Szybki powrót wiślaków

Redakcja
Udostępnij:
Reprezentanci Polski w towarzyskim meczu z Belgią, który w środę został rozegrany w Szczecinie, piłkarze Wisły: Maciej Żurawski, Kamil Kosowski i Arkadiusz Głowacki już wczoraj przed południem zjawili się w klubie. Czasu na sen nie mieli za wiele, bo dopiero o 2 w nocy dotarli, po czarterowym locie, do warszawskiego hotelu "Victoria", a już o 7.05 wyruszyli ekspresem do Krakowa. Dopiero jednak po tzw. roztrenowaniu i odnowie biologicznej mogli się udać do domów. Humor wiślakom dopisywał, bo należeli przecież do wyróżniających się zawodników drużyny narodowej.

Po meczu z Belgią

   - Czy gol strzelony Belgom umocni Pana pozycję w reprezentacji? - zapytaliśmy Macieja Żurawskiego.
   - Jeden mecz czy nawet zdobyta bramka niczego nikomu nie gwarantuje. Był to pierwszy i zarazem ostatni sprawdzian przed spotkaniem eliminacji mistrzostw Europy z San Marino. Trener Zbigniew Boniek chciał sprawdzić aktualną dyspozycję niektórych graczy, a przy okazji przetestować kilku nowych. Na tle klasowego rywala, jakim jest zespół Belgii, na pewno nie z gry, bo pozostawiała wiele do życzenia, ale z wyniku można być zadowolonym.
   - Gola strzelił Pan z podania Kamila Kosowskiego. Potwierdziło się, że stanowicie groźny, dobrze współpracujący duet.
   - Można się tylko cieszyć, że rozumiemy się także doskonale w reprezentacji. A przyszło nam przecież walczyć z dobrze poukładanymi Belgami. Co prawda, jako drużyna nie uniknęliśmy błędów, niecelnych podań, lecz jestem przekonany, że z San Marino będzie zdecydowanie lepiej.
   - Selekcjoner oszczędził siły Pana i Kamila Kosowskiego. Nie wyszliście na boisko po przerwie.
   - Zostało to wcześniej ustalone.
   - W ataku grał Pan z Arturem Wichniarkiem, którego podobnie jak Kamila Kosowskiego Jerzy Engel nie zabrał na mistrzostwa świata. Po raz drugi wystąpiliście razem w reprezentaji. Jak Pan to odebrał?
   - Poprzednio graliśmy razem kilka lat temu podczas turnieju w Tajlandii, ale znam go znacznie dłużej, bo mieszkał w Poznaniu. Jeżeli będziemy częściej spotykać się na boisku, to będziemy się coraz lepiej rozumieć. Konkurencja jest bardzo duża, są przecież także Paweł Kryszałowicz, Marcin Żewłakow i Emmanuel Olisadebe, który zdobył dużo bramek w reprezentacji. Wiem, że przez cały czas muszę rywalizować o miejsce w podstawowym składzie.
   - Ostatnio wyróżnia się Pan skutecznością. 9 goli w 5 z rzędu meczach to wyczyn godny uwagi.
   - To na pewno powód dużej satysfakcji, ale można powiedzieć, że to już historia, a przede mną kolejny mecz - ligowy z Groclinem Dyskobolią i muszę robić wszystko, aby podtrzymać dobrą passę.
   - Szefowie Hannover 96, którzy interesowali się Panem w maju, muszą pluć sobie w brodę, że nie ściągnęli tak skutecznego napastnika.
   - To ich problem, nie mój. Sprawa ta jest dla mnie zamknięta.
   Kamilowi Kosowskiemu trener Zbigniew Boniek wyznaczył w środę trochę inne zadania niż te, z których pomocnik musi się wywiązywać w Wiśle.
   - W klubie akurat gram z lewej strony, ale mogę wchodzić do środka, trener Boniek zrobił ze mnie tzw. półlewego pomocnika z możliwością poruszania się i po skrzydle, i w środku. Wielkich różnic, moim zdaniem, nie było - wyjaśniał Kamil Kosowski. - Przyznaję, że w środku jest większe zagęszczenie, ale udało mi się dobrze podać do Maćka Żurawskiego. Była jeszcze jedna okazja. Zdaję sobie jednak sprawę, że trzeba to ćwiczyć i doskonalić. Na pewno nasze drogi sportowe kiedyś się rozejdą, oby nastąpiło to jak najpóźniej. Mojego występu w Szczecinie nie rozpatrywałem pod kątem swojej absencji w mistrzostwach świata, tworzy się bowiem nowa drużyna i trzeba się skupić na rywalizacji o miejsce w niej. Staram się robić swoje, spokojnie pracować, nie zastanawiam się nad tym, kto mi zagraża. I tak ostatnie słowo należy do trenera.
   Tradycyjnie najbardziej małomówny był Arkadiusz Głowacki, który na samym początku zaznaczył, że nie będzie się wypowiadał na temat trenera, bo to trener jest od oceniania zawodników, a nie odwrotnie.
   - Linia obronna została przestawiona na trzech środkowych, których podstawowym zadaniem było bronienie dostępu do bramki.**I na tym skupialiśmy się. Na rozgrywaniu piłki, przesuwaniu. Żadnych schematów nie przećwiczyliśmy jeszcze - stwierdził jednak. - Nieźle współpracowało mi się z Bartkiem Karwanem, bo wracał do obrony i wspierał nas zgodnie z założeniami taktycznymi. Trochę gorzej było w drugiej połowie, po kilku zmianach. Piłka przekazywana pomocnikom, wracała do nas. Ciężko było się przebić przez środek. Z założenia miałem grać przez 45 minut i na to się nastawiłem, dlatego w końcówce zabrakło mi trochę tlenu.
Rozmawiał: JERZY SASORSKI

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Dziennik Polski
Dodaj ogłoszenie