Testament miłości

Redakcja
Może mało która katedra na świecie jest tak wierna dla ludzi, jak nasza wawelska. Świadczą o tym jej nawy, kaplice i podziemia (...). Odczuwamy to głęboko... - pisał Karol Wojtyła.

Michał Rożek

Michał Rożek

Może mało która katedra na świecie

jest tak wierna dla ludzi, jak nasza wawelska.

Świadczą o tym jej nawy, kaplice i podziemia (...).

Odczuwamy to głęboko... - pisał Karol Wojtyła.

   Katedra krakowska odegrała szczególną rolę w życiu i działalności księdza, biskupa, arcybiskupa i kardynała Karola Wojtyły, który posługę biskupią pełnił w Krakowie, w latach 1958-1978. Katedra wawelska weszła na stałe do nauczania patriotycznego kardynała Wojtyły, którego swoisty testament miłości do tej szczególnej świątyni przedstawimy.
   Z katedrą zapoznał młodego Karola jego wadowicki katecheta - ksiądz Kazimierz Figlewicz. Po wielu latach, już jako kardynał, głosząc rekolekcje w Watykanie dla papieża Pawła VI i pracowników kurii rzymskiej, wspominał te wyjątkowe chwile: Nie zapomnę nigdy pierwszego przeżycia tych słów i tej liturgii w wielkiej oprawie katedry wawelskiej. Poszedłem tam jako kilkunastoletni chłopak w godzinach popołudniowych Wielkiej Środy, kiedy po raz pierwszy śpiewano Ciemną Jutrznię. (...) Nieraz zastanawiałem się nad tym przeżyciem, którego nigdy już później nie dała mi w takim stopniu Ciemna Jutrznia, nawet w tej samej katedrze. Tamto było jedyne w swoim rodzaju. Polegało na jakimś wielkim odkryciu.
   Kiedy już po uzyskaniu świadectwa dojrzałości Karol Wojtyła wraz z ojcem przenieśli się do Krakowa, kontakt z księdzem Figlewiczem uległ wzbogaceniu, bowiem stał się on spowiednikiem młodego Karola. Pracując w katedrze, tam też spowiadał Wojtyłę, który nieraz posługiwał mu do mszy św. Po latach ks. Figlewicz wspominał: Wybuchła wojna. Dzień 1 września 1939 wiąże się w mej pamięci również z osobą Karola Wojtyły. Poranne naloty na Kraków wywołały popłoch wśród pracowników katedry tak, że nie miał mi kto posłużyć do mszy św. Nawinął się Karol, który przyszedł z Dębnik na Wawel do spowiedzi i komunii św., gdyż był to akurat pierwszy piątek miesiąca, przez młodego polonistę pod względem religijnym pilnie przestrzegany. Utkwiła mi w pamięci ta pierwsza wojenna msza przed ołtarzem Chrystusa Ukrzyżowanego - wśród wycia syren i huku eksplozji.
   To właśnie ksiądz Figlewicz był pierwszym przewodnikiem Karola Wojtyły po dziejach i zabytkach tej niewątpliwie pierwszej polskiej katedry, pomnika dziejów państwa i narodu polskiego. To on uczulił przyszłego papieża na brzemię historii, tkwiącej w murach tej świątyni. Kiedy 1 listopada 1946 roku kardynał Adam Stefan Sapieha wyświęcił na kapłana Karola Wojtyłę, to nazajutrz - w Dzień Zaduszny - neoprezbiter odprawił pierwszą mszę św. w romańskiej krypcie św. Leonarda, a ksiądz Figlewicz był przy nim obecny, z troską i życzliwością pomagając mu przy tej mszy. Już po wielu latach - jako papież - wyjaśnił motywy wyboru miejsca mszy prymicyjnej: Wybierając tę kryptę na miejsce pierwszych mszy św., chciałem dać wyraz szczególnej więzi duchowej z wszystkimi, którzy w tej katedrze spoczywają. Katedra wawelska jest niezwykłym fenomenem. Jest bowiem, tak jak żadna inna świątynia w Polsce, nasycona treścią historyczną, a zarazem teologiczną. Spoczywają w niej królowie polscy, poczynając od Władysława Łokietka. W tej świątyni byli oni koronowani i tu składano później ich doczesne szczątki. Ten, kto nawiedza katedrę wawelską, musi stanąć twarzą w twarz wobec historii Narodu.
