Targ na sługi

Andrzej Kozioł
Antkami nazywano kiedyś krakowskich gawroszy
Antkami nazywano kiedyś krakowskich gawroszy fot. ze zbiorów Jarosława Sokoła
Obyczaje. Pod pomnikiem Mickiewicza handlowano żywym towarem. Na krakowskich antków linia A-B działała niczym magnes.

Przez linię A-B, jak pisałem w tym miejscu przed tygodniem, przewalał się elegancki tłum, a nieopodal, przy pomniku autora „Pana Tadeusza”, odbywał się „targ na sługi”:

W środku Rynku, od strony ulicy Siennej, odbywał się przedziwny proceder: handel żywym człowiekiem. Nawet gdy stanął pomnik Mickiewicza w 1898 roku, to ten handel żywym człowiekiem koncentrował się wokół pomnika. Był to „targ na sługi”. Paniusie oglądały żywy towar i nabywały go na „książeczki”.
Każda bowiem służąca musiał mieć „książeczkę pracy”, w której przy odejściu z pracy paniusie wpisywały w trzech rubrykach, jaka była ta biała niewolnica. W rubrykach były wydrukowane trzy słowa: wierna, pilna, obyczajna. Była ustawa, w myśl której nie wolno było psuć książeczki, a więc nie można było napisać, że kradła, że była leniwa i nie bardzo obyczajna. Ale wystarczyło nic w tych rubrykach nie napisać, tylko dać swój podpis, aby już taką niewolnicę przedstawić zjawiskiem w jak najczarniejszych barwach.

Słowa te skreślił Bolesław Drobner, niegdyś jedna z charakterystycznych postaci Krakowa. Niezbyt wysoki, przygarbiony, z wąsami niczym Piłsudski, ubrany w coś w rodzaju kadrówki towarzysza Mao, dreptał po mieście, po Plantach, zazwyczaj w towarzystwie żony. W ciągu wielu lat życia przedreptał też wiele lewicowych partii, kończąc w PZPR.

Sama linia A-B była miejscem okupowanym nie tylko przez krakowski wielki świat. Także przez Antków. W ten sposób nazywano mieszkańców Półwsia Zwierzynieckiego, Krowodrzy, Dębnik, dowcipnych cwaniaków, pogodnych uliczników - krakowskich gawroszy.

Byli sławni w całej Europie, ponieważ Baedeker wymieniał ich jako jedną z krakowskich osobliwości. Na równi z gołębiami trzymali się środka miasta, czując się najswobodniej na bruku Rynku i sąsiednich ulic - pisał o Antkach Marian Turski, dodając:

Z czego żyli? Trochę żebrali. Jednak bez nachalstwa, nawet z pewną nonszalancją: dasz - dobrze, nie - pal cię sześć. Poza tym mieli swoje interesy i przedsiębiorstwa indywidualne i spółdzielcze: gołębiarstwo, króliki, rybołówstwo i drobne usługi świadczone miejscowym i przyjezdnym na dworcach, przy hotelach i sklepach. Mieli wiele specyficznej godności, byli uczciwi - nie zdarzało się, aby któryś z nich coś ukradł - w miarę uprzejmi, ale przede wszystkim dowcipni. O tym dowcipie rozwodził się Baedeker. Na przykład: „Kiedyś wracałem w nocy przez Rynek. Koło Baranów. Na rogu św. Anny, zaczepił mnie mały, może ośmioletni pędrak: - Panie radco, parę groszy!

- Na moją uwagę, dlaczego się po nocy po mieście pęta, odpowiedział bez zająknienia: - Dobrze panu mówić, ale moja żona właśnie rodzi, a nie mam na akuszerkę.

- Czyż mogłem oprzeć się takiemu argumentowi?”.

Potrafili zaczepić wychodzącą z kościoła Mariackiego panią Żeleńską, najwyższą w Krakowie kobietę, tak wysoką, że wszyscy się za nią oglądali: Pani! Pani, a zimno tam na górze?

Gawrosze gawroszami, ale na linii A-B, grasowały także panienki lekkich obyczajów, co sumiennie zanotował dr Tadeusz Żeleński, czyli Boy, w wierszu „Kokotka krakowska z linii A-B’:

Gdy noc zstępuje z chmur
I Kraków tonie w mgłach,
Orszak wesołych miłości cór
Mknie tam, gdzie wzywa fach.
Asfalt w księżycu lśni,
Głucho w krąg…
Hejnał z wieżycy drży,
Policjant stoi jak drąg…

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie