Tajlandia: Akcja ratunkowa w jaskini. Kolejni chłopcy...

Tajlandia: Akcja ratunkowa w jaskini. Kolejni chłopcy ewakuowani z jaskini

Kazimierz Sikorski AIP

Polska

Aktualizacja:

Polska

Z zalanej wodą jaskini w Tajlandii wydobyto już na powierzchnię kolejne osoby. Nadal jednak w pułapce przebywa czterech chłopców oraz ich trener.
Były obawy, że akcję uwalniania nastolatków opóźnią opady deszczu. Ratownicy korzystają z każdej przerwy i kiedy tylko przestaje padać, natychmiast ruszają do akcji. Większość kilkunastoosobowego zespołu bezpośrednio zaangażowanego w ratowanie chłopców stanowią zachodni specjaliści. Wśród nich jest australijski lekarz Richard Harris.

Najpierw najsłabsi



To on, jak ujawniono, zmienił kolejność wyciągania chłopców z pułapki.
Początkowo ustalono, że najpierw wydobyci będą z zalanej wodą jaskini ci najsilniejsi. Jednak stało się inaczej i zgodnie z sugestiami Australijczyka ekipy ratownicze w pierwszej kolejności zajęły się ratowaniem najsłabszych chłopców zarówno pod względem fizycznym, jak i psychicznym. Powód?

Dr Richard Harris, anestezjolog z australijskiej Adelajdy, przekonał tajskie władze do swojego pomysłu, uważając, że najpierw powinno się zająć najsłabszymi. Pierwotnie pomysł był taki, że po wyciągnięciu najsilniejszych słabsi będą się wzmacniać w jaskini, gdzie podawano im odpowiednie leki, by nie było problemów z ich wyciągnięciem.

Zdaniem Australijczyka pozostawienie ich w grocie mogłoby oznaczać skazanie ich na śmierć, gdyż mogliby oni nie przeżyć czekania. Harris jest nie tylko doświadczonym medykiem, jest także świetnym nurkiem i badaczem jaskiń. O pomoc w tej niecodziennej misji poprosili go brytyjscy nurkowie, którzy jako pierwsi dotarli do uwięzionych chłopców.

Szedł po ciało Polki



53-letni Harris ma 30-letnie doświadczenie w badaniu jaskiń. To on uczestniczył w akcji wydobycia ciała pochodzącej z Polski Australijki Agnieszki Milówki. Urodzona w 1981 roku w Częstochowie nurek jaskiniowa, badaczka i odkrywczyni zginęła w czasie ekspedycji do nieznanej części jaskini Tank Cave w Południowej Australii 27 lutego 2011 roku.

Wielu specjalistów oferuje też pomoc psychologiczną uratowanym chłopcom, którzy przeżyli traumę, co może się odbić na ich życiu. Zdaniem dr Andre Dese, specjalisty od stresu w Instytucie Psychiatrii i Psychologii w Kings College London, upłynąć będzie musiało sporo czasu nim chłopcy zostawią za sobą emocjonalne symptomy tego, czego doświadczyli podczas pobytu w jaskini. Jego zdaniem przy

odpowiedniej terapii uda się szybko „wymazać” z ich pamięci najbardziej przykre przeżycia i tym samym przywrócić do normalnego życia.

Kosmiczny sprzęt na ratunek



Na razie jednak chodzi o szczęśliwy finał tej batalii, do której chciał się włączyć również amerykański miliarder Elon Musk. Pokazał on specjalną kapsułę, która miałaby być pomocna w akcji ratunkowej w Tajlandii. To specjalne urządzenie, rodzaj miniaturowej łodzi podwodnej, która pozwoliłaby doświadczonym nurkom przewieźć chłopców na powierzchnię.

Kapsułę wybudowała firma Muska SpaceX i przeszła ona błyskawiczne próby w basenie w Los Angeles. Jak poinformował Musk, chodziło przede wszystkim o wykazanie, że przeciśnie się ona z ratowanym przez najmniejsze szczeliny w jaskini i nie wpuści wody do środka.

Ta jednoosobowa kapsuła waży 40 kilogramów i ma średnicę zaledwie 31 centymetrów. Musk zapewniał, że sprawdzi się ona znakomicie w warunkach panujących w zalanej jaskini. - Pokona nawet bardzo wąskie gardła - dodawał Musk, który dodał, że w pogotowiu jest też dmuchana replika kapsuły, która pozwoli na testy zablokowania przejścia. Amerykański miliarder przekonywał, że zarówno kapsuła, jak i jego ludzie czekają tylko na sygnał do akcji, załadunek, start i ekipa ruszy do dalekiej Tajlandii.

Panika pod wodą oznacza śmierć



Najbardziej ratownicy obawiali się paniki ze strony ratowanych z jaskini chłopców. Dlatego poza błyskawiczną nauką pływania i podstawami nurkowania przekonywali nastolatków do tego, by zdali się całkowicie na doświadczonych ludzi, którzy pomogą im w najtrudniejszych momentach. Okazało się, że uwięzieni szybko przysłwolili sobie najpotrzebniejsze nawyki, żaden z wyciąganych nastolatków nie popełnił żadnego błędu, nie trzeba było wstrzymywac akcji ratowniczej, wracać do miejsca, w którym rozpoczynano akcję wyciągania ich na powierzchnię.

Komentarze

Dodajesz komentarz jako: Gość

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Liczba znaków do wpisania:

zaloguj się

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

Polecamy

Wideo