Ten wynik jest sukcesem

Redakcja
Jeszcze do niedawna Beskid Andrychów wygrywał z Przebojem Wolbrom jak na zawołanie. Wygląda na to, że w konfrontacji tych ekip zaczęto pisać nową historię. Po raz drugi z rzędu, wzorem wiosennego meczu, skończyło się podziałem punktów 1-1 (0-0).

Sytuacja meczowa Dariusza Frysia, który w doliczonym czasie nie potrafił oszukać wolbromskiego bramkarza Macieja Palczewskiego. Fot. Grzegorz Sroka

III LIGA PIŁKARSKA. Beskid Andrychów zremisował na własnym boisku z Przebojem Wolbrom 1-1(0-0)

Trudno, by piłkarze Beskidu nie cieszyli się z podziału punktów. Nie dość, że mieli kłopoty kadrowe, to jeszcze w 27 minucie boisko musiał opuścić Paweł Zalewski, bo sędzia usunął go za drugi faul. - Nie mogłem dokonać żadnej zmiany, a - mimo to - nie mieliśmy kłopotów z wytrzymaniem tego spotkania kondycyjnie - mówi Mirosław Kmieć, trener Beskidu. - Było to typowe spotkanie walki. O ile po wcześniejszych konfrontacjach z wolbromianami, mówiłem o nich, że są płaczkami, bo nie potrafili podjąć męskiej walki na boisku, tak teraz kości trzeszczały. Nie twierdzę, że wynikało to ze złośliwości, lecz z ferworu walki. Wcale nie mam do sędziego pretensji o to, że wyrzucił nam zawodnika z boiska.

Jednak trener Kmieć uważa, że sędzia niesłusznie anulował Beskidowi trafienie w 25 min, kiedy do siatki trafił Mateusz Kruk. - Wyszedł do mojego podania zza pleców obrońców, więc o żadnym spalonym nie było mowy, chyba, że milimetrowy, ale wtedy sędzia musiałby chcieć coś wypatrzyć i tym razem wypatrzył - uważa trener Kmieć. - Jeśli coś w grze Przeboju mogło mnie zdziwić, to fakt, że rywale, mając o jednego zawodnika więcej przez dwie trzecie spotkania, nie starali się pograć piłką, by nas zmęczyć, tylko nieustannie grali długimi podaniami. Być może pragnienie gola było tak wielkie, że chcieli to zrobić jak najszybciej, a nie mieli na to pomysłu. To jednak nie moja sprawa. Zdobyliśmy punkt i tylko to się liczy.

Jednak przy odrobinie szczęścia andrychowianie mogli wziąć wszystko. - W doliczonym czasie piłkę meczową miał Darek Fryś, który biegł niemal od połowy boiska na samotne spotkanie z bramkarzem i starał się go oszukać "podcinką", więc trafił wprost w głowę Maćka Palczewskiego - relacjonuje Mirosław Kmieć. - Zawsze powtarzam zawodnikom, by w kluczowych momentach zachowali zimną krew. Gdyby nasz zawodnik wówczas trafił, w przypadku ewentaualnego zwycięstwa jakiekolwiek licytacje z drugą stroną odnośnie liczby sytuacji bramkowych mijają się z celem. Co mnie to obchodzi, że rywale mieliby więcej od nas sytuacji bramkowych. W takiej sytuacji zapytałbym ich jaki jest wynik. Poza tym, zauważyłem, że trenerzy drużyn przeciwnych po wizytach w Andrychowie lubią pomnażać sytuacje bramkowe swoich drużyn. Jak już powiedziałem, nie zamierzam się z nikim licytować. Dla mnie ważny jest wynik. Brakuje nam zdobycia dwóch punktów do wykonania planu, jaki wyznaczyliśmy sobie na końcówkę rundy.

Jerzy Zaborski

[email protected]

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie