Talent słyszę od razu

Talent słyszę od razu

Zdjęcie autora materiału

Dziennik Polski 24

Z ANTONIM COFALIKIEM, skrzypkiem, pedagogiem Liceum Muzycznego im. F. Chopina w Krakowie, rozmawia Zbigniew Lampart
     - Dlaczego skrzypce są tak popularne? W samym tylko Krakowie we wszystkich stopniach szkół muzycznych kształci się przeszło 200 młodych ludzi...
     - Trudno jednoznacznie wytłumaczyć tę popularność. Na pewno jest jakaś tajemnica w samym dźwięku tego instrumentu. Jest to dźwięk ciągły, ma przejmującą wibrację, ekspresję, działa na emocje. Jeśli dziecko jest muzykalne, to już ze względu na sam dźwięk skrzypiec może się nimi zainteresować.
     - Czy tak było i w Pańskim przypadku?
     - Właściwie tak.
Na skrzypcach, dosyć dobrze, choć nieprofesjonalnie, grała moja matka. Z kolei ojciec, z wykształcenia filolog, był biegłym pianistą samoukiem. Lubiłem słuchać fortepianu, ale tak naprawdę, niezwykłe wrażenie wywierał na mnie dźwięk skrzypiec. Rodzice dostrzegli tę fascynację, kupili mi skrzypce i tak się zaczęło...
     - Jestem ciekaw, czy talent można rozpoznać już podczas pierwszego kontaktu z uczniem i w jakim wieku należy rozpocząć naukę gry na skrzypcach?
     - Talent słyszę od razu, natomiast czym wcześniej rozpoczyna się naukę gry, tym lepiej. Zalecałbym rozpoczynanie nauki w wieku 4-5 lat. Dzieci teraz szybko się rozwijają, a i kariery muzyczne robi się na przykład w wieku lat 18.
     - A co Pan sądzi o muzycznych karierach tzw. cudownych dzieci?
     - Nie należy tego zjawiska oceniać przesadnie. Uczę już 30 lat i nie spotkałem jeszcze utalentowanego dziecka, które nie potrzebowałoby silnej ręki pedagoga. Oczywiście takie utalentowane dzieci mają często dużą intuicję, ale duża praca z dobrym pedagogiem jest niezbędna.
     - Użył Pan określenia "silna ręka". Czy to znaczy, że musi Pan bardzo "męczyć" swoich uczniów?
     - Jestem bardzo łagodny, natomiast stawiam im maksymalne wymagania, które są dostosowane do ich możliwości. I nigdy nie mówię im, jak długo mają ćwiczyć. Interesuje mnie uzyskany efekt, postęp w pracy nad utworem, a to jest już sprawa bardzo indywidualna. Uczę nie tylko gry, ale przede wszystkim sposobu ćwiczenia. Przecież uczniowie spędzają przy instrumencie aż 90 procent czasu bez nauczyciela. To, jak pracują sami, decyduje o ich postępach.
     - W zasadzie od początku XVII wieku, kiedy to skonstruowano skrzypce, nie zmieniła się ich budowa, bo drobne zmiany wprowadzone z końcem XVIII wieku tylko zwiększyły siłę ich dźwięku. Czy w ciągu tych prawie 300 lat nie zmieniła się także metoda nauki gry na tym instrumencie?
     - Metody nauki zmieniły się radykalnie, chociaż muszę przyznać, że liczne wskazówki zawarte w pierwszej, napisanej przez Geminianiego w 1751 roku szkole gry na skrzypcach, "The Art of Playing on the Violin", są nadal aktualne. Na przykład sposób trzymania skrzypiec, ułożenie podbródka, układ lewej ręki - słynny chwyt Geminianiego. W XX wieku pojawiła się świadoma technika przygotowawcza, to znaczy wyprzedzanie palcami i smyczkiem dźwięku, przed jego zagraniem. Dawniej intuicyjnie robili to tylko najwybitniejsi soliści, a dziś uczymy tego nawet średnio zdolnych uczniów.
     - Młodzi ludzie grają coraz trudniejszy repertuar...
     - Rzeczywiście, dawniej na przykład "Kaprysy" Paganiniego pozostawały poza możliwościami technicznymi wielu skrzypków, a dziś grają je utalentowane dzieci w podstawowej szkole muzycznej. Jest to właśnie efekt stosowania współczesnych metod nauczania.
     - Pańscy uczniowie mają znakomite osiągnięcia artystyczne...
     - Mój absowent, który obecnie studiuje w Instytucie Curtisa w Filadelfii, Piotr Kwaśny, ma na swoim koncie wiele sukcesów, m.in. główne nagrody na Międzynarodowych Konkursach - im. Czajkowskiego w Japoni i Młodych Skrzypków w Lublinie. Klaudia Szlachta zdobyła Grand Prix na Ogólnopolskim Konkursie w Elblągu, a wcześniej nagrodę w Krakowie, na Konkursie im. Grobliczów. Ania Pazdjejewa, która ma dopiero 11 lat, wygrała Konkurs im. Janiny Garści w Stalowej Woli i ostatnio została uhonorowana nagrodą specjalną na Konkursie im. Czajkowskiego w Petersburgu, gdzie inny mój uczeń, Jacek Ropski, zajął III miejsce.
     - Poświęcił im Pan chyba więcej czasu niż przewiduje program liceum?
     - Gdy przygotowuję ucznia do konkursu, czy nawet jakiegoś występu, to nie patrzę na zegarek. W "normalnym" rytmie uczeń przychodzi do mnie dwa razy w tygodniu na lekcje, które na ogół trwają półtorej godziny.
     - Jakich skrzypków mógłby Pan polecić jako wzór adeptom gry skrzypcowej?
     - Z obecnie koncertujących, to na pewno, ze względu na wybitną osobowość i niezwykłą kulturę dźwięku, Pinkasa Zuckermanna, a także młodego, niezwykle utalentowanego Franka Petera Zimmermanna (nagrał niedawno wszystkie "Sonaty" Ysaye'a), no i może jeszcze Anne Sophie Mutter...
     - Na młodych wywierają, niestety, wrażenie Vanessa Mae i Nigel Kennedy...
     - Niedawno rozmawiałem z moimi uczniami o Vanessie i trochę się pośmialiśmy. To, co ona robi na estradzie, jest efektowne, ale gdy gra repertuar klasyczny, a nie rozrywkowy, od razu widać, jak dużo brakuje jej do najlepszych i moi uczniowie to widzą. Inna sprawa z Kennedym. Gdy występował w Polsce, uczniowie zapytali mnie, jak to jest, że on robi to, z czym ja walczę, jak na przykład opuszczanie skrzypiec, uginanie nóg, różne śmieszne ruchy w trakcie występu. Musiałem im wytłumaczyć, że moim obowiązkiem jest nauczenie ich gry prawidłowej. Gdy osiągną umiejętności Kennedy'ego, będą już sami decydować o tym, jak mają grać. Jedno jest pewne, że najtrudniej jest pozbyć się złych nawyków nabytych we wczesnych latach nauki. Kariery niektórych skrzypków są krótkie, bo nie byli dobrze uczeni.
     - Co musi umieć dobry pedagog?
     - Oprócz fachowej wiedzy powinien mieć na pewno duże zamiłowanie do tego zawodu, no i oczywiście predyspozycje psychiczne, zwłaszcza cierpliwość. Ciekawe, że w słynnej "szkole talentów" Menuhina, w Londynie, nie uczą jacyś wybitni soliści, lecz doświadczeni muzycy kameraliści, którzy kładą szczególny nacisk na pewien typ słyszenia muzycznego, a nie tylko na technikę gry. A wracając do konkretnej wiedzy, to zdradzę informację, że piszę właśnie książkę o metodyce nauczania gry skrzypcowej. Zostanie ona wydana przez PWM i postaram się przekazać w niej wszystkie moje doświadczenia pedagogiczne.
     - Z Polskim Wydawnictwem Muzycznym współpracuje Pan od dawna...
     - Tak, wydałem tam już przeszło 20 opracowań edytorskich różnych utworów na skrzypce, m.in. "Koncerty" Wieniawskiego, Karłowicza, Lipińskiego. Opracowałem także piękną "Passacaglię" prawie nie znanego u nas XVII-wiecznego kompozytora austriackiego, Heinricha Bibera. Ostatnio ukazały się napisane już przeze mnie "Kaprysy" oraz stworzony wspólnie z panią Janiną Garścią cykl utworów dla młodych skrzypków, zatytułowany "Ptaszarnia".
     - Na zakończenie przypomnę, że Pańskie zainteresowania sztuką nie ograniczają się tylko do muzyki...
     - Mam duży zbiór sztuki ludowej, obrazy XVIII- i XIX-wieczne, rzeźby, kolekcję schwarzwaldzkich zegarów, pokaźną ilość prac Nikifora. Obok muzyki jest to moja autentyczna pasja.

Komentarze

Dodajesz komentarz jako: Gość

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Liczba znaków do wpisania:

zaloguj się

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

Polecamy

Wideo