Tani prezydent, tani premier

Redakcja
Premier Donald Tusk, szef kancelarii premiera Tomasz Arabski oraz wiceminister spraw zagranicznych RP Mikołaj Dowgielewicz (w głębi) podczas posiedzenia rządu Fot. PAP/Paweł Supernak
Premier Donald Tusk, szef kancelarii premiera Tomasz Arabski oraz wiceminister spraw zagranicznych RP Mikołaj Dowgielewicz (w głębi) podczas posiedzenia rządu Fot. PAP/Paweł Supernak
Kiedy pięć lat temu brytyjski tygodnik "The Economist" porównał zarobki szefów rządów w krajach Unii Europejskiej, na czele listy znalazł się premier Wielkiej Brytanii (wówczas - Tony Blair) z wynagrodzeniem ok. 268,5 tys. euro, przed kanclerz Niemiec Angelą Merkel (261,5 tys. euro). W ścisłej czołówce był również premier kwitnącej wówczas Irlandii. Zarabiał ćwierć miliona euro rocznie.

Premier Donald Tusk, szef kancelarii premiera Tomasz Arabski oraz wiceminister spraw zagranicznych RP Mikołaj Dowgielewicz (w głębi) podczas posiedzenia rządu Fot. PAP/Paweł Supernak

Cena władzy

Nasz premier (wtedy Kazimierz Marcinkiewicz) dostawał pięć razy mniej od Blaira - niespełna 53,5 tys. euro - i zajmował przedostatnie miejsce, wyprzedzając jedynie szefa rządu Słowacji (nieco ponad 39 tys. euro rocznie).

W minionym roku ranking się zmienił, a to za sprawą wprowadzonych w wielu krajach kryzysowych oszczędności; najdrastyczniejsze zafundowali sobie Irlandczycy. Mocno osłabł również funt, przez co szef rządu Wielkiej Brytanii stracił miejsce na samym szczycie listy.

Najlepiej zarabiającym europejskim przywódcą jest dziś prezydent Francji Nicolas Sarkozy (232 tys. euro), który wyprzedza Angelę Merkel (w zeszłym roku zarobiła 219 tys. euro, teraz ma dostać więcej) i brytyjskiego premiera Davida Camerona (138,4 tys. funtów, czyli nieco ponad 161 tys. euro); w dawnych brytyjskich koloniach (Australii, Nowej Zelandii, Kanadzie i RPA) politycy zarabiają obecnie więcej niż ich koledzy w Londynie.

Na tle wynagrodzeń szefów największych krajów Unii raczej blado wypada pensja prezydenta USA. Barack Obama zarabia 400 tys. dolarów, czyli - przy obecnym kursie - ok. 290 tys. euro.

Suma ta wydaje się skromna, zwłaszcza w zestawieniu z zarobkami Lee Hsien Loonga, premiera Singapuru, państwa o powierzchni dwa razy większej od Krakowa, z 4,7 mln mieszkańców. Wynoszą one blisko 2,2 mln dolarów, czyli 1,6 mln euro rocznie. To numer jeden na liście najlepiej wynagradzanych polityków świata opublikowanej przez "The Economist". Nieco zaskakuje numer dwa: Mwai Kibaki, prezydent Kenii - 312 tys. euro.

Prezydent: 354 tys. zł dziennie

Jak na tym tle wypadają nasi przywódcy? Bronisław Komorowski już jako marszałek Sejmu zarabiał - jak na polskie warunki - przyzwoicie. Dzięki dodatkowi funkcyjnemu dostał od nas w 2009 roku 200 tys. zł. Jako prezydent dostaje o 20 procent więcej.

Jego wynagrodzenie to dokładnie 12.365,22 zł brutto plus dodatek funkcyjny 5.299,38 zł i dodatek za wysługę lat. Łącznie wychodzi 20,2 tys. zł brutto, czyli od stycznia do maja 14,1 tys. zł na rękę, a od czerwca do grudnia ok. 13,2 tys. (z uwagi na wyższy próg podatkowy).

Rocznie daje to prawie 241,7 tys. zł brutto (162,8 tys. netto), czyli według aktualnego kursu - 60,8 tys. euro. Odzwierciedla to siłę naszej gospodarki: jesteśmy ciągle trzy-cztery razy słabsi od Niemiec, Francji, Wielkiej Brytanii.

Prezydent kosztuje nas nieco więcej niż wynoszą jego zarobki brutto, bo jako "pracodawcy" odprowadzamy za niego część składek do ZUS. Po ich uwzględnieniu wychodzi 266,2 tys. zł. Kwota ta nie zmieniła się od 2008 roku.

Podobnie jak w przypadku senatorów i posłów, do wynagrodzenia dorzucamy prezydentowi całą gamę bonusów. Oprócz reprezentacyjnego mieszkania (Pałac Prezydencki) i transportu do wszystkich punktów globu, finansujemy mu (i jego najbliższym) specjalną opiekę medyczną, a także wypoczynek w ośrodkach w Wiśle, na Helu, ubrania, wyżywienie...

Budżet Kancelarii Prezydenta na ten rok przekracza 171,5 mln zł i jest wyższy od zeszłorocznego, ale znacznie niższy niż za czasów Lecha Kaczyńskiego (w 2008 roku dobił do 200 mln zł); trzeba przy tym pamiętać, że z tegoż właśnie budżetu aż 42 mln zł pójdzie na rewaloryzację zabytków Krakowa, 14,8 mln na Biuro Bezpieczeństwa Narodowego, a ponad 10,1 mln - na odznaczenia państwowe. Na sam urząd prezydenta zostaje tak naprawdę nieco ponad 129,5 mln zł, czyli 354 tys. zł dziennie.

Dyrektor bogatszy od ministra

Premier Donald Tusk zarabia miesięcznie 16,7 tys. zł brutto, co w pierwszym półroczu daje 11,7 tys. zł na rękę, a w drugim (wyższy próg podatkowy) - niespełna 11 tys. zł. Roczne zarobki naszego premiera - 200 tys. zł brutto, czyli w przeliczeniu 50,3 tys. euro rocznie - należą do najniższych w Unii. Tusk zarabia ponad 4 razy mniej niż Sarkozy czy Merkel. Ale - znowu - odzwierciedla to siłę naszej gospodarki.

Warto wspomnieć, że Donald Tusk czerpie dodatkowe dochody z racji zasiadania w Sejmie: w sumie blisko 30 tys. zł rocznie.

W rządzie mamy 18 ministrów. Wicepremier i minister gospodarki Waldemar Pawlak zatrudnia siedmioro wiceministrów, minister infrastruktury Cezary Grabarczyk - nawet ośmioro, minister skarbu Aleksander Grad - pięcioro, minister rozwoju regionalnego Elżbieta Bieńkowska - czworo, podobnie szefowa MEN Katarzyna Hall, minister obrony narodowej Bogdan Klich ma troje... Daje to w sumie setkę ministrów i wiceministrów.

Miesięczne zarobki tych pierwszych wynoszą ok. 14 tys. zł brutto, czyli niespełna 10 tys. zł na rękę (pod koniec roku 9,2 tys.). Wiceministrowie (sekretarze i podsekretarze stanu) zarabiają o ok. 2 tys. zł mniej. Maksymalne wynagrodzenie zasadnicze ministra wynosi nieco ponad 10 tys. zł brutto, dodatek funkcyjny niecałe 2,4 tys. zł. Za każdy przepracowany rok przysługuje 1 proc. płacy, ale maksymalnie 20 proc.

Więcej od ministrów otrzymują często dyrektorzy generalni centralnych urzędów. Ich wynagrodzenie zasadnicze to 11.243 zł, ale wraz z dodatkiem za staż pracy i przynależność do korpusu służby cywilnej może wynieść 16 tys. zł brutto miesięcznie, jest więc zbliżone do pensji premiera.

Najbardziej doświadczeni urzędnicy rękami i nogami bronią się przed awansem na najwyższe ministerialne stanowiska. Awans oznacza utratę trzynastki i nagród, kategoryczny zakaz dorabiania. Znacznie większa odpowiedzialność i mniejsza pewność zatrudnienia za dużo niższą płacę? Kto by tego chciał!

Średnia pensja urzędników zatrudnionych w korpusie służby cywilnej wynosi obecnie 4,4 tys. zł. Półmilionowa rzesza pracowników państwowej sfery budżetowej nie dostanie podwyżek czwarty rok z rzędu.

Nasi niezachłanni politycy

"The Economist" porównał w zeszłym roku, jak zarobki polityków mają się do osiąganego w danym kraju dochodu narodowego na głowę (po uwzględnieniu siły nabywczej).

Na szczycie listy wylądowała Kenia: zarobki szefa rządu są tam... 240 razy większe od PKB na mieszkańca. W Singapurze premier zarabia o wiele skromniej - "tylko" 42 razy więcej niż wynosi tamtejszy dochód narodowy na głowę; dla porównania: w niedalekim Hongkongu - jest to już tylko 12 razy więcej.

We Francji, Niemczech, a także w USA, Japonii i Rosji współczynnik oscyluje między 7 a 9 razy, na Wyspach Brytyjskich premier zarabia jedynie sześciokrotność PKB na głowę. W Polsce - mizerne 3 razy. Wśród państw uwzględnionych w zestawieniu mniej płacą swym przywódcom jedynie Indie i Chiny (nieco ponad równowartość PKB na mieszkańca).
Wbrew opiniom wygłaszanym przy każdej okazji, także na internetowych forach, czołowi polscy politycy okazali się, zwłaszcza w ostatnich latach, wyjątkowo niezachłanni! Minione pięciolecie było dla naszego kraju bardzo dobre, dochód narodowy na mieszkańca szybko rósł (z niespełna 50 do ponad 60 proc. średniej unijnej), jako społeczeństwo wyraźnie się bogaciliśmy (choć niektórzy, niestety, nie), średnia płaca krajowa wzrosła od 2006 roku z 2,4 tys. do 3,4 tys. zł, obroniliśmy się przed światowym kryzysem...

Tymczasem rządzący Polską od 2008 roku nie podnoszą sobie pensji, zadowalając się jednymi z najniższych wynagrodzeń w cywilizowanym świecie. Być może jest to prawda niepopularna, ale jednak - PRAWDA.

Wbrew tytułom na czołówkach tabloidów premier bardzo oszczędnie gospodarzy również budżetem na nagrody dla urzędników. Konsekwentnie wykorzystuje jedynie kilkanaście procent z zaplanowanej kwoty. Nagrody (10-13 tys. zł rocznie) otrzymuje co dziesiąty wiceminister. W skali roku wydatki na ten cel wynoszą nieco ponad 100 tys. zł.

Z drugiej strony trzeba pamiętać, że przed solidnymi podwyżkami pensji powstrzymuje naszych przywódców nie tylko wściekła opinia publiczna, ale i fakt, że - w obliczu gigantycznej dziury budżetowej - trzeba oszczędzać. Polacy uważają, że cięcia winny dotyczyć przede wszystkim ludzi odpowiedzialnych za powstanie i rozrost dziury. A kto jest odpowiedzialny? Kto nie przeprowadził na czas reform?

Może więc płacimy politykom odpowiednio do jakości pracy?

Przy biznesmenie polityk to żebrak

Niestety, hasło "jaka praca, taka płaca" działa w obie strony. Zbyt niskie płace powodują często obniżenie jakości pracy: na słabo wynagradzane stanowiska garną się ludzie mierni, źle wykształceni, mało skuteczni. Czy dotyczy to również polskich polityków szczebla rządowego?

