Tajlandia: Dzikie dziki wróciły do domów. Mówią, że dramat w...

Tajlandia: Dzikie dziki wróciły do domów. Mówią, że dramat w jaskini Tham Luang nauczył ich siły

Aleksandra Gersz AIP

Polska

Aktualizacja:

Polska

Tajlandia: Dzikie dziki wróciły do domów. Mówią, że dramat w jaskini Tham Luang nauczył ich siły

©LILLIAN SUWANRUMPHA/AFP/EAST NEWS

Bohaterowie spektakularnej akcji ratunkowej w jaskini w Tajlandii, którą żył cały świat, wrócili już do domów. Dwunastu chłopców, zawodników drużyny piłkarskiej Dzikie Dziki, i ich trener w środę wystąpili na konferencji prasowej, w której snuli plany na przyszłość, podziękowali za ratunek i uczcili pamięć zmarłego podczas akcji nurka.
Tajlandia: Dzikie dziki wróciły do domów. Mówią, że dramat w jaskini Tham Luang nauczył ich siły

©LILLIAN SUWANRUMPHA/AFP/EAST NEWS

Źródło: RUPTLY



Młodzi piłkarze i ich trener wyszli ze szpitala dzień wcześniej, niż było to w planach. Spędzili w zalanej wodą jaskini prawie dwa tygodnie, ale na szczęście ich zdrowiu i życiu nie zagraża już niebezpieczeństwo. Wszyscy przeszli kwarantannę i specjalną dietę,a także badania i konsultacje psychologiczne. – Po rozmowach z chłopcami i ich trener doszliśmy do wniosku, że mogą oni już wrócić do normalnego życia – powiedział na konferencji prasowej jeden z psychologów.
Jak pisze Reuters, wszyscy opuścili razem szpital w Chiang Rai w środę około godziny 12 czasu polskiego, eskortowała ich policja. Następnie wszyscy udali się na długo wyczekiwaną konferencję prasową – pierwsze spotkanie uratowanych z jaskini Tham Luang z mediami.

Dziki Dziki zaprezentowały się reporterom w strojach klubowych, a scenę zamieniono w piłkarskie boisko. „Dzikie Dziki wróciły do domu”, głosił wywieszony w sali transparent. Chłopcy i ich trener byli w świetnych humorach, dzieci chętnie opowiadały o tym, co działo się w jaskini. Media musiały być jednak ostrożne. Jak podkreśla Reuters, wszyscy dziennikarze musieli wcześniej pokazać pytania psychologowi, który ocenił, czy nie wpłyną one negatywnie na dzieci, które przeżyły duży szok.

Trener, 25-letni Ekkapol Chantawong, powiedział dziennikarzom, że dobrze znał jaskinię Tham Luang, w której był już wcześniej. Większość jego podopiecznych była tam jednak pierwszy raz, a część z nich zataiła nawet przed rodzicami, że cała drużyna ma zejść w dół po treningu. Chantawong wyjawił, że wycieczka szła zgodnie z planem, aż w pewnym momencie zorientował się, że zeszli głęboko i dalej trzeba będzie płynąć. – Większość z nich potrafi pływać, wielu nie pływa jednak zbyt dobrze. Nie wiedzieliśmy, czy poziom wody się podnosi, więc chłopcy po prostu płynęli i w ten sposób to sprawdzali. Potem ja próbowałem się zorientować, czy da się iść dalej – opowiadał trener.

Chantawong wyznał, że po godzinie zarządził powrót. – Kiedy płynęliśmy już z powrotem i byliśmy na rozwidleniu dróg, ktoś zawołał: "o rany, woda". (…) Ktoś zapytał też, czy zabłądziliśmy, na co odpowiedziałem, że to niemożliwe, ponieważ prowadzi tam tylko jedna trasa – mówił.

Trener Dziki Dzików wyjawił, że w końcu zorientował się, że nie wyjdą i muszą spędzić noc w jaskini. – Powiedziałem chłopcom, żeby się pomodlili. Wtedy się jeszcze nie baliśmy, sądziliśmy, że poziom wody opadnie i jutro będą nas szukać – mówił.
Drużyna została znaleziona dopiero po dziewięciu dniach. Jeden z chłopców powiedział, że nie mieli żadnego jedzenia, bo zjedli je wcześniej podczas wycieczki. Wszyscy pożywiali się wodą spływają po ścianach jaskini. – Pierwszego dnia nie byliśmy jeszcze wyczerpani, ale po dwóch dniach zaczęło już się robić ciężej – relacjonował jeden z chłopców.

Młodzi piłkarze opowiedzieli także o momencie, kiedy ich znaleziono. – Siedzieliśmy na kamieniach, myśleliśmy, że jest już wieczór. Nagle usłyszeliśmy głosy ludzi i trener powiedział nam, żebyśmy nic nie mówili, aby usłyszeć te głosy. Potem okazało się, że to nie było złudzenie, że to były naprawdę głosy ludzi – mówił jeden z chłopców. Wyznaczony przez trenera piłkarz zszedł z latarką na dolny poziom, żeby zobaczyć, do kogo one należą. Okazało się, że to brytyjscy nurkowie. – Byłem w szoku, nie wiedziałem co im powiedzieć, powiedziałem tylko „dzień dobry” – powiedział 14-letni Adul Sam-on, który jako jedyny mówił po angielsku i tłumaczył to, co mówili Brytyjczycy reszcie grupy.

Jak wyznali uwięzieni, ratownicy byli dla nich jak rodzina, dali im także gry planszowe dla zabicia czasu. Okazało się także, że wyprowadzali ich w nietypowej kolejności – pierwsi wychodzili ci, którzy… mieszkali najdalej. Spektakularną akcję ratunkową całą drużyna nazwała „cudem”, większość podkreślała też, że przewartościowali swoje życie. – To doświadczenie nauczyło mnie cierpliwości i siły – powiedział jeden z chłopców. Dzikie Dziki mówiły też o swoich planach na przyszłość. Część chce być zawodowymi piłkarzami, część komandosami w tajlandzkich siłach specjalnych Navy SEALS, którzy zostali nazwani w Tajlandii bohaterami, dzięki ich wkładowi w akcję ratunkową. Na konferencji prasowej drużyna oddała też hołd Samanowi Kunanowi, członkowi SEALS, który zginął podczas ich ratowania – Kiedy się o tym dowiedzieliśmy byliśmy zszokowani i bardzo smutni. Czuliśmy, że to my pogrążyliśmy jego rodzinę w bólu – mówił trener, a cała drużyna podpisała się na portrecie zmarłego.

Po konferencji prasowej dzieci wróciły do domów. To miało być ich ostatnie spotkanie z mediami. Gubernator prowicji Chiang Rai Prachon Pratsukan powiedział, że nie będą oni rozmawiać już z dziennikarzami, ponieważ mają mieć normalne życie, z dala od kamer.

POLECAMY:


Komentarze

Dodajesz komentarz jako: Gość

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Liczba znaków do wpisania:

zaloguj się

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

Polecamy

Wideo