Tematy rozmowy

Redakcja
Mój braciszek, starszy ode mnie, rozmiłował się wielce w robieniu kawałów przyjaciołom i znajomym. Gdy poważnie pogorszył się stan jego zdrowia, a ci telefonowali do niego, pytając troskliwie: "Jak się czujesz?" nieodmiennie odpowiadał: "Znakomicie!" Zwierzał mi się: "Mam już dość słuchania banalnych słów pocieszenia. Gdy usłyszą, że wbrew oczekiwaniom jestem w niezłej formie, zamykają usta i w popłochu starają się o skrócenie do minimum naszego kontaktu telefonicznego. I mam spokój. Nie muszę opowiadać o swoich przypadłościach, które i tak mi wielce dokuczają". Po kilku tygodniach nie było go już na tym świecie.

Władysław A. Serczyk: ZNAD GRANICY

Człowiek w miarę posuwania się w latach coraz bardziej ogranicza tematy prowadzonych rozmów. Coraz mniejsza liczba tych, z którymi można byłoby powspominać lata młodości, stanowi główny powód zawężania się kręgu naszych zainteresowań. Pozostaje tylko odwieczne narzekanie na młodzież, jej wychowanie i ideały, albo też na choroby własne i cudze, o jakich - panie dziejaszku - albo nikt wcześniej nie słyszał, albo też pojawiały się bardzo rzadko.

Nawet w sposobie ubierania się widać przeżyte lata. Sukienki i ubrania noszą seniorzy zazwyczaj ciemne: ciemnobrązowe, granatowe lub czarne o kolorze nadzbruczańskiego czarnoziemu. Czasem tylko wiosną lub latem pojawi się ktoś odważniejszy i odzieje w coś kolorowego, co raduje oczy współrodaków.

Tego rodzaju zmiana stylu postępowania jest taką samą próbą ulepszenia i ubarwienia świata, jak beztroska zabawa z wnukami, długie rozmowy z psem wiernie czuwającym przy nas już od lat kilkunastu, czy też wreszcie - pełna optymizmu wędrówka po najbliższej okolicy, a jeżeli nas na to stać - ciekawy wojaż zagraniczny. Jest wtedy o czym pogadać i nie trzeba grzebać w swoich wnętrznościach w poszukiwaniu tematu rozmowy, by wynaleźć kolejną część ciała, która nieznośnie doskwiera.

Wciąż muszę prowadzić życie hotelowe. Moja praca wymaga nieustannego podróżowania i pojawiania się w najróżniejszych częściach Polski. O ile samej jazdy nie znoszę, lubię wieczorne, nawet całkiem samotne posiady w hotelowych knajpkach czy kapiących od złota restauracjach.

Kiedy nie większy niż trzyosobowy zespół muzyczny przypomina w czasie kolacji stare przeboje, jeszcze sprzed II wojny światowej, których melodii i słów nauczyłem się od mamy, uśmiecham się do przeszłości. Pojawienie się w takiej chwili wycieczki zagranicznej stanowi znakomity przerywnik codzienności, zwłaszcza że bractwo, bez względu na wiek, wyubierane z kolorową fantazją, a przecież smakowicie. Gdy z kimś rozmawiam, to przeważnie o tym, jak dobrze jest żyć na tym świecie. Zapominam nawet o nakazanej diecie, a żołądek radośnie pomrukuje, że nareszcie trafiło doń prawdziwie smaczne jadło, nie żadne tam "ersatze". Bo gadać o jedzeniu mógłbym bez końca.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie