Tajemnicza epidemia astmy wśród biegaczek narciarskich

Redakcja
Na igrzyskach w gronie najlepszych tylko Justyna Kowalczyk nie była astmatyczką... Fot. Jerzy Cebula
Na igrzyskach w gronie najlepszych tylko Justyna Kowalczyk nie była astmatyczką... Fot. Jerzy Cebula
Chore zawodniczki mogą korzystać z leków, które znajdują się na liście dopingowej. Astmatycy zażywają np. salbutamol, środek normalnie uznawany za doping. Powoduje on rozkurcz oskrzeli i poprawę wentylacji płuc. Stosowany jest m.in. w postaci aerozolu. Według najnowszych danych WADA (Światowa Agencja Antydopingowa) za doping uznawana jest dawka powyżej 1600 mikrogramów na dobę. Jednak tak dużą dawkę stosuje się wyłącznie przy ciężkim ataku astmy.

Na igrzyskach w gronie najlepszych tylko Justyna Kowalczyk nie była astmatyczką... Fot. Jerzy Cebula

POBOCZA SPORTU. Według Justyny Kowalczyk około 90 proc. czołowych biegaczek narciarskich to astmatyczki.

Od 1 stycznia 2010 r. funkcjonują nowe przepisy, zgodnie z którymi zawodnik musi zgłosić tak zwany "protokół użycia zabronionej substancji" (w tym przypadku salbutamolu), musi podać nazwisko lekarza prowadzącego oraz wyniki testów.

- Lubię i cenię panią Justynę, ale w tym wypadku wypowiedziała się niekompetentnie - twierdzi prof. Jerzy Kruszewski, konsultant krajowy ds. alergologii. - Zanim zawodnik zostanie uznany za chorego, jest wielokrotnie i wszechstronnie badany. Nie chce mi się wierzyć, żeby międzynarodowemu Komitetowi Olimpijskiemu można było wcisnąć kit o chorobie, której nie ma.

Profesor wyjaśnia zasady działania leków w astmie.

- Podstawowymi lekami rozszerzającymi oskrzela stosowanymi w astmie oskrzelowej są Beta2-mimetyki wziewne działające krótko i długo. Salbutamol należy do tych pierwszych i stosowany jest doraźnie, celem przerwania napadów duszności. Ustąpienie skurczu oskrzeli następuje już po pięciu minutach.

Dodaje, że jego zdaniem stosowanie takich leków przez osoby zdrowe mija się z celem.

- U człowieka zdrowego - powiada - oskrzela są maksymalnie rozszerzone przy wdechu i więcej się nie rozszerzą. Lek, który pomaga astmatykom (np. Otylii Jędrzejczak), nie zadziała u osoby zdrowej.

Dlaczego wśród sportowców jest tak wielu astmatyków? Bo zimne powietrze, podobnie jak chlor, wzmaga ataki astmy, twierdzi prof. Kruszewski.

- Są odpowiednie testy, które wykluczają manipulację chorobą - mówi. - Ale jeśli istotnie zawodniczki są chore, należy im podawać leki, które umożliwią uprawianie sportu. Sportowiec może mieć cukrzycę, astmę, różnorakie kłopoty z sercem, ale z powodu choroby nie powinien był wyłączony ze sportu. Dlatego o ile jest to uzasadnione terapeutycznie, może używać leków, będących na liście środków dopingowych.

Powstaje jednak pytanie, dlaczego chory człowiek ma uprawiać sport wyczynowo?

Agnieszka M., od wielu lat chorująca na astmę, mówi, że dzięki nowoczesnym lekom rzeczywiście może uprawiać sporty. Jeździ na rowerze, gra w siatkówkę i chodzi do fitness - klubu. Jednak każdy większy wysiłek okupuje zmęczeniem. I zawsze jej organizm wysyła ostrzeżenie, że pora zatrzymać się i odpocząć.

- Nie wyobrażam sobie, żebym nawet na najlepszych lekach mogła biegać wyczynowo na takie dystanse jak narciarki olimpijskie - mówi Agnieszka. - Moim zdaniem zgoda lekarza na taki wysiłek jest szkodzeniem choremu, bo jego płuca, stymulowane lekami do normalnej pracy, podczas biegu zmuszane są do nienormalnego wysiłku. Czy to pozostanie obojętne dla zdrowia?

W sytuacji, do jakiej doszło na olimpiadzie w Vancouver, zdrowy zawodnik, tak jak Justyna Kowalczyk, zaczyna się zastanawiać, czy i u niego nie da się wykryć choroby płuc. Jeśli zachoruje, statystyczne szanse wejścia na podium wzrosną, bo dostanie pozwolenie na zażywanie dopingujących leków.

- Nie mam pojęcia, jak i czy w ogóle betamimetyki albo steroidy wziewne działają na organizm zdrowego człowieka - mówi prof. Ryszard Kurzawa, kierownik Kliniki Alergii i Pulmonologii Instytutu Gruźlicy i Chorób Płuc w Rabce. - Nie wydaje mi się, żeby sięgali po nie zdrowi. Astma to częsta przypadłość biegaczy, szczególnie narciarzy, biegających w zimnym powietrzu.
Naukowcy twierdzą, że leki nie działają na osoby zdrowe. Wystarczy jednak zaordynować sobie haust takiego aerozolu, by stwierdzić, że łatwiej się oddycha. Ponadto, jeśli specyfik nie działa dopingująco, dlaczego został wpisany na listę środków zakazanych?

Warto przypomnieć, że astmę u norweskiej biegaczki, zdobywczyni trzech złotych medali na ostatnich igrzyskach Marit Bjoergen zdiagnozowano w grudniu ubiegłego roku. Po zgłoszeniu tego faktu zezwolono jej na przyjmowanie specyfiku, wpisanego na listę środków zabronionych dla sportowców.

Elżbieta Borek

redakcja@dziennik.krakow.pl

Justyna - historia Kopciuszka?

NOWOŚCI WYDAWNICZE. Na rynku ukazała się pierwsza biografia wybitnej sportsmenki Justyny Kowalczyk zatytułowana wymownie "Bieg życia Justyny".

- Towarzyszyłem Justynie od 2001 roku, kiedy odbywały się mistrzostwa Polski, razem z nią przeżyłem dwie olimpiady. Byłem świadkiem całego dramatu i napięcia, które nosi ze sobą sport. Widziałem wielkie chwile tryumfu Justyny jakby chociaż teraz w Vancouver, ale dowiedziałem się także, jak brutalne mogą być biegi, kiedy nasza bohaterka zemdlała podczas zawodów w Turynie. Te wielkie emocje widoczne są w naszej książce - mówi współautor "Biegu życia Justyny" Andrzej Stanowski.

Książkę napisało dwóch dziennikarzy "Dziennika Polskiego": nestor w swym zawodzie, obserwator siedmiu zimowych olimpiad, Andrzej Stanowski, i uzdolniony przedstawiciel młodego pokolenia, Adam Sosnowski. - Jestem bardzo wdzięczny panu Andrzejowi, że zaprosił mnie do tej współpracy, było to bowiem fascynujące zajęcie. To niezwykłe poznawać krok po kroku życie innego człowieka od samych jego narodzin. Nie szukaliśmy tanich sensacji, chcieliśmy pokazać, jak dochodzi się do szczytów sławy sportowej, a nawet więcej, jak sportowiec staje się idolem narodowym - mówi Adam Sosnowski.

Pomysł napisania książki wyszedł od Andrzeja Stanowskiego, który zaprosił do współpracy młodszego kolegę. - Redaktor Stanowski relacjonował wydarzenia z olimpiady, a Adam Sosnowski w tym czasie robił podpisy, korekty, konsultował się z rodzicami Justyny. Dzięki temu książka może ukazać się już tydzień po igrzyskach - mówi dyr. Małgorzata Bujak z wydawnictwa Biały Kruk.

- Podobnie szybko kilka lat temu tworzyliśmy książkę o naszym drugim bohaterze olimpijskim, "Małysz: Bogu dziękuję" - mówi Andrzej Stanowski.

Z książki dowiadujemy się np., jak w ogóle poznali się i pobrali państwo Kowalczykowie, co robili dawniej i teraz, jak wychowywali wszystkie swoje dzieci, a mają ich przecież czwórkę - nasza obecna mistrzyni jest najmłodsza. Pasjonującą opowieść o mistrzyni z Mszany dolnej uzupełnia prawie 150 zdjęć.

Jakiż kontrast: z jednej strony oddalona od świata wioska, z drugiej zaś słynne światowe kurorty, jak Val di Fiemme, Falun, olimpiady w Turynie i Vancouver... Kariera niemal jak z bajki. Jednak sława i sukces Justyny Kowalczyk nie są dziełem dobrej wróżki, ale efektem wyjątkowo ciężkiej pracy, pokonywania własnych słabości, wielu wyrzeczeń.
Bieg życia Justyny przypomina tę piękną baśń i chyba właśnie dlatego sportsmenka tak fascynuje swoich rodaków. Jej bieg życia daje nadzieję na własne sukcesy, bo któż nie marzy o karierze Kopciuszka...

Joanna Szczerbińska

redakcja@dziennik.krakow.pl

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie