Tarnów. Porywacz córeczki z wyrokiem. Pracy śledczych przyglądał się minister sprawiedliwości

Artur Drożdżak
Artur Drożdżak
Sąd Apelacyjny w Krakowie nieznacznie zmniejszył wyrok dla porywacza córki do 2 lat i 7 miesięcy więzienia
Sąd Apelacyjny w Krakowie nieznacznie zmniejszył wyrok dla porywacza córki do 2 lat i 7 miesięcy więzienia archiwum
Udostępnij:
40-letni Bartłomiej C. został skazany na łączną karę 2 lat i 7 miesięcy więzienia za porwanie własnej córki, groźby karalne, znieważenie policjantów i uszkodzenie ciała innego mężczyzny. Sąd Apelacyjny w Krakowie tylko nieznacznie skorygował wyrok tarnowskiego sądu, który orzekał w tej sprawie w I instancji.

FLESZ - 5-dniowy tydzień pracy odejdzie do lamusa?

Oskarżony pozostawał w sporze z byłą żoną, z którą miał dwoje małoletnich dzieci w wieku 9 i 11 lat. Na mocy wyroku tarnowskiego sądu z kwietnia 2017 r. dziewczynka i chłopczyk pozostawali pod opieką matki, a Bartłomiej C. miał ustalony czas ich odwiedzin, ale do tych regulacji się nie stosował.

Zjawiał się bez zapowiedzi i bywał wtedy agresywny. Za nękanie i groźby wobec byłej życiowej partnerki i jej matki został skazany. Potem doszedł kolejny wyrok za naruszenie miru domowego i znieważenie kobiety.

Następny incydent rozegrał się we wrześniu 2019 r. , gdy mężczyzna wtargnął do domu Jana M. pod Tarnowem i zaatakował siostrę byłej żony, pod opieka której znajdowała się jego córeczka i syn.

Katarzyna P. zajmowała się dziećmi, bo ich matka, zatrudniona jako przedstawiciel handlowy, miała różne godziny pracy. Bartłomiej C. nie akceptował faktu, że on nie może stale opiekować się dziećmi, a mając możliwość mógłby odbierać je z przedszkola. Zamiast tego robiły to osoby trzecie.

Incydent i atak pod Tarnowem

**
Bartłomiej C. pojawił się u Katarzyny P., nie chciał wyjść z domu mimo jej żądań, uderzył kobietę mocno w twarz, wypowiedział groźby i wystawił córeczkę przez drzwi balkonowe na zewnątrz domu choć dziewczynka wołała, że nie chce nigdzie jechać. Płaczącą, niekompletnie ubraną zabrał do auta, a nie miał zgody na wizytę tego dnia. Ponownie uderzył Katarzynę P., gry chciała interweniować. Na zajście zareagował 80-letni Jan M., właściciel domu. Wyszedł z pobliskiej szklarni i zapytał Bartłomieja C.: co ty robisz? W odpowiedzi agresor z wyskoku kopnął Jana M. Mężczyzn upadł na twarde podłoże i stracił przytomność. Od upadku doznał skomplikowanego złamania kości udowej. Leczył się potem z tego urazu 9 miesięcy, przez prawie pół roku musiał zatrudniać opiekunkę. Na leki i opiekę szacunkowo wydał 15 tys. złotych.

Katarzyna P. zawiadomiła o zajściu siostrę i policję, wezwała też pogotowie do Jana M. Funkcjonariusze udali się do sąsiedniej miejscowości do domu Bartłomieja C., który dobrowolnie wydał córeczkę byłej żonie, ale był agresywny w stosunku do policjantów. By opanować jego furię musieli użyć gazu i kajdanek.

Przed prokuratorem Bartłomiej C. przyznał się do winy.

- Uderzyłem Jana M., a co miałem dać się pobić? - nie krył. Twierdził, że czuł się zagrożony, bo kiedyś 80-latek podszedł do niego z metalową rurką. Podczas incydentu przed domem Jan M. miał rękę schowaną i dlatego oskarżony myślał, że coś w niej ma. Kopnął go, by zmniejszyć ryzyko ataku. Twierdził, że działał w obronie koniecznej.

Zdaniem tarnowskiego sądu działał jednak umyślnie na szkodę Jana M., który nie stwarzał dla niego zagrożenia, więc nie było potrzeby żadnej obrony.

- Jan M. chciał pomóc płaczącemu dziecku i przemówić do rozsądku Bartłomiejowi C., ale oskarżony postanowił wyładować złość na osobie, która zakwestionowała jego sprzeczne z prawem uprowadzenie dziecka

- zauważył sąd. W sprawie brak było okoliczności łagodzących poza przyznaniem się do winy oskarżonego, który nawet nie przeprosił Jana M. i żadnej pomocy finansowej mu nie zaproponował.

Na mocy wyroku Bartłomiej C. ma zapłacić 30 tys. zł zadośćuczynienia Janowi M. i nie może się do niego zbliżać przez dwa lata. Kara łączna za wszystkie zarzuty wyniosła 3 lat i 2 miesiące więzienia.

Apelacja i wyrok

**
W złożonej apelacji oskarżony domagał się niższej kary, przekonywał, że tylko chciał zatrzymać Jana M. by móc odjechać z córeczką. Kwestionował wysokość zadośćuczynienia za wyrządzoną mu krzywdę.

Sąd Apelacyjny w Krakowie tylko lekko zmniejszył wyrok mężczyźnie do 2 lat i 7 miesięcy. Jest prawomocny.

Sprawą interesował się minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro i na jego polecenie sprawdzano, czy prokuratura postępowała właściwie w zakresie dbania o prawa prześladowanej przez byłego męża matki porwanej dziewczynki. Nieprawidłowości żadnych w tym zakresie nie stwierdzono.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

miejsce #1

Sencor

Sencor SCOOTER TWO 2021

2 552,25 zł1 999,00 zł-22%
miejsce #2

Xiaomi

Xiaomi Mi Electric Scooter 3 2022 Czarny

2 499,00 zł2 095,00 zł-16%
miejsce #3

Fiat

Fiat 500 8.5 F85R350PL Czerwona

1 599,00 zł1 495,00 zł-7%
miejsce #4

Motus

Motus Pro 10 2022

4 999,00 zł4 799,00 zł
miejsce #5

Motus

Motus Pro 10 Sport 2021

6 999,99 zł6 699,00 zł
miejsce #6

Motus

Motus Scooty 10 Lite 2022

1 999,99 zł1 998,00 zł
Materiały promocyjne partnera

Materiał oryginalny: Tarnów. Porywacz córeczki z wyrokiem. Pracy śledczych przyglądał się minister sprawiedliwości - Gazeta Krakowska

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej Dziennik Polski
Dodaj ogłoszenie