Ten zespół musi na siebie zarobić!

Redakcja
Rozmowa z trenerem piłkarzy krakowskiej Wisły WERNEREM LICZKĄ

Ten zespół musi na siebie zarobić!

Ten zespół musi

na siebie zarobić!

Rozmowa z trenerem piłkarzy krakowskiej Wisły

WERNEREM LICZKĄ

Po zwycięstwie 2-1 nad Górnikiem Zabrze piłkarze krakowskiej Wisły zapewnili sobie tytuł mistrza Polski. Dla Wernera Liczki, który w połowie sezonu zastąpił na stanowisku trenera Henryka Kasperczaka, jest to jeden z największych sukcesów. Radość czeskiego szkoleniowca została zmącona nieżyczliwą reakcją części kibiców "Białej Gwiazdy". Starał się to znosić z godnością.

- Liczka, nie chcemy Cię w Krakowie! Tak śpiewali szalikowcy Wisły podczas środowego meczu. Kiedy zdobędzie Pan ich zaufanie?
   - Nie ma sensu analizować tego, co się stało. Ja mam się zajmować sprawami sportowymi, a zachowanie niektórych kibiców wykracza poza te sprawy. Czas goi jednak rany. Tam, gdzie potrzebna jest cierpliwość, zawsze pojawiają się jakieś problemy.
- Może kibicom nie podoba się gra drużyny? Choć Pan podkreśla, że nie chce dokonywać rewolucji, to ma Pan koncepcję, która nie wszystkim się podoba, niewyłączając piłkarzy. Czy w tej sytuacji nie należałoby poczekać z taktycznymi zmianami do chwili, gdy powstanie nowy zespół, bo przecież w tym kierunku zmierza chyba Wisła?
   - Budowa piłkarskiego zespołu nie jest tym samym, co kupowanie samochodu. Wyjątkowość obecnej Wisły polega natomiast na tym, że są w niej zawodnicy, którzy osiągnęli już określone sukcesy. Wciąż nie brakuje im ambicji związanych szczególnie z reprezentacją. Niełatwo jest więc pogodzić te interesy. Dlatego klub będzie wtedy mocny, jeśli będzie dysponował silną kadrą, a nie tylko dziesięcioma reprezentantami. Proszę mnie źle nie zrozumieć - ja nie narzekam ani się nie tłumaczę. To są chłodne fakty. Pojawiają się jednocześnie stwierdzenia w ligowych komentarzach, że żadna polska drużyna nie jest przygotowana do walki o Ligę Mistrzów. Nikt nie wymienia nazwy klubu ani mojego nazwiska, ale wiadomo, że dotyczy to Wisły. Zależy mi natomiast na dobrych kontaktach z kibicami i dziennikarzami, abym mógł im przekazać, o co w tym wszystkim chodzi. Liczę na zrozumienie. Wisła nie jest przebudowywana, ta drużyna wymaga raczej dalszej budowy. A powinno to polegać na tym, aby dysponować nie tylko mocnym wyjściowym składem, bo to wystarczy jedynie na zdobycie mistrzostwa Polski. Do tego, żeby zdziałać coś więcej, musi się dysponować większą liczbą bardzo dobrych piłkarzy. Dlatego trzeba jak najszybciej odrobić zaległości pod tym właśnie względem.
- W tym sezonie miał Pan ułatwione zadanie, bo przejął Pan zespół na półmetku, gdy prowadził z dużą przewagą nad najgroźniejszymi rywalami i sztuką byłoby nie zdobyć mistrzostwa. Czy w ostatnich meczach pozwoli Pan odpocząć czołowym piłkarzom?
   - Nasze ambicje nie kończą się na zdobyciu mistrzostwa, walczymy jeszcze o Puchar Polski. Trzymam się zasady, że grają zawodnicy znajdujący się w danej chwili w najlepszej dyspozycji. Każdy musi więc podejmować rywalizację. Jest to jedyny sposób awansu w zespole. Będzie to jednocześnie najważniejszy okres przygotowawczy do przyszłego sezonu. Duża ilość meczów pozwoli poznać możliwości drużyny i poszczególnych graczy.
Nie obawia się Pan, ze latem może Pan stracić kilku graczy? Już w zimie bardzo bliscy odejścia z Wisły byli Maciej Żurawski i Marcin Baszczyński. Teraz do tej dwójki mieliby dołączyć Tomasz Frankowski, Arkadiusz Głowacki i Argentyńczyk Mauro Cantoro. To przecież pół drużyny!
   - Najważniejsze w tej sprawie jest zdanie właściciela klubu. Już po rewanżowym meczu Pucharu Polski z Pogonią spotkaliśmy się z panem Bogusławem Cupiałem i uzgodniliśmy, że jedynym wyjątkiem jest Maciej Żurawski. Na transfer może jeszcze ewentualnie liczyć Marcin Baszczyński. Nikt inny nie odejdzie. Mamy na to stuprocentową gwarancję właściciela. I nic się w tej kwestii ostatnio nie zmieniło.
- Ma Pan już pomysł, jak zastąpić Macieja Żurawskiego, który jest wiodącą postacią zespołu, decyduje o jego obliczu?
   - Nie wiem, czy zostało to zauważone, ale ja nie mam wątpliwości, że Wisła zaczęła stawiać bardziej na siłę całej drużyny niż indywidualności. Oczywiście, dla osiągania sukcesów potrzebne są osobowości, ale one wyjdą dzięki sile zespołu. Tą a nie inną drogą zostali wykreowani już Marek Zieńczuk, Radosław Sobolewski czy Jakub Błaszczykowski. Priorytetem pozostaje kolektyw, potem są artyści. Postaram się jednak, aby nie stracili swych walorów. Oczywiście, chciałbym, żeby Żurawski został, nie możemy jednak wszystkiego temu podporządkowywać.
- Do kiedy dał Pan sobie czas na skompletowanie kadry na następny sezon, która ma podjąć walkę o Ligę Mistrzów, czy będzie Pan czekał do końca okresu transferowego?
   - Najlepiej mieć wszystkich pierwszego dnia przygotowań, lecz dopuszczam jeden lub dwa wyjątki. Wiele zależeć będzie od tego, kiedy odejdzie Maciej Żurawski, czy w ogóle nas opuści. Mamy Jeana Paulistę i Konrada Gołosia, wraca Marcin Kuźba, brakuje nam do kadry trzech graczy, pasujących jednak do naszego systemu gry.
- Czuje Pan presję związaną z koniecznością osiągnięcia sukcesu międzynarodowego?
   - Mam świadomość tego. Zostanę rozliczony tylko za to, czy awansuję do Ligi Mistrzów czy nie. Obiecać tego nie można. To byłoby bezsensowne. Natomiast budować mocny zespół nie tylko mogę, ale muszę. To musi być spełnione. Za dwa, trzy miesiące zespół powinien być lepszy, lecz nie należy spodziewać się niesamowitych różnic. Nie będziemy jeszcze na poziomie drużyn grających regularnie w Champions League, chodzi o to, aby się do nich zbliżyć, aby podjąć walkę w kwalifikacjach. Jeśli udałoby się nam awansować, to nie mam wątpliwości, że skończylibyśmy na fazie grupowej. Na pewno nie byłby to żaden wstyd. Chodzi o to, aby w rozsądnym horyzoncie czasowym, zawsze jednak jak najszybszym, dostać się do europejskiej elity. Do półtora roku musimy osiągnąć poziom, który pozwoli nam zbilansować wydatki z wpływami. Ten klub, ten zespół, każdy zawodnik musi na siebie zarobić. My, trenerzy i piłkarze, możemy to zrobić na boisku. Nasze pierwsze decyzje z punktu widzenia sportowo-finansowego były bardzo udane. Pozyskaliśmy za małe pieniądze zdolnych, dobrych zawodników: Radosława Sobolewskiego, Jakuba Błaszczykowskiego, Vlastimila Vidliczkę, a sporo zarobiliśmy na transferach Mirosława Szymkowiaka i Damiana Gorawskiego. Powinniśmy dalej iść w tym kierunku. Ściągać zawodników, dla których występy w Wiśle będą zaszczytem.
Rozmawiał: JERZY SASORSKI

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie