To jest medal, który wydarłam wszystkimi siłami jakie miałam. I głęboką wiarą w siebie

Paweł Hochstim
Pięciobój nowoczesny. - Myślę, że przez ten mój optymizm, przez ten uśmiech i przez tę wiarę w siebie byłam w stanie to zrobić - mówi brązowa medalistka z Rio Oktawia Nowacka.

Widać, że brązowy medal cieszy Panią jak złoty.

To jest dla mnie niezwykły moment, szczególnie po przejściach, które miałam w tym roku. Bałam się, przyznam szczerze, że na igrzyska w ogóle nie pojadę, gdy kontuzja nie chciała przejść, a ja prawie nie mogłam chodzić. Do ostatniej konkurencji, której bałam się najbardziej, wszystko było jednak doskonale. Musiałam temu podołać, wytrzymać, chociaż wiedziałam, że będzie mnie to bardzo dużo kosztowało. Ale mimo bólu dowiozłam ten medal i jestem najszczęśliwszą osobą na świecie.

Kiedyś powiedziała Pani, że pięciobój jest taką dyscypliną, że jak się dobrze zacznie to się kończy sukcesem.

Tak, coś w tym jest, że jak się zacznie na fali to potem na tej fali się kończy. Dlatego po tym świetnym początku wierzyłam, że dam radę. Nie mogłam siebie samej zawieźć i sama w siebie zwątpić mimo tych myśli, które były w mojej głowie i tych wszystkich stresujących momentów. Do końca wierzyłam, że mnie na to stać.

Doskonale wyszła Pani konkurencja jeździecka, która bywa często loteryjna, bo przecież nie znacie koni, na których jeździcie.

Świetnie się z nim dogadałam, to po prostu cudowny koń. Muszę go jeszcze tutaj znaleźć i wycałować, bo dużo mu zawdzięczam.

Można powiedzieć, że to taki medal wydarty charakterem, skoro jeszcze w marcu chodziła Pani o kulach.

Tak, to jest medal, który wydarłam wszystkimi siłami, jakie miałam. I głęboką wiarą w siebie. Pracowałam na to całe życie i bardzo dużo poświęciłam, żeby go mieć.

Pani medal może być doskonałą reklamą weganizmu.

To prawda, nie jem mięsa od dwóch i pół roku i jest mi z tym bardzo dobrze. Nie uważam, że mam mniej siły. Wiem, że będąc weganem można zrobić wszystko.

W wiosce olimpijskiej nie było problemu z jedzeniem dla kogoś, kto jest weganem?

Na stołówce jest wiele dobrych rzeczy, ale na zawodach weganizm trochę odchodzi na bok i zaczyna się wegetarianizm. W Rio do mojej diety zaplątał się gdzieś nabiał, trochę jajek. To się zdarza, bo nie jestem w stanie sama gotować.

Dlaczego wybrała Pani pięciobój nowoczesny?

Kiedyś już mówiłam, że wydaje mi się, iż to nie my wybieramy pięciobój, tylko pięciobój wybiera nas. Jako młoda dziewczynka ze Starogardu Gdańskiego zaczynałam bieganie u boku mojego taty, jednocześnie zaczynając pływanie w klubie UKS Ósemka. Robiłam obie rzeczy naraz. Będąc młodą, mogłam sobie na to pozwolić, startowałam i w jednych zawodach, i w drugich. Pamiętam, że mając 13 lat miałam finał B w pływaniu i czwarte miejsce w mistrzostwach Polski w lekkiej atletyce. Widziałam, że będę w końcu musiała coś wybrać, a kochałam jedno i drugie. Rozwiązanie znalazło się samo, bo pojechałam na dwubój i spotkałam trenera, który powiedział mi, że mogę to uprawiać. Połączenie biegu i strzelania mi wyszło, a po roku dostałam powołanie do ośrodka szkoleniowego w Łomiankach. Mając 14 lat wyjechałam ze Starogardu do Warszawy, by uczyć się pozostałych konkurencji.

Dla rodziców to pewnie była trudna chwila, skoro wyjechała Pani z domu tak wcześnie?

Dziś widzę, jaka byłam młoda, gdy patrzę na moją siostrę, która jest w tym wieku. Na pewno była to dla rodziców trudna decyzja, ale zawsze mieliśmy świetne relacje. Nigdy mi niczego nie zabraniali, przez co ja nigdy nie robiłam im niczego na przekór. Dzięki tej miłości i wsparciu, mogłam spełnić swoje marzenia.

Gdy jechała Pani na igrzyska, myślała Pani o medalu?

Przede wszystkim cieszyłam się, że tu jadę. To było widać podczas szermierki, przecież dopiero pierwszej konkurencji, gdy już wylewałam łzy ze szczęścia. Myślę, że przez ten optymizm, przez ten uśmiech i wiarę w siebie byłam w stanie to zrobić. Bardzo się cieszyłam po szermierce, bo wiedziałam, że cokolwiek się stanie, to dla mnie będzie dobrze.

Który moment rywalizacji był najtrudniejszy?

Zdecydowanie ostatnia konkurencja, czyli bieg ze strzelaniem. Konkurencji technicznych, mimo kontuzji, się nie zapomina. Bieg i pływanie trzeba z kolei trenować, by nadążać za rywalami. Pływanie nie ucierpiało, bo mogłam pływać cały czas. Ale tego biegu się bałam. Cztery osiemsetki nie są wdzięcznym dystansem dla osoby wracającej po kontuzji. Ale wierzyłam w siebie, wierzyłam, że dobiegnę.

Notował w Rio de Janeiro Paweł Hochstim

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie