Teatr Ejfmana dla Grażyny

Redakcja
BALET. To dzięki Grażynie Karaś i założonej przez nią wespół z Przemysławem Śliwą Krakowskiej Fundacji Sztuki Baletowej po raz pierwszy przed laty zobaczyłam Sanktpetersburski Teatr Baletu Borisa Ejfmana.

Pamiętam do dziś tamto zauroczenie potęgowane kolejnymi spektaklami przywożonymi do Krakowa przez charyzmatycznego choreografa i jego artystów. Każdy z tych baletów był inny, a przecież jednocześnie każdy opowiadał o tym samym - o losie człowieka jako jednostki zagubionej w okrutnym, chciałoby się powiedzieć - nieludzkim, choć okrutnym właśnie przez swoją powszedniość, świecie.

Tę zbieżność uwydatniły trzy spektakle, które w kończącym się tygodniu Sanktpetersburski Teatr Baletu Borisa Ejfmana przedstawił na scenie Opery Krakowskiej. Trzydniowy festiwal był hołdem złożonym przez rosyjskich artystów Grażynie Karaś w pierwszą rocznicę śmierci tej, która niegdyś otworzyła oczy i serca krakowian na urok sztuki baletowej.

Oglądając raz jeszcze Czerwoną Giselle, Rosyjskiego Hamleta, syna Katarzyny Wielkiej i Don Kichota, czyli fantazję szaleńca zastanawiałam się, na czym polega fenomen tego Teatru Baletu. Wydaje mi się, że wielką rolę odgrywa właśnie tematyka, nigdy błaha, zawsze dotykająca spraw egzystencjalnych. Po drugie - znajduje ona doskonałe odzwierciedlenie w inscenizacji. Boris Ejfman potrafi doskonale połączyć precyzję scenariusza z olbrzymią ekspresją jego przekazu. Spektakle są wizualnie piękne, urzekają wręcz barokowym bogactwem. Bogactwem - nie przepychem - bo jednocześnie niczego nie ma tu w nadmiarze. Istnieje idealna równowaga pomiędzy samym baletem a piękną scenografią i wysmakowanymi kostiumami, które pomagają budować charakterystykę poszczególnych postaci (to praca Wiaczesława Okuniewa). A do tego jeszcze muzyka, dobrana w sposób idealny. Nie ma lepszego wyrażenia szaleństwa Olgi Spiesiwcewej - czerwonej Giselle - niż upiorny walc Schnittkego. Trudno znaleźć lepsze wyrażenie rozkładu psychicznego Pawła I niż przejście z pełnej mocy symfonii Beethovena w wykrzywiony świat muzyki Gustawa Mahlera.

A największym walorem teatru Ejfmana - prócz charyzmy jego twórcy - są artyści, łączący sztukę baletową z doskonałym teatrem dramatycznym, bezbłędni w każdym calu, przecież jednocześnie jakże ludzcy w swoim zapamiętaniu. Jakże ludzki, a jednocześnie wielki był ich gest - przyjazd do Krakowa, by zatańczyć "dla Grażyny". Więc jednak istnieje solidarność?

Anna Woźniakowska

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie