Tani surowiec z Rosji może nas drogo kosztować

Tani surowiec z Rosji może nas drogo kosztować

Zdjęcie autora materiału

Dziennik Polski 24

Fot. archiwum prywatne

Fot. archiwum prywatne

Rozmowa z DOMINIKIEM SMYRGAŁĄ, dyrektorem Republikańskiego Centrum Idei Fundacji Republikańskiej, ekspertem ds. Energii.
Fot. archiwum prywatne

Fot. archiwum prywatne

Fot. archiwum prywatne

Jak Pan ocenia umowę gazową z Rosją wynegocjowaną przez wicepremiera Waldemara Pawlaka?

- Uważam, że to bardzo niekorzystne dla Polski porozumienie. Po pierwsze, na długo uzależnia nas od importu gazu z jednego kierunku. Po drugie, w praktyce powoduje, że inne projekty dywersyfikacyjne stają się mało opłacalne. Po trzecie wreszcie, może wprowadzić Państwowe Górnictwo Naftowe i Gazownictwo w kłopoty finansowe.


Na czym mogą polegać te kłopoty?


- Jeżeli światowe koncerny, zwłaszcza amerykańskie, takie jak Chevron, Exxon Mobil czy Marathon Oil, zaczynają w Polsce szukać gazu i ubiegają się o koncesje, to jest bardzo prawdopodobne, że w ciągu owych 27 lat - a tyle będzie obowiązywał kontrakt z Rosją - zdołają tutaj rozwinąć opłacalną produkcję. Wtedy może się okazać, że rynek sprzedaży jest dla PGNiG zbyt mały i nasza firma zostanie z ogromnymi ilościami gazu, których nie będzie mogła sprzedać. To oczywiście tylko jeden z możliwych wariantów rozwoju sytuacji, ale w ciągu prawie 30 lat, w trakcie których obowiązywała będzie umowa z Rosją, trzeba się liczyć także z takimi sytuacjami.


Waldemar Pawlak argumentuje jednak, że państwa zachodnie również podpisują długoterminowe kontrakty na dostawy gazu.


- Tak, ale mają one przeważnie dwóch, albo trzech dostawców i są to kontrakty cząstkowe. Podpisuje się długoterminowe umowy na dostawę np. 30 proc. wolumenu gazu, na jaki jest zapotrzebowanie. W sytuacji, gdy ma się jednego dostawcę, branie od niego 70 proc. nie jest rozsądne.


Podpisanie kontraktu na tak długi okres stawia pod znakiem zapytania sensowność budowy gazoportu.


- PGNiG twierdzi, że zużycie gazu w Polsce cały czas rośnie, więc gazoport tak czy inaczej będzie potrzebny. Ja jednak pamiętam szacunki z lat 90., które przewidywały, że ok. 2010 roku zużycie gazu wyniesie między 28 a 42 mld metrów sześciennych. Tymczasem nigdy nie doszło ono do 15 mld metrów sześciennych, a w bieżącym roku spadło.


Jakie mogą być sposoby dywersyfikacji dostaw gazu do Polski?


- Jeden z nich stanowi budowa gazoportu. To wprawdzie inwestycja dość droga, ale ma dużą zaletę - pozwala kupować gaz w tzw. kontraktach spotowych, tzn. według potrzeb, zamawianych nawet ad hoc. Światowy rynek gazu na skutek rozwoju technologii transportowania tego surowca drogą morską zaczyna się rozwijać. To prowadzi czasami do zaskakujących sytuacji: w dostawach spotowych gaz w terminalach morskich na zachodzie Europy bywa tańszy niż gaz rosyjski importowany rurociągami. Drugi sposób dywersyfikacji to budowa gazociągu po dnie Bałtyku z krajów skandynawskich do Polski. Taka umowa została już zawarta, ale rząd Leszka Millera doprowadził do jej zerwania. Drugiej umowy jak dotąd nie udało się podpisać. Pocieszające jest to, że zachodnie koncerny energetyczne, nastawione wszak w pierwszej kolejności na zysk, a nie na politykę, starają się inwestować w naszym kraju. Twierdzą one w dodatku, że złoża gazu w Polsce są znacznie większe niż utrzymuje PGNiG.


Co Polska powinna teraz zrobić: podpisać układ wynegocjowany przez wicepremiera Pawlaka, czy zrezygnować z niego?


- Mam wrażenie, że rząd zaczął się wahać w tej sprawie. Na pewno podpisanie kontraktu na tak długi okres nie jest dla nas dobre i w tym kierunku nie należy iść. Nasze braki wynoszą obecnie 2,5 mld m sześc. Być może uda się dogadać z jakimiś zachodnimi koncernami i dotrwać do momentu uruchomienia gazoportu. Tym bardziej, że gaz nie jest teraz jakimś szczególnie istotnym elementem polskiego bilansu energetycznego. Istotna jest jeszcze jedna rzecz - klauzula "take or pay" umieszczana przez Gazprom w umowach, która powoduje, że jeżeli odbiór gazu jest mniejszy od ustalonej wielkości, klient i tak płaci jakby odebrał wszystko. Nawet więc gdybyśmy nie potrzebowali dużo gazu i zmniejszyli odbiór i tak zapłacimy za całość. Tak więc tani rosyjski gaz może się ostatecznie okazać drogi.


Rozmawiał: Paweł Stachnik


pstachni@dziennik.krakow.pl

Komentarze

Dodajesz komentarz jako: Gość

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Liczba znaków do wpisania:

zaloguj się

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

Polecamy

Wideo