   W dzień patronalny św. Wacława - 28 września 1958 roku - przed ołtarzem głównym krakowskiej katedry arcybiskup Eugeniusz Baziak przy współudziale biskupów Franciszka Jopa i Bolesława Kominka udzielił sakry biskupiej ks. Karolowi Wojtyle. Od tej pory więź z katedrą wawelską została przez młodego biskupa zadzierzgnięta na stałe. I rychło ta jedyna, niepowtarzalna świątynia pojawiać się będzie w kazaniach czy okolicznościowych tekstach, listach pasterskich, zrazu biskupa sufragana (pomocniczego), wreszcie arcybiskupa metropolity krakowskiego Karola Wojtyły. Wszystkie te wystąpienia przepojone są niezwykłą miłością do tego katedralnego kościoła, wyrażającego polską tożsamość, którą wyśmienicie pojmował kardynał Wojtyła.
   8 marca 1964 roku, podczas ingresu arcybiskupiego, do katedry krakowskiej nowo mianowany przez papieża Pawła VI arcybiskup krakowski powiedział: Zdajemy sobie wszyscy dobrze sprawę, że wejść do tej katedry nie można bez wzruszania (...) przemawia ona zespołem pomników, przemawia zespołem sarkofagów, ołtarzy, rzeźb, ale nade wszystko przemawia do nas cała nasza przeszłość, cała nasza historia (...). I dlatego człowiek, który wchodzi do tej katedry nawet jako pielgrzym przygodny, musi zatrzymać się przed tą wielkością. A coż dopiero człowiek, który wchodzi do tej katedry, ażeby do tej rzeczywistości dodać jakiś nowy element.
   Natomiast w liście do kleru z 20 marca 1964 roku, skreślonym z racji sześćsetlecia konsekracji katedry, pisał te słowa:
   Może mało która katedra na świecie jest tak wierna dla ludzi, jak nasza wawelska. Świadczą o tym jej nawy, kaplice i podziemia (...). Odczuwamy to głęboko, zwiedzając kaplice i krypty katedry. Nie jest ona wielkim cmentarzyskiem przeszłości czy jakimś narodowym panteonem wielkich duchów. Na tych wszystkich pamiątkach z naszej historii, na tych wszystkich wielkich imionach i nazwiskach, katedra wyciska swoje znamię. Jest to znamię wiary i nadziei - tak bardzo jej właściwe, skoro od tylu stuleci stanowi na naszej ziemi ów szczególny i niezwykły zaiste przybytek Boga z ludźmi.
   Wypowiedzi te w pełni oddają rolę, jaką miała spełniać w pasterzowaniu arcybiskupa Karola Wojtyły katedra wawelska, którą w pamiętnym milenijnym roku 1966 nazwał - sanktuarium Kościoła i Narodu i Domem Bożym i bramą niebios dawnych w współczesnych Polaków. Podsumowując uroczystości tysiąclecia chrztu Polski, kreślił te pamiętne słowa, skierowane do kapituły metropolitalnej krakowskiej: Obchody jubileuszowe i milenijne ukazały równocześnie w nowy sposób owe szczególne możliwości, a zarazem potrzeby duszpasterskie, w których centrum znajduje się nasza umiłowana katedra. Właśnie w tym roku ujawniło się - nie po raz pierwszy zresztą w dziejach - że stanowi ona szczególne sanktuarium Kościoła i Narodu. To też wyzwala w naszej świadomości szczególne poczucie odpowiedzialności za katedrę wawelską jako sanktuarium.
   W nauczaniu kardynała Wojtyły - Katedra wawelska ma być dla Krakowa wzorem stale pogłębianego i odnawianego kultu naszych patronów, spośród których św. Stanisław ma zasięg ogólnopolski. Szczególną uwagę przywiązywał do obrzędów Wielkiego Tygodnia, pełnionych przez Niego w tym "krakowskim Wieczerniku", jak zwięźle określał swoją katedrę biskupią. Pisał o niej: Katedra jest w szczególny sposób przybytkiem samego Zbawiciela, w którym wszyscy wierzący Polacy wyznają ze czcią Boskie dzieło Zbawienia w dziejach naszego Narodu.
   W nauczaniu kardynała Karola Wojtyły katedra urastała do rangi niezwykłej księgi dziejów, z której w trudnych komunistycznych czasach można było brać lekcję niezakłamanego patriotyzmu, uczyć się prawdziwej historii Polski. To w roku 1976 pisał: Wyłania się w katedrze wawelskiej jako rzeczywistość żywa, cała nasza wielka tysiącletnia tradycja: chrześcijańska i polska zarazem. Tradycja historyczna - to słowo zdaje się pobrzmiewać przeszłością, zdaje się mówić o tym, co umarło, lecz jakoś tkwi jeszcze w naszej pamięci. Tymczasem tradycją jest to, co było wielkie, prawdziwie dobre i dlatego zasługuje, ażeby żyło dalej. Tradycja to to, co rodzi życie nowe. Tu w krakowskiej katedrze, w jej czcigodnych murach, zawarta jest polska przeszłość ta najświetniejsza, najchlubniejsza, prawdziwie dobra, godna naśladowania, zasługująca na wieczną pamięć.
   Karol Wojtyła dostrzegał w swojej katedrze biskupiej także wartości uniwersalne, tak bardzo istotne dla słowiańskiego, a zarazem europejskiego dziedzictwa kulturalnego. W roku 1972 - w święto patrona katedry wawelskiej świętego Wacława - wygłosił kazanie, w którym przypomniał zebranym, że Ta katedra jest nie tylko sanktuarium naszych polskich dziejów, ale jest także sanktuarium Słowiańszczyzny, wszystkich ludów słowiańskich. Jest znakiem tej drogi, która prowadziła ich do Chrystusa. To właśnie w latach pasterzowania w Krakowie kardynała Karola Wojtyły na Wawel zmierzały pielgrzymki pobratymców zza Tatr - Czechów i Słowaków, którzy odwiedzali sanktuarium św. Stanisława Biskupa i Męczennika, oddając też cześć relikwiom św. Wacława, wspólnego przecież patrona Czech i Polski.
   Za rządów Wojtyły stała się katedra miejscem sympozjów naukowych. Pierwsze z nich miało miejsce 5 września 1964 roku, z okazji sześćsetlecia Uniwersytetu Jagiellońskiego. Inaugurując obrady, arcybiskup Karol Wojtyła powiedział: Nie może być dla nas bez znaczenia, że ten kościół katedralny stał się kiedyś początkiem naszej pierwszej polskiej Akademii, pierwszego Uniwersytetu, że podczas 600 z górą lat pozostawał w najściślejszym związku z Uniwersytetem Jagiellońskim i przygotowywał w ramach tego Uniwersytetu dzieje i rozwój polskiej kultury. W tym miejscu, które tak bardzo nastraja do konfrontacji z przeszłością, w tym miejscu, po którym stąpali ludzie, ci ludzie, którym zawdzięczamy powstanie Uniwersytetu Krakowskiego, należy przyjrzeć się raz jeszcze faktom historii, które na rzeczywistość powstania Uniwersytetu się złożyły.
   Dodawała zatem owe nowe elementy - zgodnie z programem przyjętym podczas ingresu arcybiskupiego - do całej wielkiej rzeczywistości katedry, której był przecież gospodarzem.
   Już - jako biskup Rzymu - papież Jan Paweł II skreślił te słowa w pamiętnym roku 1978 o tej świątyni: W tej katedrze bije serce Polski - i moje serce także nadal tam bije. Natomiast w tekście homilii z roku 1999 padły te stwierdzenia, dotyczące Jego byłej katedry biskupiej: Pozostając w nurcie Kościoła powszechnego, a równocześnie zachowując swą niepowtarzalność, ta wspólnota nadawała kształt historii i kulturze Krakowa (...). Cóż może o tym świadczyć wymowniej niż wawelska katedra? Dziś, gdy głos Zygmunta zdaje się nas zapraszać do nawiedzenia tej matki świątyń Krakowa, tego skarbca historii Kościoła i Narodu, pójdźmy tam w duchowej pielgrzymce. Stańmy pośród jej budowniczych i zapytajmy, jaki fundament kładli pod tę budowlę, że zdołała przetrwać czasy dobre i złe, dając schronienie świętym i bohaterom, pasterzom i władcom, mężom stanu, twórcom kultury i całym pokoleniom krakowian. Czy tym kamieniem węgielnym nie jest Chrystus, który umarł i zmartwychwstał? Klęknijmy przed tabernakulum w kaplicy Batorego, przed czarnym Krzyżem Jadwigi, przy konfesji świętego Stanisława, zejdźmy do krypty świętego Leonarda i odkryjmy na nowo niepowtarzalne dzieje krakowskiego Kościoła, które zrosły się z dziejami miasta i tego kraju.
   Katedra wawelska stanowiła w życiu Karola Wojtyły prawdziwe misterium dziejów Narodu i Kościoła w Polsce. Jako papież powierzał tę świątynię wszystkim, uważając, iż wiele skarbów strzeże ten kościół, przeto do nas płynęły słowa Ojca Świętego - Strzeżcie tego skarbu w sposób szczególny, tak jak strzegły pokolenia. To właśnie te słowa padły w katedrze wawelskiej, w czerwcu 1987 roku. To przecież szczególny testament miłości do tego przedziwnego sanktuarium narodowego, wyrażającego naszą tożsamość kulturową. To papież Jan Paweł II podczas swojego wystąpienia na forum UNESCO (2 czerwca 1980) sformułował swoją filozofię kultury, mówiąc: Naród bowiem jest tą wielką wspólnotą ludzi, których łączą różne spoiwa, ale nade wszystko właśnie kultura. Naród istnieje z kultury i dla kultury. (...) Jestem synem Narodu, który przetrzymał najstraszliwsze doświadczenia dziejów, którego wielokrotnie sąsiedzi skazywali na śmierć - a on pozostał przy życiu, i pozostał sobą. Zachował własną tożsamość i zachował pośród rozbiorów i okupacji własną suwerenność jako Naród - nie w oparciu o jakiekolwiek inne środki fizycznej potęgi, ale tylko w oparciu o własną kulturę, która okazała się w tym wypadku potęgą większą od tamtych potęg.
   Do ostatnich dni katedra była bardzo bliska Ojcu Świętemu. - Ja codziennie jestem w katedrze - mówił do księdza infułata Janusza Bielańskiego, proboszcza katedry krakowskiej - sercem i myślą. Codziennie klęczę przed św. Stanisławem i modlę się za całą Polskę. Potem przechodzę koło kaplicy Zygmuntowskiej, koło sarkofagu Jadwigi, przyklękam przed Najświętszym Sakramentem w kaplicy Batorego i idę do Krzyża. Piękne słowa. Testament Karola Wojtyły i papieża Jana Pawła II - przekaz szczególnej miłości do katedry wawelskiej. A dla nas zobowiązanie.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie