To już bardzo blisko

Redakcja
Udostępnij:
Władysław A. Serczyk

Znad granicy

Władysław A. Serczyk

Znad granicy

Po chwilowym uśpieniu, zapewne wynikającym ze świątecznej krzątaniny, znowu zaczęliśmy interesować się wydarzeniami w Jugosławii. Dla wielu z nas to bardzo bliski kraj, do którego wędrowaliśmy niejednokrotnie na spotkanie z południowym słońcem oraz serdeczną gościnnością, zabarwioną czasem dowcipami i pełnymi uśmiechu próbami uzyskania dodatkowego zarobku czy to za muzykę do obiadu, czy też za szklanicę wina podaną rzekomo na koszt gospodarza, lecz później skrupulatnie wliczoną do rachunku. Nie chce się wierzyć, że - być może - dla wielu z nas jest to już tylko czas zaprzeszły dokonany.
Po wojnie o niepodległość Słowenii i Chorwacji, po Bośni i Hercegowinie i po chorwackim ataku na zajętą przez Serbów Krainę, przyszedł teraz czas na Kosowo, Serbię i Czarnogórę. Po raz kolejny staliśmy się, jak dotąd, bezsilnymi świadkami wypędzania ludzi ze swojej ojcowizny. Rozmiary i sposób realizacji tej "czystki etnicznej" przekroczyły nasze możliwości pojmowania sprawy. Jeszcze przed dwoma laty w Kosowie mieszkało 1 mln 600 tys. Albańczyków, dzisiaj nie pozostało ich tam chyba więcej niż pół miliona. Reszta uciekła lub zginęła. Czy zresztą obliczenia mają w tym wypadku jakiekolwiek znaczenie?
Nawet hierarchia katolicka w Polsce, rzadko wypowiadająca się na temat sytuacji międzynarodowej, przemówiła w Wielkanoc jednym głosem za pokojem w Kosowie, za zaprzestaniem eksterminacji albańskich mieszkańców Kosowa, za przerwaniem bombardowania Jugosławii. Polscy biskupi nie byli pierwsi. Kilka dni wcześniej na ten sam temat co najmniej równie stanowczo wypowiedział się Jan Paweł II, angażując nawet swój autorytet do próby mediacji, zresztą bezskutecznej. Powracał do tego tematu jeszcze wielokrotnie, za każdym razem pochylając się nad losem ludzkim z coraz większą troską i coraz większym, prawdziwie i głęboko człowieczym bólem.
Obecne bombardowanie Jugosławii, jak to bywa zazwyczaj w wypadkach, gdy do głosu dochodzi siła, przyniesie zapewne w ostatecznym efekcie tylko krótkotrwałe skutki polityczne. Spodziewane uspokojenie to tylko nakrycie bałkańskiego kotła ciężką pokrywą militarnej przewagi NATO. Każdy drobny nawet zatarg, uliczna kłótnia czy przypadkowa bójka w barze stać się mogą zaczynem nowego konfliktu zbrojnego o rozmiarach trudnych do przewidzenia.
Nie ulega, niestety, wątpliwości, że bez względu na poniesione straty materialne Serbowie w Kosowie już osiągnęli zaplanowany sukces: doprowadzili do masowej ucieczki Albańczyków z tej prowincji. Jeśli do tego teraz, jak już wiemy, część ich zostanie przyjęta "na przechowanie" w kilku zamożniejszych krajach świata, w Kanadzie, w Niemczech, Turcji czy nawet Polsce, nie mówiąc o tych, którzy znajdą przytułek u swoich rodzin w Albanii, Macedonii i Czarnogórze - tak potępiana przez cały świat demokratyczny czystka etniczna stanie się faktem nieodwracalnym. Wygnańcy zadomowią się w swych nowych miejscach pobytu i nie tylko oni nie będą chcieli powracać do nędzy i niepewnego jutra, ale i ci, którzy dzisiaj stają w ich obronie, nie będą chcieli wywoływać nowego zamieszania, bowiem "zły pokój jest zawsze lepszy od najlepszej wojny".
Czy trzeba przypominać to, co stało się w Europie, w czasie i w wyniku drugiej wojny światowej: o losie wypędzonych Polaków, Niemców, Tatarów czy Ukraińców, o wyniszczeniu Żydów i Cyganów?
Wielu domorosłych, chociaż wiekowych i nawet dysponujących pewnym osobistym doświadczeniem strategów bawi się dzisiaj w podpowiadanie dowództwu NATO, co należy czynić dalej, skoro bombardowania nie przynoszą spodziewanego rezultatu. Jedni radzą, i to koniecznie!, wysłać siły lądowe Paktu do Jugosławii. Wypowiadają przy tym zbożne życzenie, żeby nie powtórzyła się sytuacja dobrze znana z Wietnamu i Afganistanu. Jak jednak to uczynić, podpowiedzieć nie potrafią. Inni, których pamiętamy z niesławnego "przygotowania" wizyty ministra Skubiszewskiego na Białorusi, kiedy to musiał wyjechać z Mińska z niczym, uważają, że najlepiej będzie, jeśli NATO zgromadzi na granicy z Jugosławią kilkaset tysięcy (!) wojska. Przypominać to będzie wiszący nad nią miecz Damoklesa, którego się wreszcie będzie musiała wystraszyć. A jeśli się nie przestraszy? Poza tym gdzie te wojska koncentrować, jeśli z krajów NATO tylko Węgry mają wspólną granicę z Jugosławią? Mój Boże! Strzeż nas przed doradcami, którzy nawet nie znają aktualnej politycznej mapy Europy!
Inna sprawa, że cała operacja została przez dowództwo Paktu przeprowadzona fatalnie. To, co wygląda doskonale, gdy istnieje wyłącznie jako tzw. gra wojenna w komputerze (nb. zaprogramowana z góry przez tych, którzy chcą ją wygrać), może okazać się fatalnym rozwiązaniem w rzeczywistości, gdy trzeba będzie uwzględnić normalne ludzkie reakcje, a nawet (tak widocznie trudne do pojęcia) dumę narodową i zwykły człowieczy upór. Teraz już za późno na doradzanie. Pozostała tylko nauka: skomplikowanych kwestii politycznych nie można oddawać do rozwiązania wojskowym, także najlepszym.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Dziennik Polski
Dodaj ogłoszenie