Niekoniecznie. Dzierżenie ministerialnej teki wciąż wiąże się z prestiżem oraz wspomnianymi bonusami, stanowi też dla wielu świetną odskocznię do kariery w biznesie; zresztą nie tylko u nas - dość wspomnieć byłego kanclerza Niemiec Gerharda Schrödera, który w ostatnich tygodniach urzędowania podpisał z Rosją umowę o budowie pod dnem Bałtyku gazociągu omijającego m.in. Polskę, a tuż po odejściu z urzędu zasiadł w radzie nadzorczej budującego ów gazociąg konsorcjum Nord Stream.

Nie przez przypadek zarobki najwyższych rangą polityków porównuje się z pensjami prezesów firm. Politycy wypadają w tych zestawieniach coraz gorzej: apanaże czołowych menedżerów w ciągu ostatnich 20 lat wrosły kilkunastokrotnie i - wliczając premie - nawet w dobie kryzysu idą w miliony euro. Płace premierów i prezydentów stanowią marne kilka procent wynagrodzeń prezesów globalnych korporacji.

Nie inaczej jest w Polsce. Prezesi banków, ale i takich firm, jak Orlen, potrafią zarobić w miesiąc kilka razy więcej niż premier Tusk przez cały rok. Były szef rządu Jan Krzysztof Bielecki, obecny przewodniczący Rady Gospodarczej przy premierze, jako prezes banku Pekao S.A. zarobił w 2009 roku (wraz z dodatkami) blisko 8,8 mln zł, czyli 44 razy więcej niż Tusk. Zarobki Bogusława Kotta z Millenium przekroczyły 3,8 mln zł, a Mariusza Grendowicza z BRE - 4,4 mln. Więcej od premiera zarobił nawet prezes państwowego PKO BP.
Prezes Orlenu Jacek Krawiec dostał w 2009 roku ponad 1,5 mln zł plus 729 tys. zł premii za pół roku pracy w 2008 roku. Prezes PGNiG Michał Szubski zarobił w tym samym czasie 1,14 mln zł, a dwaj jego zastępcy - po milionie...

Płace najwyższych urzędników w Singapurze są olbrzymie dlatego, że panuje tam przekonanie, iż premier i ministrowie powinni zarabiać podobnie jak czołowi menedżerowie. Z tego powodu dwa lata temu podniesiono wynagrodzenia wszystkich członków rządu o... 60 procent. Średnia pensja ministrów dobiła wtedy do 1,3 mln dol. rocznie. Wszystko po to, by - jak tłumaczyły władze - "nadążyć za podwyżkami w sektorze prywatnym, a tym samym pozyskać do polityki najlepszych ludzi i zapobiegać korupcji".

W Polsce trzy, a nawet cztery razy więcej od premiera i ministrów zarabia dyrektor zarządzający lub członek zarządu w firmie zatrudniającej ponad 100 osób. Średnie zarobki tego typu menedżerów oscylują wokół 50 tys. zł miesięcznie. Podobne dochody osiągają wzięci prawnicy.

Profesor Zbigniew Ćwiąkalski dostawał co miesiąc jako minister 8,3 tys. zł na rękę. 1,3 tys. zł potrącano mu za mieszkanie służbowe. Dochody profesora jako prawnika (partnera w cenionej kancelarii) są wielokrotnie wyższe. Ministerialna pensja to przy nich klasyczna pestka...

Czy można porównać zakres obowiązków i odpowiedzialność ministra, albo liczbę podległych mu pracowników - z tym, z czym muszą sobie radzić ludzie biznesu lub sowicie opłacani prawnicy? Jeśli nawet, to tylko wówczas, gdy uwzględnimy w tych porównaniach największe globalne korporacje.

Prezesi wielkich firm naftowych, koncernów medialnych (Disney) czy informatycznych (IBM, Yahoo) potrafią zarabiać po 20, a nawet 50 mln dolarów rocznie. Podobnie jak - mimo kryzysu - prezesi czołowych banków.

To od 50 do 250 razy więcej niż zarabia prezydent USA. Podobno najpotężniejszy człowiek świata. Podobno...

Zbigniew Bartuś

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie