Taka ta wiosna...

Taka ta wiosna...

Zdjęcie autora materiału

Dziennik Polski 24

Kalendarzowo? Prawidłowo. Ale przyrodniczo?

Leszek Długosz: Z BRACKIEJ

Kompletnie niezależna. Samorządna, całkiem jak nie powiem kto. Przychodzi jak chce. Tymczasem nieustępliwy los, jak to u mnie z wiosną, wywiódł mnie znowu na Podkarpacie, do Radawy pod Jarosławiem. W tutejszych lasach oddaję się kuracji wszelako oczyszczającej. Zjadam tu trochę mchu, korzonków, podgryzam korę z drzew, piję wody, zioła, soki, no ale za to potem? Renesans! Grama zbędnego tłuszczu. Spodnie wiszą jakby wróciły dawne lata...

Skandalicznie spóźnia się w tym roku ta Kapryśnica. Brnę wśród lasów zasypanych śniegami nad rzekę, gdzie trakt wyprowadza. Widać, ruszyły tegoroczne wody. Już płyną ośmielone. Z łagodną wyrozumiałością stoję i dumam. Który już raz? Przypominam sobie od lat te rwące, zbierające się strużki, łączące się w większe "szlaki wodne”. Głucho opadają z sosen, ze świerków czapy, nakrycia śniegowe. Dachy plumkają od topniejących sopli. Nieodzownie, jak to u mnie, w tej sytuacji, przypomnieć się musi Iwan Sanin, główny bohater powieści Turgieniewa. (Skąd oczywisty tytuł mego wiersza – piosenki). Autor przedstawiając go, na wstępie zawiadamia czytelnika, że miał już ówże Sanin pięćdziesiąt dwa lata i uznawał, że w jego życiu wszystko było już skończone. Pozostały mu tylko wspomnienia dawnych wiosennych wód.

Pocieszam się i uśmiecham – takie to normy XIX wieku. Bohater Turgieniewa ani był w stanie "wyfantazjować”, ile szans dorzuci cywilizacja. (Nie wspominając już o mojej tu diecie). Odbijam piłeczkę w jego stronę. A jednak, coś się może i nie tak bardzo zmieniło?

WIOSENNE WODY

Wiosenne wody szumne

  porywiste

Jasny niepokój chmurnych

  dni

Życie jak powieść

  nienapisana

– Wszystko się zdarzy

– Wszystko ma być

Wiosenne wody śmiało

  wezbrane

– Muzyka jakby z błękitów

  brzmi?

Jeszcze się nie wie

Może, ach może się kocha?

Patrzy się w okno jakby

  miał ktoś

– Lecz kto miał przyjść?

Można kupować szklanki

  lub róże

W rynsztoku konać, albo

  i z wieży

Z wyniosłej wieży śpiewać

  swą pieśń

– Te dni co szumią, co płyną

Też w końcu jednako wstecz się obrócą

– Z wiatrem pod wiatr

– Z wiatrem i bez

I nie to boli, że nic nie wraca

Że czas, że kręci się planeta

Wiesz, życie się kończy lecz

  z innych

No z innych powodów

  i całkiem inaczej

– Życie się kończy, gdy się

  przestaje już

W życiu czekać

Wiosenne wody szumne

  porywiste

Jasny niepokój tamtych dni

Jeszcze się nie wie

Może, ach może się kocha?

Patrzy się w okno jakby miał ktoś

– Lecz kto miał przyjść?

Komentarze

Dodajesz komentarz jako: Gość

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Liczba znaków do wpisania:

zaloguj się

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

Polecamy

Wideo