Telepraca uszczęśliwia? Warto o niej pamiętać, urządzając miasto

Małgorzata Mrowiec
Małgorzata Mrowiec
Fot. Andrzej Banaś
Rozmowa z dr. hab. JACKIEM GĄDECKIM, socjologiem i antropologiem kultury z Akademii Górniczo-Hutniczej. Kieruje on badaniami etnograficznymi nad telepracą - odpłatną pracą w domu - m.in. w Krakowie, finansowanymi ze środków Narodowego Centrum Nauki.

- Czym zajmują się telepracownicy?

- Niemal wszystkim. W naszych badaniach uczestniczą osoby, które nadzorują i koordynują wielkie, globalne badania medyczne, ale też np. opiekunowie zwierząt domowych - pracę koordynują we własnym domu, a zwierzakami zajmują się w domach klientów. Są oczywiście bardziej klasyczne przypadki jak dziennikarze, fotograficy, graficy - przedstawiciele zawodów kreatywnych. Zresztą trudno współcześnie znaleźć osobę, która by w ogóle nie pracowała z domu. Tylko jedni - jak się to mówi - zabierają robotę do domu, inni są czasowo oddelegowani do takiej pracy, np. na pół roku lub rok, są wreszcie osoby, które w ten sposób pracują dłużej. Część jest zatrudniona na etacie, a gros osób - i taka jest specyfika Polska - to samozatrudnieni: nie pracują dla zewnętrznego pracodawcy, ale prowadzą własną, często jednoosobową działalność gospodarczą z domu.

- Telepraca to zatem sposób przerzucania kosztów na pracownika?

- Od jednej z uczestniczek naszych badań dowiedziałem się, że jej globalna korporacja wprost stwierdziła: nie zamierzają płacić za wodę w klozecie itp. Więc oczywiście tak. Z perspektywy pracodawcy chodzi też o redukcję kosztów. A z drugiej strony telepraca jest promowana jako elastyczna forma pracy, która pozwala godzić życie rodzinne i zawodowe. Przystępując do tych badań, byliśmy wielkimi przeciwnikami takiego jednowymiarowego promowania wizerunku „życia szczęśliwego”, osiąganego dzięki telepracy, zwłaszcza w kontekście opieki nad dziećmi, najczęściej przypisywanej kobietom. Wydawało nam się to bardzo wyidealizowane i mało autentyczne.

- I ta teza się potwierdza?

- Rzeczywistość pokazuje, że życie jest dużo bardziej skomplikowane. To, co nas szczególnie zainteresowało, to fakt, że telepraca w wielu przypadkach jest traktowana jako pewnego rodzaju ukoronowanie indywidualnych starań i dążeń. Postrzegana jest w kategoriach sukcesu i osiągania niezależności.

- Jest nagrodą?

- Tak, nagrodą za bardzo sumienną pracę. Nie trzeba zrywać się rano, nie trzeba dojeżdżać do pracy, dzięki temu, że szef darzy nas zaufaniem. I wszystkie osoby, które traktują telepracę jako sukces - a faktycznie większość z nich tak ją właśnie postrzega - mówią otwarcie, że stali się panami swojego czasu. W pracy denerwowała je konieczność przesiadywania w biurze przez 8 godzin, choć swoje zadania wykonywały w znacznie krótszym czasie. Elastyczność jest korzystna też dla rodziny telepracownika, partnerów, dzieci.

- Czyli praca w domu uszczęśliwia?

- Tak, chociaż nie jest łatwa, ze względu na konieczność ciągłego negocjowania: co już jest pracą, a co nie. Negocjuje się to na różnych poziomach: po pierwsze z sobą samym, potem bezpośrednio z partnerem i dziećmi, w domu. Wreszcie w szerszym otoczeniu społecznym, gdy ciągle się słyszy - tak, jak nazwaliśmy nasz projekt badawczy - „ale ty siedzisz w domu, nie pracujesz”.

Szczęście należy sobie wywalczyć: wśród badanych mamy zarówno mężczyzn, jak i kobiety. Okazuje się, także w świetle innych badań, że o ile w przypadku mężczyzn pozostawanie w domu nie przekłada się na nieodpłatną pracę domową (nie sprzątają, nie gotują), o tyle w stosunku do kobiet oczekiwania pozostają niezmienne: one nadal mają też przygotować obiad, uprać itd. To jest bardzo ciekawe.

- Każdy może pracować z domu?

- Zdecydowanie nie. W ramach badań nawet zadajemy takie pytania telepracownikom: komu odradzają, komu doradzają ten tryb pracy. Wymaga to dużej samodyscypliny. Jeżeli ktoś jest zdyscyplinowany i daje sobie radę w samodzielnym wyznaczaniu celów i później ich realizacji - to może zostać telepracownikiem. A jeżeli ktoś ma z tym problem, a także z zarządzaniem czasem, to powinien uważać. Osoby, które lubią jeść też powinny być ostrożne, bo naturalnym ponoć trendem jest podjadanie - lodówka powinna być zabezpieczona (to wątek anegdotyczny, ale przez wielu potwierdzany). Co ciekawe, ludzie bardzo często wykorzystują przerwy w pracy na podejmowanie aktywności sportowych. Wykonają część pracy, a potem mogą iść pobiegać, na co praca normalna nie pozwala. Albo umawiają się na randkę ze swoim partnerem przed południem, kiedy krakowski Rynek czy kawiarnie nie są jeszcze oblegane przez turystów. Jest bardzo dużo takich małych rzeczy, które pozwalają im docenić bycie telepracownikiem.

- Jaki procent pracujących to ci, którzy robią to w domu? Telepraca stała się już poważnym zjawiskiem, skoro trafiła na warsztat badaczy?

- Nadal pozostaje marginalnym zjawiskiem, w ten sposób pracuje w Polsce jak się szacuje od 5 do 8 proc. pracowników. Ale w ramach coraz szerszego nurtu pracy opartej na wiedzy, staje się coraz popularniejsza. Z drugiej strony, patrząc historycznie, ludzie zawsze pracowali w domu, aż do XIX wieku, kiedy pojawiło się społeczeństwo przemysłowe. Wcześniej - i na wsiach, i w miastach - praca była związana z domem i te sfery bardzo się przenikały. „Wyjście z domu do pracy” pojawiło się wraz z masową industrializacją, a teraz następuje powrót pracy do domu. Przewidział to zresztą amerykański teoretyk społeczny Alvin Toffler. W książce „Trzecia fala” ponad 30 lat temu pisał, że już wkrótce praca wróci do domu i w związku z tym wszyscy będziemy szczęśliwsi, a nasze więzi sąsiedzkie będą silniejsze. Te przewidywania wiązały się m.in. z pojawieniem się komputerów, a także dlatego, że w latach 70. XX w. wygasał mit kobiety z przedmieścia jako „opiekunki domowego ogniska”, kobiety podejmowały działalność zarobkową.

- Telepracownik zapewne trochę inaczej urządza sobie domową przestrzeń.

- Ci, którzy mogą sobie na to pozwolić, projektują już dla siebie domy z pomieszczeniami przewidzianymi jako gabinety, z instalacjami potrzebnymi dla sprzętu komputerowego itd. Generalnie jednak metraż mieszkaniowy na każdą osobę w Polsce jest jednym z najniższych w Unii Europejskiej. Dlatego wyzwaniem jest zorganizowanie sobie biura na tak małej przestrzeni.

W tych badaniach m.in. prosimy uczestników o wyobrażenie sobie, że budują dom i jak by wyglądało wtedy ich miejsce pracy. I tu ciekawostka: wszyscy mówią, że pragną przede wszystkim osobnego, zamkniętego pokoju, z biurkiem. Telepracownicy dążą do takiego aranżowania przestrzeni pracy w domu, która by odpowiadała tradycyjnej przestrzeni biurowej. A tymczasem w tradycyjnych przestrzeniach biurowych proces jest odwrotny: udomawia się je, tworzy się kuchnie, jadalnie, sfery wypoczynku.

- Czy dalsze rozpowszechnianie się telepracy wpłynie na rynek mieszkaniowy, jak i kształt proponowanych mieszkań?

- Raczej wydaje mi się, że dominującym obecnie w najbliższej przyszłości będzie nurt mikroapartamentów i szukanie mieszkań dla singli, rozwodników itd. To wynika z naprawdę poważnych procesów społecznych. Myślę, że telepraca nadal pozostaje na tyle marginalna, że nie wpłynie istotnie na projektowanie.

- Mówi się, że praca uspołecznia, bo jest się w otoczeniu ludzi, kolegów z pracy. Praca w domu odcina nas od tego.

- To jeden z istotniejszych problemów. Nie wszyscy lubią te formy uspołecznienia - te ploteczki ze współpracownikami, wspólne kawy, przerwy, wyjścia na papieroska - ale one są ważne. I są telepracownicy, którzy bardzo tego poszukują. Gdy przez rok pracuje się wyłącznie w sypialni albo przy stole w salonie, można poczuć bardzo dużą tęsknotę za ludźmi. Wtedy, jak się dowiedzieliśmy od badanych, przynajmniej na jakiś czas warto przenieść się z pracą do przestrzeni coworkingowych. To wspólne pomieszczenia z biurkami wynajmowanymi przez różne podmioty, różne firmy.

- Władze Krakowa powinny brać pod uwagę telepracę jako coś, co może zmienić miasto?

- Te badania prowadzimy w trzech ośrodkach: Krakowie, Warszawie i Trójmieście. I gdy chodzi o Kraków, coraz powszechniejsza telepraca pozwoliłaby tutaj na ograniczenie największej zmory, czyli korków. W przypadku telepracy pracownicy nie dojeżdżają. Więc z perspektywy władz miejskich jest to jedno z rozwiązań poważnego problemu, jakim są korki. Ale też warto by pomyśleć o budowaniu tanich biur coworkingowych, może w ramach partnerstwa publiczno-prywatnego, wspieranie tego typu inicjatyw na osiedlach poza centrum. Bo jednak okazuje się, że praca samodzielnie cały czas w domu to też pewne pułapki, że czasem potrzeba odmiany. A dodajmy, że liczba telepracowników może teraz rosnąć - wraz z wejściem na rynek pracy pokolenia X, dla którego liczy się bardziej życie osobiste niż kariera, ona schodzi na dalszy plan.

- Gdy trwały dyskusje na temat tworzenia Rynku Krowoderskiego, placu dla mieszkańców dzielnicy, podkreślano, że coraz więcej ludzi pracuje w domach, dlatego potrzebne są miejsca, gdzie można wyjść, spotkać się z innymi. Nurt telepracy powinien wpływać na kształtowanie przestrzeni miejskiej?

- Absolutnie. Przypomnijmy znów Tofflera, który uważał, że praca w domu wzmocni więzi sąsiedzkie. I tak może się dziać. Powinny powstawać lokalne mikrocentra. Należałoby tworzyć miejsca z dostępem do darmowego wi-fi, ułatwiać działanie kawiarniom z tanią kawą, które są de facto miejscami pracy. Takie miejsca przyciągają ludzi i budują miejskość.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie