzędzie. Dlatego kupił sztamajzę i bez niej nigdy nie wsiadał do windy.
Jest to bardzo ładna anegdota o czekistowskiej mentalności. Z Polski znam tylko jedną na odpowiednim poziomie. Opowiadał ją Edmund Osmańczyk. Rzecz działa się w czasach stalinowskich. Bolesław Bierut wybierał się pociągiem do Wrocławia, co było otoczone ścisłą tajemnicą ze względu na obawy przed zamachem. W przeddzień wyjazdu do Bieruta zadzwonił Osmańczyk, powiedział, że chce też pojechać do Wrocławia i stawi się na dworcu. Po czym odłożył słuchawkę.
 Zdenerwowany Bierut nakazał UB odnalezienie Osmańczyka, aby się dowiedzieć, skąd wie o tajnym wyjeździe. Wieczorem u Bieruta zameldował się wysoki rangą ubek i zakomunikował: - Nie możemy odnaleźć posła Osmańczyka, ponieważ poseł Osmańczyk się nie ukrywa. Gdyby poseł Osmańczyk się ukrywał, znaleźlibyśmy go od razu, ponieważ znamy wszelkie sposoby ukrywania się. Sposobów nieukrywania się nie znamy.
 Jestem pewny, że w archiwach UB i SB leży materiał na opowieści nie mniej zabawne niż ta o sztamajzie. Że są sterty papierów, mogących służyć nauce, przestrodze, a i rozrywce. Ale wciąż nie możemy ich poznać, bo ciągle stanowią tajemnicę państwową demokratycznej Polski. Pojedyncze papiery wyłażą z administrowanych przez UOP archiwów z bólami porodowymi albo trzeba je wyciągać kleszczami. Wcale nie dlatego, że UOP-em rządzi Walendziak, albo Krzaklewski, tylko dlatego, że UOP nadal zbyt mało różni się od SB. Jeszcze parę lat temu UOP chciał badać nastroje w zakładach pracy. Teraz ma się zajmować obyczajami seksualnymi i skłonnościami konsumpcyjnymi sędziów. Nie zdziwiłbym się, gdyby agenci UOP zaobserwowali, że któryś z sędziów chodzi ze sztamajzą.
 Wydaje mi się, że do ostatecznego pogrzebu SB nie wystarczy przekazanie archiwów Instytutowi Pamięci Narodowej. Trzeba jeszcze rozpędzić UOP, który jakoś nie może przestać być policją polityczną. Polsce potrzebny jest normalny, cywilizowany wywiad i kontrwywiad. UOP to sztamajza, która wisi nad naszymi głowami.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie