To już jest koniec?

Redakcja
Zakończyła się niemal dwuletnia - od chwili złożenia pozwu - rozprawa sądowa, w której gmina Myślenice/burmistrz oraz Ewa Kęsek występowali przeciwko "Dziennikowi Polskiemu".

Remigiusz Półtorak: AD REM, CZYLI CAŁKIEM DO RZECZY

Efekt jest taki, że zarówno sąd okręgowy, jak i w tym tygodniu sąd apelacyjny odrzucili w całości powództwo gminy, a także w głównej części zarzuty pani prezes Zakładu Utylizacji Odpadów, która domagała się przeprosin za "bezpodstawne zarzucenie jej (...) dokonania przestępstwa". Sąd uznał jednocześnie, że nie przedstawiliśmy wystarczających dowodów na twierdzenie, że prezes (naówczas szefowa jednego z wydziałów w magistracie) "namawiała" do sprzedaży działek pod nowe składowisko.

Strona powodowa była w tym tygodniu reprezentowana tylko przez pełnomocnika; w sądzie apelacyjnym nie było ani pana burmistrza, ani pani prezes. Jakkolwiek ich obecność nie była konieczna, przyznam, że tego nie rozumiem. Jeśli wytacza się ciężkie działa, naraża na duże straty finansowe instytucję publiczną (po dziesięciu rozprawach w I instancji, rozprawa apelacyjna to kolejne, niemałe koszty), wydaje się, że trzeba też mieć odwagę, aby ponieść tego konsekwencje.

Innymi słowy, można nie mieć racji, ale jednocześnie wyjść z twarzą. Dlatego bardzo ważny jest styl, w jakim coś się kończy.

Powiem nawet więcej - dla mnie ten styl jest najważniejszy.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie