Taśma na prezydenta

Taśma na prezydenta

Zdjęcie autora materiału

Dziennik Polski 24

Jacek Majchrowski uważa, że próby rozpowszechnienia zapisu bulwersującej rozmowy sprzed dwóch lat to element "brudnej kampanii wyborczej"

Rozmowa dotyczyła motelu Krak, cennej gminnej nieruchomości dzierżawionej od lat przez spółkę Forte i popadającej w totalną ruinę.

Od kilkunastu dni krąży po Krakowie nagranie skrajnie niesmacznej, dla wielu szokującej, rozmowy, w której ponad dwa lata temu uczestniczyli: prezydent miasta Jacek Majchrowski, kontrowersyjny prezes spółki Forte Wacław Stechnij oraz dziennikarz Radia RMF Marek Balawajder.


Około 90 procent nagrania wypełniają wypowiedzi Stechnija, który rynsztokowym językiem (co trzecie słowo to "k...", a co piąte to "ch..."; prezes Forte tworzy z nich również czasowniki i przymiotniki), chaotycznie opisuje stan swoich negocjacji z inwestorem (zagraniczną siecią handlową), który ma rozwiązać jego - i miasta - problemy związane z dzierżawą Kraka. Jacek Majchrowski - co zdumiewa wielu słuchaczy nagrania - dostosowuje się do charakteru i treści rozmowy. Jego zwolennicy przekonują, że robi to "w interesie miasta".
Przypomnijmy: poprzedni prezydent Krakowa Andrzej Gołaś w 1999 roku wypowiedział Forte umowę dzierżawy Kraka, próbując odzyskać dla miasta atrakcyjny teren. Rządząca wtedy miastem centroprawica uważała Stechnija za nierzetelnego dzierżawcę, który w 1996 roku otrzymał miejską nieruchomość bez przetargu, wyłącznie dzięki układom i swoistemu lobbingowi (m.in. huczne imprezy dla radnych, zatrudnianie krewnych decydentów).
Krytycy tej dzierżawy zwracali uwagę, że Stechnij otrzymał Kraka, pod warunkiem iż zbuduje tam centrum turystyczno-usługowe - radni zastrzegli to w specjalnej uchwale - lecz obietnicy nie dotrzymał. Zamiast tego, korzystając z możliwości (kontrowersyjny aneks do umowy najmu) stworzonych mu pod koniec urzędowania przez zarząd miasta kierowany przez Józefa Lassotę, próbował postawić na terenie Kraka hipermarket.
Wypowiedzenie umowy dzierżawy przez prezydenta Gołasia zakończyło się jednak fiaskiem - Stechnij dwa razy wygrał z miastem w sądzie i dysponując prawomocnym wyrokiem, wniósł do sądu pozew o rekordowe odszkodowanie (400 mln zł). Od 1999 roku płacił też miastu ledwie 1 procent należnego czynszu - zatrzymując resztę "na poczet odszkodowania". Również w tej ostatniej sprawie wygrał - w pierwszej instancji - proces z miastem.
W takim stanie prawnym odziedziczył "sprawę Kraka" prezydent Majchrowski. Już za jego prezydentury miasto przegrało kasację do Sądu Najwyższego w sprawie wypowiedzenia umowy dzierżawy.

Kolega Stechnij?


Przeciwnicy Forte przekonywali cztery lata temu, że prof. Majchrowski nie będzie chciał wyrzucić Stechnija z miejskiego gruntu, "bo to dobrzy znajomi". Historię dzierżawy opisaliśmy wtedy w serii reportaży pt. "Prowizja Wszystkich Świętych", analizując wszelkie dostępne (i "niedostępne") dokumenty i wysłuchując około stu wtajemniczonych osób. Na naszych łamach wypowiedział się również prezydent Majchrowski.
Forte żądało wówczas "naprawienia umowy", czyli przedłużenia dzierżawy o "stracone lata" i zgody na budowę hipermarketu. Zapytaliśmy prezydenta, czy nie razi go, że prywatna spółka zgarnie zysk z tytułu zabudowania terenów gminnych. - Razi - odpowiedział - ale jest to konsekwencja umów, które podpisano i które, niezależnie od mojej oceny, musimy przestrzegać.
Rozwiązaniem problemu miało być przedstawione przez Stechnija trójporozumienie Forte, koncernu Tesco oraz gminy; próbowano je przeforsować już u schyłku prezydentury Gołasia, ale - po burzliwej sesji - radni storpedowali ten pomysł. Projekt porozumienia negatywnie zaopiniowali również prawnicy prezydenta Majchrowskiego.
Pytaliśmy wówczas prezydenta, czy nie bierze pod uwagę usunięcia Forte i budowy czegoś innego niż hipermarket. - Co jeszcze prawnie można zrobić? - odparł prezydent - A co do hipermarketu... Ja już w kampanii wyborczej mówiłem, że nie wiem, co tam ma być i nie sugeruję. Ale irytuje mnie, gdy jeden z najlepszych terenów w mieście stoi i się marnuje.
Na sugestie, że wybrał takie, w sumie przyjazne dla Forte, rozwiązanie, gdyż Stechnij jest jego dobrym znajomym, Majchrowski odparł: - Pana Stechnija znam od czasu, gdy był młodzieżowym działaczem studenckim. Co jakiś czas się spotykamy przy różnych okazjach, ale nawet nie ma mowy o jakimkolwiek wpływaniu na moje decyzje czy opinie. A w sprawie terenu Kraka rozmawialiśmy jedynie w szerszym gronie - prawników i pracowników Wydziału Architektury. Nie bardzo rozumiem, na czym ma owa "przyjazność" dla Forte polegać. Jeżeli zapyta pan o to pana Stechnija, będzie miał ocenę zupełnie odmienną.
Adwersarze prezydenta wskazują, że na bulwersującym nagraniu sprzed dwóch lat Stechnij zwraca się do Majchrowskiego "jak do kumpla" (choć można odnieść wrażenie, że dobrze wie, iż rozmowa jest nagrywana), próbując odeń uzyskać korzystne dla siebie decyzje i deklaracje. Prezydent stara się z nim negocjować; na uwagę Stechnija, zaniepokojonego presją mediów: "I się k... nie uchronimy za moment", Majchrowski odpowiada: "No, Wacuś, słuchaj…".
Sześć dni później upływał termin, w którym - zdaniem przeciwników Forte - prezydent powinien wypowiedzieć umowę dzierżawy. Prezes Forte przekonywał, żeby jeszcze z tym zaczekać, aby miał czas na porozumienie z Tesco. Przytoczmy ten fragment:
"Stechnij: - Nawet kolego, k..., porozumienie na lipiec, sierpień nawet, gdzie oni gwarantują i masz święty spokój, masz bezpieczeństwo w sytuacji, gdy nie masz tych pieniędzy i tak.
Balawajder: - Kto ci ktoś będzie pier... terminami. Jakie terminy? Kto szanuje terminy?
Majchrowski: - Dobra.
Stechnij: - Jest teraz kwestia, co my mamy mówić, k..., w piątek?
Majchrowski: - Komu mamy mówić?
Stechnij: - Rozdzwonią się telefony, dziennikarze, k.... Zacznie się k..., mała karuzela. Przecież te k..., ch..., rozumiesz, te k...".
Tu Stechnij wymienia z nazwiska osoby ze Stowarzyszenia "Samorządny Kraków", które od połowy lat 90. walczy o wyrzucenie Forte z Kraka i ogłoszenie "uczciwego, otwartego i w pełni przejrzystego przetargu na cenny teren".
Majchrowski wypowiedział umowę Forte dopiero 15 września. Ku oburzeniu wielu obserwatorów wypowiedzenie było warunkowe: Majchrowski obiecał, że je cofnie, jeśli Stechnij spłaci dług w ciągu miesiąca. Potem przedłużał ten termin o kolejne miesiące. Forte nadal nie płaciło. W tym czasie - z końcem października - prezydent podpisał decyzję o warunkach zabudowy dla Tesco - na hipermarket na terenie Kraka (wojewoda uchylił tę decyzję, zarzucając jej drastyczne pogwałcenie przepisów).
Dopiero pod koniec 2004 roku miasto poczyniło bardziej zdecydowane ruchy. Prezydent odrzucił prośbę Stechnija, by po raz kolejny odwlec termin zawarcia ugody, zapowiedział "natychmiastową egzekucję długu i eksmisję dzierżawcy oraz rozpisanie przetargu na atrakcyjny teren".
Trwające od tego czasu przepychanki prawne - miasto wygrało ze Stechnijem kilka procesów, m.in. w sprawie zaległego czynszu i gigantycznego odszkodowania, ale Stechnij wytoczył kolejne sprawy - opisaliśmy niedawno w tekście "Skandal w majestacie prawa". - Spółka pana Wacława Stechnija stosuje wszelkie wybiegi, by przedłużać wszystko w nieskończoność. To nadużywanie prawa - mówił nam prof. Andrzej Oklejak.

