Targowisko różności

Redakcja
Będzie jak zawsze: czarujące (może nieco fałszywe) uśmiechy, efektowne toalety, naszyjniki i makijaże, długie podziękowania i krótkie fragmenty filmów.

Przed 82. edycją nagród Amerykańskiej Akademii Filmowej

Siódmego marca poznamy laureatów tegorocznej, już 82. edycji rozdania nagród Amerykańskiej Akademii Filmowej. Ceremonię wręczenia Oscarów, która tradycyjnie odbędzie się w "Kodak Theatre", poprowadzą tym razem Steve Martin i Alec Baldwin. W Polsce na żywo uroczystość zobaczą jednak tylko nieliczni. To kolejny rok, w którym galę przyznania najpopularniejszych nagród filmowych na świecie, transmitować będzie jedynie kodowana telewizja Canal+.

Oscary nie wychodzą z mody. Kiedy kilka lat temu, wobec malejącej z roku na rok oglądalności ceremonii wręczenia nagród Amerykańskiej Akademii Filmowej, opiniotwórcza prasa amerykańska sugerowała zmiany w organizacji tej imprezy: na znacznie skromniejszą, adresowaną przede wszystkim na rynek amerykański, podniosły się liczne głosy sprzeciwu. Kameralne Oscary? Wykluczone. Wszystko musi być przecież po staremu. I rzeczywiście, w 2009 roku, pomimo międzynarodowego kryzysu gospodarczego, obyło się bez niespodzianek, a plan minimum został wykonany. Ceremonię obejrzało 36,3 miliona widzów, czyli 13 proc. więcej niż w poprzednim roku, kiedy Oscary zanotowały najniższy wynik oglądalności w historii. Miejmy nadzieję, że w 2010 będzie jeszcze lepiej. No bo co byśmy bez Oscarów zrobili...

Oscary to gigantyczne przedsięwzięcie. Kolejne etapy preselekcji, zamknięte pokazy czy organizacja spotkań z nominowanymi twórcami, muszą być idealnie zsynchronizowane, a także zabezpieczone przed jakimikolwiek przeciekami. Amerykanie są w tym zawsze perfekcyjni. Nazwiska laureatów tegorocznych Oscarów poznamy dopiero 7 marca, ale od kilku tygodni znamy już pokaźną listę nominowanych. Kuchnia przyznania nominacji nie jest skomplikowana. Specjalne karty do głosowania otrzymuje ponad sześć tysięcy członków Amerykańskiej Akademii Filmowej, która dzieli się na piętnaście profesjonalnych sekcji. W ten sposób aktorzy nominują aktorów, scenarzyści - twórców scenariuszy, a operatorzy - autorów zdjęć. W tym roku wszyscy akademicy mogli wybierać spośród robiącej duże wrażenie puli 274 tytułów filmowych.

Po ogłoszeniu nominacji, członkowie Akademii otrzymują finalne formularze do głosowania, laureatów poszczególnych nominacji wybierają już wszyscy: bez rozróżniania na kategorie zawodowe.

Novum tegorocznej edycji Oscarów jest znacząca zmiana w najbardziej prestiżowej kategorii - "film roku". Dotychczas akademicy mogli wybierać spośród pięciu kandydatów, w tym roku rozszerzono tę pulę do dziesięciu tytułów. To szczęśliwa decyzja, dzięki której do głównej kategorii, poza pewniakami w rodzaju "Avatara" (dziewięć nominacji), "Hurt Lockera" (dziewięć nominacji), "Precious" (sześć nominacji), "Bękartów wojny" (osiem nominacji) czy "W chmurach" (sześć nominacji), na liście pojawił się także znakomity brytyjski film "Była sobie dziewczyna", niezależny "Dystrykt 9" (cztery nominacje), "The Blind Side" z nominowaną do Oscara Sandrą Bullock, czy zagadkowy "A Serious Man" braci Coen. Również animowany "Odlot" (pięć nominacji) kandyduje do Oscara nie tylko w oczywistej kategorii - "najlepszy film animowany", ale także "film roku" i "najlepszy scenariusz".
Z filmoznawczego punktu widzenia, tegoroczne nominacje są dosyć przewidywalne. Nie ma kompromitacji, nie ma także wielkich niespodzianek. Amerykańska Akademia Filmowa po kilku kompromitujących pominięciach z ostatnich lat o wiele uważniej przygląda się temu, co dzieje się poza wielkimi studiami. Wśród nominowanych, zwłaszcza w mniej flagowych kategoriach, pojawili się twórcy niszowi lub słabo znani, ale oczywiście prym wiodą tak zwani "majorsi": twórcy i tytuły, które bądź to zawojowały światowy box office - jak "Avatar" Jamesa Camerona, bądź zebrały rewelacyjne recenzje w prasie amerykańskiej - jak "Hurt Locker" Kathryn Bigelow.

Ponieważ na temat "Avatara", również w polskiej prasie, napisano już chyba wszystko, od siebie dodam jedynie z przekąsem, że nie galopowałbym się z egzaltowanymi wynurzeniami części krytyków, jakoby film ten stanowił wielki kamień milowy w dziejach kina. Trudno nie docenić plastycznej i technicznej wirtuozerii "Avatara", niemniej półka z napisem "przełom", lub "arcydzieło" - nawet wyłącznie w raczkującej wciąż technologii 3D - to dla topornego narracyjnie "Avatara" przesadzone wyróżnienie.

Zdecydowanie ciekawszym, chociaż na pewno nie w pełni udanym filmem jest "Hurt Locker" Bigelow, autorki m.in. onirycznych "Dziwnych dni". Pomimo jednoznacznie entuzjastycznych recenzji krytyków amerykańskich, ten wiarygodny psychologicznie portret amerykańskich saperów przebywających w Iraku, nie przebił się na ekrany większości europejskich państw. Również w Polsce "Hurt Locker" został wydany jedynie na DVD.

Wszystko wskazuje jednak na to, że głównymi wygranymi tegorocznych Oscarów będą właśnie wspomniane dwa tytuły: "Avatar" i "Hurt Locker". Pikanterii rywalizacji dodaje fakt, że Bigelow - reżyserka "Hurt Locker", była przez wiele lat żoną Camerona. Równocześnie jest dopiero czwartą kobietą w historii Oscarów, która otrzymała nominację w kategorii - "najlepszy reżyser". Potencjalna nagroda dla Bigelow byłaby zatem nie tylko gestem wyróżnienia dla sprawności warsztatowej reżyserki, ale także przejawem politycznej poprawności.

Szesnastą nominację do Oscara otrzymała w tym roku bijąca wszelkie rekordy zawodowej aktywności Meryl Streep, ale groźnymi kontrkandydatami będą dla niej Helen Mirren ("The Lost Stadion"), zjawiskowa Carey Mulligan ("Była sobie dziewczyna") i Gabourney Sidibe ("Precious"). Jednak Oscara i tak prawdopodobnie otrzyma "ulubienica Ameryki", Sandra Bullock - niekoniecznie wyłącznie za artystyczną klasę jej kreacji w filmie "Blind Side".

Wśród panów rywalizacja rozegra się pomiędzy pięciokrotnie nominowanym Jeefem Bridgesem (autobiograficzna rola znużonego życiem i piciem gwiazdora country w "Szalonym sercu") a Jeremym Rennerem - odkryciem Bigelow z "Hurt Locker". Pozostałe nominacje otrzymali: Morgan Freeman za rolę Nelsona Mandeli w "Invictus" Clinta Eastwooda, George Clooney ("W chmurach") i Colin Firth ("A Single Man").
W ważnej dla Europejczyków, ale marginalnej z punktu widzenia Amerykańskiej Akademii Filmowej kategorii "najlepszy film nieanglojęzyczny" (jak powszechnie wiadomo, widzowie amerykańscy oglądają filmy wyłącznie w języku angielskim) nominacji nie uzyskał niestety "Rewers" Borysa Lankosza, na liście znalazły się natomiast m.in. film "Ajami" z Izraela, pokazywane w polskich kinach peruwiańskie "Gorzkie mleko", oraz nagrodzony w Cannes francuski "Prorok". Faworytem w tej kategorii jest poruszająca austriacka "Biała wstążka" w reżyserii Michaela Hanekego.

Nas najbardziej ucieszyła nominacja i znaczące szanse na nagrodę w kategorii "krótkometrażowy film dokumentalny" dla Bartka Konopki, reżysera świetnego "Królika po berlińsku", filmu opowiadającego o historii NRD - aż do zburzenia "muru berlińskiego", z punktu widzenia tysięcy dzikich królików zamieszkujących tak zwaną strefę śmierci pomiędzy dwiema częściami muru. Czy nominacja zamieni się w nagrodę - przekonamy się już za kilka dni.

Łukasz Maciejewski

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie