MKTG SR - pasek na kartach artykułów

To nie prima aprilis: bramkarz Puszczy Niepołomice dał się przelobować... golkiperowi Radomiaka! ZDJĘCIA, WIDEO

Krzysztof Kawa
Krzysztof Kawa
Radość Romana Jakuby (z prawej) i jego kolegów z Puszczy Niepołomice w meczu z Radomiakiem
Radość Romana Jakuby (z prawej) i jego kolegów z Puszczy Niepołomice w meczu z Radomiakiem PAP/Łukasz Gągulski
Ta śpiewka pojawia się w wypowiedziach rywali Puszczy niczym zgrany refren: wiedzieliśmy jak ta drużyna gra, niczym nas nie zaskoczyła. A efekt, niemal jak zwykle, ten sam – strata gola po stałym fragmencie gry. Tak też było w rozegranym w poniedziałek 1 kwietnia meczu piłkarskiej ekstraklasy z Radomiakiem, gdy do piłki w polu karnym dopadł Roman Jakuba i dał gospodarzom z Niepołomic prowadzenie na stadionie w Krakowie. Tę zdobycz kompletnie usunął jednak w cień błąd Oliwiera Zycha, który przepuścił piłkę kopniętą po drugiej stronie boiska przez jego vis-à-vis Gabriela Kobylaka. I kto tu komu zrobił w prima aprilis większego psikusa?

To nie była bezpośrednia asysta wyrzucającego piłkę z autu Wojciecha Hajdy, bo piłka, zanim trafiła do Romana Jakuby, odbijała się od graczy obu drużyn niczym we flipperze, ale przecież - zanim wpadła do siatki po uderzeniu jej lewą nogą przez Ukraińca – znalazła się w polu karnym właśnie za sprawą defensywnego pomocnika.

Wymarzony początek dla Puszczy, bo była dopiero 4. minuta spotkania. Jeśli założyć, że to gol po aucie, to należy dodać go do czterech wcześniej zdobytych przez beniaminka w ekstraklasie. Od lipca ubiegłego roku upłynęło wystarczająco dużo czasu, by się nauczyć sztuczek niepołomiczan, ale na ich skuteczność mało kto znajduje receptę. Tym razem padło na Radomiaka, którego trener przed meczem rozpływał się w komplementach nad efektywnością pracy Tomasza Tułacza.

Maciej Kędziorek sięgnął nawet do jego początków w Puszczy, a więc okresu, gdy zawodnikiem „Żubrów” był Dawid Abramowicz. Lewy obrońca Radomiaka dobrze pamięta, że już wtedy nauka stałych fragmentów gry była znakiem firmowym Tułacza i nic się od tamtej pory nie zmieniło. Oczywiście za wyjątkiem tego, że ich wykonanie daje jeszcze lepsze efekty, jak w sezonie 2015/2016.

A propos efektywności. Drużyny, które wybiegły w lany poniedziałek na murawę stadionu Cracovii, przodują w mało chlubnej statystyce efektywnego czasu gry. Gospodarze notują ten współczynnik na poziomie 48 minut, goście – 49. W pierwszej połowie piłkarze robili wiele, by tych wartości znacząco nie podnieść. Zaczęło się od ostrego ataku Damiana Jakubika na Jakubie (zanim ten zdążył strzelić gola), a potem podobnych starć było co niemiara. Choć akurat najgroźniejsza kontuzja (stawu skokowego), jakiej doznał zniesiony na noszach w ostatniej minucie pierwszej połowy Leonardo Rocha, została odniesiona przez Portugalczyka bez udziału osób trzecich.

Jeden z fauli w drugiej połowie mógł mieć kluczowe znaczenie dla przebiegu spotkania. Vagner Dias zaatakował wysoko podniesioną nogą Wojciecha Hajdę i po analizie VAR Tomasz Kwiatkowski ukarał piłkarza z Wysp Zielonego Przylądka czerwoną kartką (to piąta tego typu kara dla graczy Radomiaka w tym roku). Wydawało się, że los sprzyja Puszczy, ale nic z tych rzeczy. Chwilę później doszło bowiem do najbardziej kuriozalnego zdarzenia nie tylko 26. kolejki ekstraklasy.

Mocno wykopana przez Gabriela Kobylaka piłka spadła na boisko tuż przed polem karnym Puszczy, odbiła się od murawy i... przelobowała wysuniętego Oliwiera Zycha. To pierwszy w tym sezonie gol w ekstraklasie zdobyty przez bramkarza. I jeden z nielicznych w całej historii tych rozgrywek.

Trener Tułacz złapał się za głowę i chwilę zeszło, zanim zdołał dojść do siebie. Otrząsnąć z szoku musieli się też jego piłkarze, ale czas uciekał, a Radomiak ani myślał wypuścić zdobyczy z rąk.

Alarm po wrzutach z autu rozbrzmiewał w polu karnym Radomiaka także w drugiej połowie. Ciągle jednak czegoś brakowało, by można było zamienić remis w choć minimalne prowadzenie.

W doliczonym czasie gry Kobylak obronił jeszcze strzały Thiago w sytuacji sam na sam i Huberta Tomalskiego pod poprzeczkę, efektownymi paradami wieńcząc swój niesamowity występ na stadionie przy Kałuży w Krakowie.

- Obyśmy straty tych punktów nie żałowali na końcu sezonu - skwitował w rozmowie z Canal+ Sport Jakub Serafin. Puszcza pozostaje jedynym zespołem, który w tym roku nie odniósł jeszcze zwycięstwa w ekstraklasie.

Puszcza Niepołomice - Radomiak 1:1 (1:0)
Bramki: 1:0 Jakuba 4, 1:1 Kobylak 66.
Puszcza: Zych - Mroziński, Craciun, Sołowiej (46 Wojcinowicz), Jakuba - Majchrzak (64 Stępień), Hajda (81 Thiago), Serafin, Poczobut (65 Tomalski), Lee Jin-hyun - Zapolnik.
Radomiak: Kobylak - Jakubik (46 Grzesik), Rossi, Vusković, Abramowicz - Semedo (88 Leandro), Jordao (75 Donis), Luizao, Wolski (64 Machado), Vagner - Rocha (46 Jardel).
Sędziował: Tomasz Kwiatkowski (Warszawa). Żółte kartki: Raphael Rossi, Vusković, Wolski. Czerwona kartka: Vagner (63, za brutalny faul). Widzów: 1822.

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Świątek w finale turnieju w Rzymie!

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera

Materiał oryginalny: To nie prima aprilis: bramkarz Puszczy Niepołomice dał się przelobować... golkiperowi Radomiaka! ZDJĘCIA, WIDEO - Gazeta Krakowska

Wróć na dziennikpolski24.pl Dziennik Polski