Majchrowski: "brudna kampania"


Zagadnięty o krążące po Krakowie "taśmy prawdy" prezydent Majchrowski na ostatniej konferencji prasowej przed pierwszą turą wyborów odpowiedział, że "przesłucha je na spokojnie 12 listopada" (po głosowaniu) i być może się wypowie. Ostatecznie jednak postanowił w żaden sposób nie komentować tej sprawy.
- Komentarz ze strony pana prezydenta tylko podnosiłby wiarygodność twierdzeń pana Stechnija - wyjaśnia rzecznik prezydenta Marcin Helbin. - Prezydent uważa również, że jest pewien poziom, do którego zniżać się nie może. Nie będzie również pozywał pana Stechnija do sądu za obrzydliwości, które prezes Forte rozgłasza.
Jacek Majchrowski uważa, że próby rozpowszechnienia zapisu bulwersującej rozmowy sprzed dwóch lat to element "brudnej kampanii wyborczej". Jego współpracownicy dodają, że za "pseudoaferą" stoi Stechnij, któremu zależy na kompromitacji prezydenta, bo nie uzyskał od miasta tego, czego chciał.
Zwracają uwagę, że wraz z ujawnieniem nagrania Stechnij skierował do prokuratury kuriozalne doniesienia przeciwko Majchrowskiemu, m.in. w sprawie "pokoju na godziny", jaki rzekomo prezydent miał wynajmować w Kraku od stycznia 2003 roku (a więc wtedy, gdy pytaliśmy prezydenta o spotkania z prezesem Forte). Stechnij domaga się kilkudziesięciu tysięcy złotych tytułem zapłaty za korzystanie z pokoju; w doniesieniu pisze, że prezydent miał go zapewniać, iż się w tej sprawie "dogadają".
- Kilka lat temu sam pan Stechnij powiedział o sobie, że jego "wiarygodność jest złodziejska" - komentują te zarzuty stronnicy Majchrowskiego.
Przeciwnicy prezydenta twierdzą z kolei, że "krakowskie taśmy prawdy" pokazują w brutalny, "nie budzący wątpliwości" sposób, jakie negocjacje w sprawie atrakcyjnego gminnego majątku, jakim jest Krak, prowadzili "starzy przyjaciele" - Jacek Majchrowski i Wacław Stechnij.

Rokita: "Uratowała miliony"


Wacław Stechnij twierdzi, że przedstawiał miastu korzystne dla wszystkich stron rozwiązania problemu Kraka - najpierw z udziałem Tesco, a potem innych sieci handlowych - Geanta (który jest obecnie - nieuznawanym przez miasto - poddzierżawcą) oraz Carrefoura. Bezskutecznie, gdyż - jak twierdzi - miasto podjęło przeciwko niemu wrogie działania. Dlatego starał się przed wyborami pokazać "całą prawdę o Majchrowskim".
Ale nie tylko on chciał przed pierwszą turą nagłośnić "taśmy prawdy". Na przedwyborczej konferencji "na temat metod ograniczających działalność korupcyjną polityków" Nelli Rokita (żona Jana), przewodnicząca Europejskiej Unii Kobiet, twierdziła, że działania Katarzyny Migacz, popieranej przez nią kandydatki Platformy Obywatelskiej na radną, "ratują dla miasta kilkadziesiąt milionów złotych".
- Do straty takiej - uważa Rokita - prowadziła próba realizacji planu Jacka Majchrowskiego, zgodnie z którym firmy, które chciałyby przejąć tereny motelu Krak, powinny za to zapłacić około 30 mln zł. Błąd koncepcji polegał na tym, że te kilkadziesiąt milionów złotych miałoby być podzielone między miasto a obecnych właścicieli bankrutującej spółki Forte, przy czym do kasy miasta miało trafić kilka milionów, a do kieszeni obecnych właścicieli Forte - kilkadziesiąt.
Katarzyna Migacz, młoda prawniczka, działaczka organizacji kobiecych, bez doświadczenia samorządowego, startowała do Rady Miasta Krakowa z listy PO. Dostała 1370 głosów i zdobyła mandat. W materiałach wyborczych przedstawiała się jako współtwórczyni poświęconej walce z korupcją strony internetowej www.rzeczprawa.eco.pl. Obok odnośnika do "taśm prawdy" jest tam m.in. pełna dokumentacja sprawy Forte. To owoc ponaddwuletniej działalności Marcina Migacza, aktywnego w walce z korupcją młodego człowieka związanego z "Samorządnym Krakowem". Na przykładzie "sprawy Kraka" próbuje on pokazać mechanizmy i nieformalne układy towarzysko-biznesowe decydujące o losie mienia publicznego.
Nazwisko Katarzyny Migacz pojawiło się w tym kontekście przed wyborami. 11 września wraz z prezesem Samorządnego Krakowa Bogusławem Goleniem złożyła ona do prokuratury "zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa przez Wacława Stechnija, polegającego na niezgłoszeniu wniosku o upadłość spółki". Dziwi się jednocześnie, że wniosku takiego nie złożyło miasto. - Prezydent Majchrowski ośmiesza Kraków - konkluduje.
Czy fakt, że radna Platformy - popierana przez Nelli Rokitę - tak jednoznacznie ocenia Jacka Majchrowskiego, może mieć wpływ na II turę wyborów prezydenckich? Wychodzi na to, że tak. Jeszcze w piątek przegrany kandydat PO na prezydenta, Tomasz Szczypiński (przypomnijmy - członek Zarządu Miasta z czasów prezydenta Gołasia) powiedział, że jego program jest bliższy programowi Majchrowskiego. Dzień później odbyła się konferencja liderów PO, na której poseł Jan Rokita i senator Andrzej Gołaś zdecydowanie poparli Ryszarda Terleckiego z PiS.
Jednak nie tylko działacze PO różnią się w tej sprawie. Przed pierwszą turą doszło do kuriozalnej wymiany oświadczeń między PiS-owskim prezesem a również PiS-owskim wiceprezesem Radia Kraków w sprawie audycji Miłosza Horodyńskiego. 7 listopada w miasto poszła wieść, że kolejny "Raport" został zdjęty z anteny po osobistej interwencji Jacka Majchrowskiego, który zwrócił uwagę, że żona autora audycji kandyduje do Rady Miasta z listy PiS, co ma świadczyć o stronniczości dziennikarza.
Prezes radia Dobrosław Rodziewicz oświadczył, że do emisji programu nie doszło, bo "nie miał jej kto skolaudować" (sprawdzić przed dopuszczeniem na antenę). Zajmujący się tym członek zarządu Maciej Zdziarski wziął nagle dzień urlopu, a sam prezes odmówił kolaudacji, bo "stracił zaufanie do Horodyńskiego" - uznał go za propagandystę PiS, używającego audycji do tępienia rywali tej partii.
Wiceprezes Zdziarski odpowiedział, że jest "zdumiony, iż Dobrosław Rodziewicz publicznie deklaruje niechęć do wykonywania pracy, za którą pobiera niemałe wynagrodzenie". Dziwi go też, że prezes zdjął audycję bez jej wysłuchania. A - jak pisze - program dotyczył medialnych kłopotów kandydatów na prezydenta Krakowa. Rozmówcami red. Horodyńskiego byli m.in. dziennikarze "Wyborczej" i "Dziennika", których "autor pytał o działania mediów w czasie kampanii oraz politolog Jarosław Flis, który krytykował małą aktywność mediów w przypominaniu zarzutów stawianych kandydatom i zachęcał do większej odwagi".
Pisze dalej Zdziarski: Prezydent Majchrowski w taśmach ujawnionych przez Wacława Stechnija (...) zawartych w "Raporcie Miłosza Horodyńskiego" mówi: "Mówiłeś mi, że wszystko mają i już to uruchomi, k..., forsę" w reakcji na słowa: "jesteś prezydentem, nie harcerzykiem". Trudno się dziwić, że Jacek Majchrowski chciał nie dopuścić do emisji takiego materiału.
ZBIGNIEW BARTUŚ

Komentarze

Dodajesz komentarz jako: Gość

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Liczba znaków do wpisania:

zaloguj się

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

Polecamy

Wideo